| Mistrz Roman P. vs Sherlock Holmes |
Seriali nie oglądam, dla zasady! Więc nie można ze mną „prawdziwie” porozmawiać… o tych wszystkich wymyślanych na siłę historiach wykreowanych przez pseudo-bohaterów z „M jak Miłość”, „K jak Klan” czy „B jak Brzydula”. No sorry, takie już mam rygorystyczne poglądy w tej kwestii… Ale filmy to już zupełnie inny świat! ;) Chociaż zdecydowanie częściej śledzę je w kinie (komercyjnym i domowym) aniżeli na wąsko- bądź szerokopasmowym kanale telewizyjnym celebryckich stacji nadawczych... Długometrażowe produkcje jakoś bardziej do mnie przemawiają niż tasiemcowate seriale czy powtarzane po raz n-ty filmy z ubiegłego wieku. A kiedy naprzeciw siebie staje mistrz Roman P. i detektyw Sherlock H. to grzech tego nie zauważyć i nie przetestować ;) Najpierw się usprawiedliwię…Najpierw się usprawiedliwię… Publikuję ten artykuł z dwutygodniowym opóźnieniem, więc już wiecie, jak i gdzie macie umiejscowić sobie akcję opisywanych wydarzeń. Zatem zaczynamy… Ostatnie dwa dni były dla mnie bardziej filmowe niż bym się tego spodziewała. Miałam okazję zobaczyć aż dwie ciekawe kino-propozycje i mam nadzieję, że nie przekroczyłam przysługujących mi filmo-limitów ;P Najpierw był ten dobry wybór i śledzenie przygód błyskotliwego Sherlocka Holmesa. Taka sympatyczna bajeczka przed snem. A ten „bardzo dobry wybór” to już „coś” znacznie lepszego i ambitniejszego. „Coś” tak wyjątkowego jak poobiedni deser dla łakomczucha ;) Detektyw w akcji„Sherlocka Holmesa” testowałam w domowym zaciszu z mocno brzmiącymi efektami Dolby Surround wydobywanymi ze sprytnych głośniczków 2+1. Efekt dźwiękowy pierwszorzędny. Wrażenia kinematograficzno-estetyczne również! „Sherlock Holmes” to dynamiczne widowisko wyreżyserowane przez Guya Ritchiego, ex mena samej królowej Madonny (więcej szczegółów dotyczących ich love znajdziecie na Pudelku ;). To lekKee film o może i trochę bajkowej, wręcz przygodowej, a nawet okultystycznej fabule z domieszką detektywistycznych zagadek, ale ogląda się go bardzo sympatycznie. Jak nie lubię filmowych bajeczek wymyślanych na siłę, tak w tym przypadku powiem, że na pewno bardzo miło spoziera się na szklany ekran ;) Obok słynnego detektywa, Sherlocka Holmesa, obowiązkowo pojawia się jego wierny kompan, dr Watson. Chłopcy, upsss… przecież to już mężni mężczyźni, świetnie się uzupełniają i radzą sobie wyśmienicie z wszelkimi przeciwnościami. A vis a vis tych dwóch „białych bohaterów” staje jeden „czarny charakter”. To diaboliczny lord Blackwood dążący do zdobycia władzy nad światem… Dobro vs złoKoniec końców wiadomo, że w całej tej detektywistycznej opowiastce, to Holmes i Watson, muszą zwyciężyć. Jak przystało na herosów w garniturach, muszą wygrać ze złem, bo są tymi dobrymi! Muszą powstrzymać nikczemne zamiary lorda Blackwooda. Muszą uratować świat! Jak to patetycznie brzmi ;D Prowadzą w tym celu śledztwo, dedukują, insynuują, stają oko w oko z niebezpieczeństwem, ze śmiercią. Czasem też ucierpią w tej walce albo zranią się wzajemnie, bo się posprzeczają. „Biedactwa” chciałoby się rzec, ale przecież ogólnie są to nie lada twardziele ;D Herosi! Spryciarze! BystrzaKee! Który z nich jest bardziej przewidywalny w swych poczynaniach? Który bardziej wnikliwy i bystry? Oceńcie sami. Powiem jeszcze tyle, że miłośnicy romantycznych wątków też będą mieli na czym oko zawiesić. Przecież u boku przystojnych mężczyzn nigdy nie brakuje pięknych dam, bo jakże by mogło być inaczej…? ;) {youtubejw width="500" height="400"}oUalz63M-OY{/youtubejw} Zagadkowość sytuacji oraz pomysłowość i przenikliwość umysłu głównych bohaterów to wyznaczniki filmu „Sherlock Holmes”. Cięty bystry humor też się ukazuje i uśmiech wywołuje ;) Fabuła potrafi zainteresować. Efekty są ciekawe, może czasem trochę zbyt przejaskrawione, ale na pewno nie patrzy się