| Napisany przez Piotr Dziepak, z 16-02-2010 16:59 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
647  |
|
|
|
„To skomplikowane”, „Invictus”, „W chmurach” Zima i zima a potem znów zima i jeszcze zima z przewagą zimy. Srodek lutego. To jedna z tych zim o których można opowaidać wnukom. Szadzie, zaspy, kataklizmy. Zasypane, zatkane, zalepione, nawisłe, zapadane. Zima dramat. I jeszcze mój stary kolega wysłał mi prognozę pogody z Brisbane (Australia). Nie pytajcie co mu odpisałem dołączając kilka fotek sprzed okna. Po niudanych, blisko godzinnych, próbach wyjechania z pakingu pod domem, przemoknięty, zkostniały. Poddałem się ostatecznie i postanowiłem zostać przed telewizorem. Jako że fanem zimy nie jestem skrzętnie omijałem kanały z transmisjami z olimpiady zimowej. Tak na marginesie jestem pełen podziwu dla ludzi którzy na własne życzenie całymi dniami skaczą, zjeżdzają, biegają, ślizgają się w bliskim kontakcie z lodem czy śniegiem. Brrrr... Po przekliknięciu całego zasobu kanałów przypomniałem sobie że dostałem niedawno od zaprzyjaźnionego Pana z pewnej wypożyczalni taką jedną superpiracką płytkę z 3 filmami których jeszcze u nas nie ma. Właściwie to nie ma jeszcze dwóch z nich, bo ten trzeci wszedł na ekrany 12.02.2010 jako produkcja bardzo-aczkolwiek-zwłaszcza-walentynkowa. Nie przyznam się w jakiej wypożyczalni bywam, bowiem nie chciałbym żeby ów uprzejmy młody człowiek miał z tego powodu jakiekolwiek problemy. Jeszcze może się przydać. Za kratami podobno bywa problem z netem. Czasem się wymieniamy jakimiś filmikami wartymi uwagi, a to co mi nagrał jest bardzo warte uwagi. Zasadniczo trudno przypuszczać żeby ktoś od lat pracujący w tego typu przybytku słabo znał się na filmach, chociaż bywa z tym różnie. Cóż w końcu były walentynki, swięto za którym nigdy nie przepadałem i nie przepadam co podeprzeć mogę wieloma obserwacjo-porzemyśleniami. No ale nie o walentynkach chciałem. Trochę na raty zabrałem się za oglądanie. Na pierwszy rzut poszło. „To skomplikowane...”
Maryl Streep, Alec Boldwin itd. Fajna lekka historia w typie komedii romantycznej z tym że nieco nietypowa. Zakochani bowiem w tym filmie to ludzie po przejściach, z tzw. przeszłością, stanowczo dorośli żeby nie powiedziec posunięci w latach. Jedno przyznać trzeba swietna gra aktorska. Jak zawsze świetna Maryl i całkiem niezły acz za gruby Alec. Iść do kina można, nawet pomimo tego że 14.02 definitywnie już jest historią (na szczęście). Niczego nadzwyczajnego się nie spodziewajcie, bo film jest łatwy i nawet zabawny, nie mniej przewidywalny co sprawi że nie popadniecie w zadumę kiedy pojawią się napisy końcowe. Dvd w odróżnieniu od kina ma tą zaletę że w trakcie projekcji można „dać pauzę” i zrobić sobie kanapkę, bądz oddać się innej aktywności śródfilmowej. To stało się właśnie moim udziałem gdzieś po 20 minutach projekcji. Dla fanu wymyśliłem sobie sam zakończenie filmu. Nic a nic się nie pomyliłem. "Invictus"
Bardzo lubię Morgana Freemana. Tym zem też nie przestałem go lubić. Zasadniczo nie obchodzą mnie ploty na temat jego życia prywatnego acz nieco dziwią, wszak młodzianem to facet już nie jest. Nie mniej jako Nelson Mandela spodoba wam się na pewno. Cała akcja filmu dzieje się w RPA (Republika Połudiowej Afryki) w latach 90'. Tuż po przełomowym wyborze na prezydenta kraju człowieka legendy, czarnego. Ofiarę wieloletnich prześladowań w czasach aparthaidu. Zasadniczo film (na podstawie ksążki) ma dwa zasadnicze wątki. Jeden to dylematy i problemy człowieka usiłującego w demokratyczny i spokojny sposób pogodzić ze sobą odiwecznych wrogów, pozostając obiektywnym, działając jedynie dla dobra kraju nie faworyzując ani jednych ani drugich. Nie ma białych ani czarnych są obywatele. Dziś już mało kto pamięta czym tak naprawdę był aparthaid i jakie piętno odcisnął on na tym kraju. Drugi to sport. Dokładnie rugby. Dla białych sport narodowy dla czarnych symbol ucisku. Sport i polityka. Polityka a sport. Zdaje się że i jedno i drugie to zupełnie inna bajka. A jak się okazuje mają pewien wspólny mianownik. Coś co może budować ale i niszczyć. Oglądnijcie koniecznie jeśli już będzie w kinach lub na czymś tam. Film oparty jest na faktach i może przed zbliżającymi się mistrzostwami warto zobaczyć trochę historii a i może ktogoś zainspiruje. Tu polecam bardzo szczególnie naszym kopaczom, pomimo że to inna dyscyplina tak naprawdę chodzi dokładnie o to samo. Grać żeby wygrać! Przewodzić a nie tylko być przywódcą. No i na deser: „W chmurach”
George Clooney w świetnej formie. Jak to facet robi? Mam swoje przypuszczenia. Rozwiódł się dawno temut i nie związał ponownie może to jego sekret? Na temat tego filmu można dużo i długo. Zupełnie nietypowa amerykańska produkcja, podobnie jaką było „Juno” (ta sama reżyseria) Hisoria bez happy endu co jak sięgam pamięcią w ostatnio ogladanych przezemnie produkcjach zza oceanu nie zdażyło się dawno. Podaruję sobie szczegółową recenzję. Film po mojemu jest bardzo dobry. Bezwzględnie warty wydania kasy na bilet do kina. Po tym filmie zostaniecie w fotelu oglądając napisy końcowe...nawet trzeba je oglądnąć, po napisach też coś jest. Zaczekajcie. Z czystym sumieniem mogę polecić wszystkie 3. Nie będziecie się nudzić a jeśli będziecie w kinie nie pomyślicie o pieniądzach wydanych na bilet w kategoriach tych wyrzuconych w błoto. Przy najbliższej okazji zerknijcie na repertuar kin. Jeden już jest dwa kolejne mam nadzieję będą niebawem w kinach. Z całą pewnością to lepsze niż odkopywanie samochodu brodząc po kolana w śniegu. Nie będę się silił na wystawianie ocen każdemu z ww. filmów. Niech starczy że polecam, a jeśli ktoś po projekcji uzna że się nie znam i jestem głupi, chętnie wymienię na ten temat poglądy. Miłego oglądania.
|