| Avatar – czyli klasyczny „western” Science-Fiction |
To będzie głos fana westernów, wielbiciela Sci-Fi, fana Sigourney Weaver, wielokrotnego oglądacza „Tańczącego z Wilkami”, leszcza, który sikał w kinowe siedzenie ze strachu na „Obcy, decydujące starcie”. Będzie głos na temat hitu kinowego tego roku, czyli o filmie „Avatar”. Moim skromnym zdaniem s
Ot poczekałem chwilkę i nadarzyła się okazja oglądnięcia „Avatara” w wersji DVD (lekko pirackiej). Powie ktoś kino to inna bajka a zwłaszcza takie w okularkach z kolorowymi szkiełkami. Owszem to prawda kino to nie to, co kino domowe nawet takie z 40 calami ekranu i Dolby Pro-Logic II. Nie mniej film to film i jeśli coś ma zrobić wrażenie to i tak zrobi, niezależnie od przekątnej ekranu. Avatar robi wrażenie bezsprzecznie. Perfekcja realizacji, szczegółowość i realizm ...(tu chciałem napisać zdjęć...ale powinienem chyba napisać skanów,...animacji,...print screenów) budzi szacunek zwłaszcza, że „pleneru” tam nie uświadczysz a nieliczne atelier i tak naszpikowane animacyjnymi dodatkami. Tu zupełnie poważnie zastanawiam się, po co w kinach jeszcze aktorzy...skoro da się w całości zastąpić ich animacją. Jak dla mnie jednak potrzebni! Iluzja iluzją, ale myślę, że jeszcze długo, mam nadzieję jak najdłużej będą w filmach grali aktorzy a nie „piksele”. Nie będę się rozwodził na temat wielu absurdów, jakich zawsze nie mało jest w każdym SF (latające wyspy rozwalają). Ot mamy inną planetę...satelitę jakiejś znacznie większej, zdaje się gazowej, która przesłania sporą część nieba. Ma ta planeta i las dość podobny do naszego równikowego z tym, że niektóre drzewka mocno przerośnięte a wszystkie niemal świecą przy różnych okazjach. Dla własnych potrzeb nazwałem go „diodowym lasem”. Las czuje i zdaje się myśli, stanowiąc pewną harmonijną całość z jego mieszkańcami...Różnymi stworami mającymi na ziemi swoje odpowiedniki obecnie lub w dalszej przeszłości. Są więc „żabo-helikopterki, nosoroszco-młoty, konio-pegazy, nietoperzo-ptaki, salamandro-tygrysy...i różne inne stwory posiadające wszak coś w rodzaju bio-USB z pomocą, którego można się z nimi połączyć używając własnego bio-USB. Tu jakby chyba trochę zabrakło fantazji scenarzystom. Bo koń jaki jest każdy widzi a że ma 6 zamiast 4 nóg ..cóż zbędny wydatek ewolucyjny. Ptak czy nietoperz w zasadzie trochę jak Archeopteryks czyli nic nowego. Żaba jak żaba tyle, że nieco inaczej lata. Tygrys..cóż. Całe plemię Q jakoś tak do złudzenia przypomina Indian...stroje, broń, nawet język...do złudzenia jak z westernu. Przez cały film się zastanawiałem co mi to przypomina. Całość coś przypomina fabułą, postaciami, kanwą...Wymyśliłem. Widziałem tyle razy, że nie mogłem się pomylić. Tańczący z Wilkami jak w pysk strzelił...tyle, że w wersji SF. No bo jeśli pamiętacie „T z W” wszystko pasuje. Jest ranny na wojnie żołnierz, jest nieznany ląd, obce plemię, dziki przyjaciel, zła armia USA, wojna i walka o swoje, nauka języka i obyczaju, jest harmonia i jej zakłócenie, jest wreszcie trudna miłość. Podobieństw jest znacznie więcej. A im więcej ich znajduję tym bardziej jestem zażenowany „Avatarem”. Reameyk? Kevin Costner był pierwszy Panie Cameron? W dodatku zrobił film a nie kolorową, naiwną bajeczkę dla nieco starszych dzieci. Efektowny reameyk muszę przyznać, nic poza tym. Jeśli to „coś” dostanie Oskara a pewnie dostanie, to będę ostatnim, który kupi sobie wersję DVD jako uzupełnienie domowej kolekcji oscarowej kolekcji hitów. Oczywiście możecie uważać - w myśl starej zasady „nie to ładne co ładne, ale co się, komu podoba”. Jeśli ktoś już był w kinie – cóż trudno. Jeśli jednak są tacy którzy nie byli, poczekajcie na emisję w TV. Jedynie to mogę doradzić. Dzieło z całą pewnością to nie jest. Możliwe że nie tym miało w zamyśle być. Ot efekty, efekty i niewiele poza tym. No może poza rozrywką związaną z wytykaniem podobieństw, absurdów i wymyślaniem nazw dla stworów. Nie mniej zrobiłem to dla was moi drodzy i trochę dla siebie, aby uniknąć przypadkowego pójścia do kina na już zapowiadanego „Avatara II”. Ale spokojnie są filmy które bardzo chętnie wam polecę. Są takie. O tym wszak innym razem. Bo szczęśliwie jest o czym pisać. A w międzyczasie, jeśli tylko macie okazję zobaczcie „Obcego...” a zwłaszcza te do 3 części ...warto. Te filmy udały się Jamesowi Camernowi znacznie bardziej. No i zrozumiecie dlaczego w „Avatarze” gra Sigourney Weaver.
|
(0 głos)