na film ze znudzeniem. A zakończenie sugeruje, że ciąg dalszy nastąpi, więc… czekamy ;) Sam Mistrz Polański„Autor Widmo” to już zupełnie inna bajka! Źle powiedziane, to nie bajka! To majstersztyk! To genialne dzieło samego Polańskiego śledzone z niemałym wytrzeszczem oczu! Pełna satysfakcja dla zmysłów i szarych komórek – tak w skrócie ujęłabym moje po-filmowe odczucia po wyjściu z kina. Polański to twórcza niepowtarzalny, kunszt jego geniuszu przewyższa wielu, to mistrz nad mistrze! Nie bez kozery dostał Srebrnego Niedźwiedzia na Festiwalu Filmowym w Berlinie za reżyserię „Autora Widmo”. Doceniono go jako reżysera mimo że ostatnio skrzywdzono go jako człowieka… takie zapisKee można było znaleźć w prasie, usłyszeć w radiu czy telewizji. Osobiście nie zabieram głosu w polemice na temat jego „nieczystej” przeszłości sprzed 30 lat. Dla mnie jedno jest pewne - Polański fenomenalnie wyreżyserował bardzo wciągający thriller polityczny i choć zabrzmi to patetycznie, to uważam, że obowiązkiem każdego Polaka powinno być obejrzenie tej produkcji. Dlaczego właśnie „Autor Widmo”?Jest wiele powodów, dla których powinniście ten film zobaczyć. Po pierwsze, bo to film samego Romana Polańskiego. Bo po drugie, film jest fenomenalnie wyreżyserowany. Bo po trzecie, świetny, pełen zaskakujących zwrotów akcji scenariusz to kolejny atut nowego dzieła Polańskiego. Bo po czwarte, film został świetnie zagrany (przez światowej sławy aktorów rodem z Hollywood, nie-Bondowski Pierce Brosman, Ewan McGregor). Bo po wtóre, fabuła jest godna zainteresowania – intrygująca i inspirująca, trzymająca w napięciu do ostatniego kadru. Bo emocje towarzyszą nam podczas całej projekcji. Bo szary, czasem wręcz mroczny świat genialnie oddaje atmosferę każdej sytuacji. Bo film obnaża to, o czym się nie mówi, co się chce zatuszować. Bo pokazuje, jak wysoką cenę płaci się za prawdę. Bo… Powody można mnożyć. Trzeba się samemu przekonać i już! {youtubejw width="500" height="400"}fHPBxPx_6Xk{/youtubejw} NietuzinkowoJak dla mnie, przyszłego kinomana i recenzenta rodem z przypadku ;) Polański w świetny sposób kreuje film, w którym świat intryg, fałszu i tajemnic to codzienność. Tytułowy Autor Widmo jest tutaj swego rodzaju everymanem. Jest „człowiekiem”, który nie ma imienia, ani nazwiska. Pojawia się dość nagle, bo jest potrzebny, gdyż jego poprzednik ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ale to dopiero jedna z wielu tajemniczych sytuacji, w obliczu których staje bohater grany przez Ewana McGregora. „Nowy” Autor Widmo zostaje wynajęty do spisania wspomnień byłego brytyjskiego premiera, Adama Langa, oskarżonego o zbrodnie wojenne. I się zaczyna cały „brudny świat”… Postać grana przez Brosmana daleka jest tutaj od wspaniałego Jamesa Bonda, do jakiego się przywykło. Tu pod męską urodą popularnego Bonda kryje się fałsz i nikczemność Langa. Mroczne sekrety z politycznej przeszłości ex-premiera stają się inspiracją, a zarazem niebezpieczeństwem dla tytułowego bohatera. Jak to się wszystko dalej rozwija? Nie powiem ;P muszę być tajemnicza… W skrócie…U Polańskiego jest polityka, często bardzo „brudna”. Jest intryga, jest manipulacja, jest cynizm. Jest zbrodnia, jest niebezpieczeństwo. Są sekrety, są tajemnice. Jest zdrada, jest zazdrość, jest miłość, są emocje. Czyli jest wszystko to, co w filmie być powinno. Czego widz doświadczy po obejrzeniu „Autora Widmo”? Na pewno kino-spełnienia ;) Bo najnowszy film Polańskiego to pod każdym względem rewelacja! P.S. Dla ostudzenia emocji i schłodzenia „przegrzanych po-filmowo” neuronów polecam Wam przetestować mój sposób. Co zrobiłam? Zjadłam sobie pyszne lody Grycana i to był kolejny TestersKee dobry wybór tego wieczoru ;) Orzeźwiona czekam na kolejne premiery kinowe! Do zobaczyska na seansie! Copyright by Keenya
|
(0 głos)











