| Ktoś całkiem obcy |
Tytuł „Ktoś całkiem obcy” padł już przy okazji redagowania artykułu o mini-wieży Samsunga o makro-możliwościach. Była to pierwsza filmo-produkcja, którą przetestowałam na owym sprytnym sprzęcie. Wybór podwójnie trafiony – zarówno jak chodzi o źródło odtwarzania płyt DVD, jak i o sam ciekawy przejaw amerykańskiej, rzekłabym nawet, hollywoodzkiej kinematografii. Intryg-ująca fabułaW tym świetnym thrillerze występuje iście gwiazdorsKee duet – Halle Berry i Bruce Willis. Taka obsada „z góry” gwarantuje prawdziwe emocje. Jeszcze długowłosa Berry, wciela się w postać dziennikarKee, Roweny Price, która chce poznać mordercę swej przyjaciółKee, Grace. Prowadzi więc prywatne śledztwo i przybiera w tym celu fałszywą tożsamość, a nawet dwie tożsamości, bo jedna to za mało! W realnym świecie jest „jedną” osobą, a w Internecie funkcjonuje jako ktoś zupełnie inny. Dlaczego i jak to robi? Czy nie boi się, że nagle może pomylić te oba światy i zdradzić osobowości, które kreuje? W wirtualnej rzeczywistości Rowena prowadzi erotyczną grę z człowiekiem, którego podejrzewa o morderstwo Grace. Ale czy Harrison Hill, grany przez Willisa, faktycznie mógł dopuścić się tak obrzydliwej zbrodni? Dlaczego? Co mogłoby nim powodować? A może to jego żona, którą tak chętnie zdradzał, jest winna tragedii? A może przyjaciel Roweny maczał w tym palce? Im więcej wiemy, tym mniej wiemy… A wszystko wydaje się być bardziej zagmatwane i mniej pewne. Jakie są motywy działań bohaterów? Kim oni są? Która twarz jest tą prawdziwą? Do czego są zdolni? „Ktoś całkiem obcy” to świat pełen tajemnic, zakłamania, intryg, manipulacji, naginania rzeczywistości pod siebie, egoizmu, fałszu, obłudy i zbrodni. To kino ambitne, to świetna gra psychologiczna, to poznawanie własnej natury, tylko której? To odsłanianie zagadkowości ludzkiej duszy... To emocje do końca! Ostatnia scena na pewno jest dla widza zaskakująca… Patrząc na ten filmo-finał, uzmysłowiłam sobie, że takie scenariusze najłatwiej pisze się właśnie „od końca”. Wiemy, jakie ma być zakończenie, więc bez problemu dowiązujemy całą fabułę do finałowej sceny filmu. Dozujemy napięcie, bawimy się emocjami. Ciekawe i pouczające! To może zacznę pisać scenariusze…? ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)












