| Co jest pomiędzy? |
Skądokąd – Raz. Dwa.Trzy.Fajną płytę sobie ostatnio kupiłem... Parafrazując kultowy tekst ze znanego ongiś kabaretu. Ta płyta zajmuje ostatnio niepodzielnie miejsce w szufladce mojego DVD marki Pioneer. Tylko dlatego ze mój stary zasłużony Technics nie ma pilota, takim go stworzono lat temu wiele, a ciągły powrót do drugiego utworu wymagałby ustawicznego wstawania i podchodzenia do półki. Może mam omamy ale wydaje mi się, że stare poczciwe CD (bez dodatkowych opcji i formatów, a nawet bez pilota) gra lepiej. Może to siła przyzwyczajenia i sentymentu. Podobno wszystko można sobie wkręcić. Nie mniej brak tegoż pilota przydaje się przy słuchaniu całych płyt (zwłaszcza nowych) z lenistwa wymuszając pełny, całościowy odsłuch. Zawsze byłem zdania, że płyta jako tłoczony, plastikowy wytwór czyjegoś talentu jest przemyślaną całością w powiązaniu z ilością, treścią i zestawieniem poszczególnych „kawałków”. Ma znaczenie, co jest na początku a co na końcu. Tak myślę. Jedynie holistyczne podejście do słuchania każdej płyty daje szanse na odgadnięcie, o co „kaman” artyście. Oczywiście zdarzały mi się krążki, w których nawet po kilku odsłuchach nie byłem w stanie wymyślić, o co chodzi, zwykle też zbiegało się to w parze z tym, iż nie wiedziałem, po co w ogóle jest to coś, co niemałym wysiłkiem i kosztem nagrano na błyszczącym krążku. Przyznać się muszę, że nie wiedziałem, iż jest nowa ich płyta. Nabyłem pośpiesznie za wysupłane z dna kieszeni blaszaki i czym prędzej udałem się do domu. Nie, nie słuchałem w samochodzie. Z doświadczenia wiem, że słabo się do auta nadaje ten „typ”. Przesłuchałem raz, drugi i już widziałem, że ulubiony „2” „dalej niż sięga wzrok” potem nastąpiło jeszcze 100 razy „2”. Jestem tym kawałkiem zachwycony nawet po kilku już dniach i niezliczonych razach. Tak sobie słuchałem cichutko z powodu pory późnej i braku potrzeby by głośniej. Pomyślałem, gość musi śpiewać swoje teksty, bo traktuje je jakby śpiewał od niechcenia, nonszalancko, bez należytego szacunku, bardziej recytuje niż śpiewa. Sprawdziłem to. To prawda Adam Nowak jest wyłącznym autorem tekstów. Wszystko jasne. Kto jak nie autor najlepiej czuje rytm i sens własnego tekstu? Nikt poza nim. Ma jeszcze ten przywilej, że nie musi do własnego tekstu zabierać się ze szczególnym nabożeństwem i ekspresją, bo po co. Zbędne wokalizy, tonalne fajerwerki. Tekst jest najważniejszy. I nie można mu przeszkadzać. Treść jest w przypadku Raz.Dwa.Trzy stanowczo ważniejsza od formy. Muzyka jest tłem oddającym klimat tekstów, pasującym do całości, super zaaranżowanym kawałkiem profesjonalnej akustycznej roboty. Tak właśnie powinno być. Spójna, wysmaczona, melodyjna całość. Nic dodać nic ująć. Nie wydaje mi się, aby którykolwiek z 11 utworów na płycie „Skądokąd” stał się przebojem, może któryś z nich stanie się bardziej hymnem, motywem przewodnim nie mniej w rozumieniu zupełnie prywatnym, bez list przebojów, remiksów i dżingli w telewizyjnych reklamach. Filip Łobodziński „Duduś” w Newsweek'u napisał w swojej krótkiej recenzji „do tej płyty się dorasta”. O jakże mi miło, że słuchając pierwszy raz byłem już dorośnięty. Coś mi się zdaje, że „dorośnięty” byłem już nad wyraz, bo rozumiem „co autor miał na myśli”. I bardzo dobrze, że muzyka na tle surowych, dołujących tekstów o przemijaniu i ciężkim życiu (zawsze za krótkim), nie jest równie surowa. Macie bowiem wybór raz możecie bardziej słuchać teksu innym razem muzyki,świetnie zagranej muzyki. Ta płyta nie jest w stanie się znudzić. Tak już mam, że jeśli coś mi się spodoba eksploatuję to do tzw. (jak ma zwyczaj mawiać mój ulubiony ksiądz doktor zakonnik jezuita) „rzygu twardego”. Czyli do momentu swoistego bólu potylicy wzmiankującego migający na czerwono napis „STOP”. To płyta, która długo nie jest w stanie wywołać owego przejawu słabości żołądka i o ile w ogóle jest. Myślę, że z czasem wystarczy odstawić na półkę i wracać przy okazji różnych miłych i mniej miłych okazji. Jestem pewien, że chociażby z powodu numeru „2” nie wyląduje tam jeszcze długo, bardzo długo. Pozostanie pod ręką. Jakiś czas temu przyjąłem zwyczaj archiwizowania wszelkich ważnych dla mnie płyt. Tak na wszelki wypadek. Wiele razy sporo moich płyt kiedyś pożyczonych i innych niekoniecznie pożyczonych nigdy do mnie nie wróciło. Zawsze przyszedł moment, w którym mi ich zabrakło. Więc na własne potrzeby i na wszelki (pałużny słuczaj) wypadek robię sobie kopię zapasową. Tak samo zrobiłem z rzeczoną płytą. Miałem tylko jeden problem gdzie zaklasyfikować twórczość Raz.Dwa.Trzy? Miałem do wyboru bodaj ze 100 gatunków i do żadnego nie byłem w stanie przypisać tego, co sądzę o tej muzyce. Ani to folk, ani etnic, rock? Alternativ rock? Też nie. Coś latynoskiego im w duszach gra bez wątpienia. Programiści angole nie przewidzieli takiej kategorii. Kiedyś istniała nazwa...poezja śpiewana, piosenka autorska, piosenka poetycka niestety nie posiada angielskiego odpowiednika, może z powodu założenia, że nikt tego nie słucha (kopiuje), a może, dlatego że brytole nie mają swojego Raz.Dwa.Trzy Po swojemu nazwałem „skądokąd”, czyli nie bardzo wiadomo „gdzie” i co. Trochę folk, reage, trochę bossanowa, jazz, blues??? po prostu Raz.Dwa.Trzy.. To jest właśnie to, nie sposób ich pomylić bądź przyrównać z czymś i kimkolwiek. Są charakterystyczni sami dla siebie. Mają swój niepowtarzalny styl. Sami sobie gdzieś to przypiszcie mam nadzieję, że znajdziecie ten cel to „gdzieś” mieszczące się między nakładającym się na siebie „skąd a dokąd”. Horyzont to akt łączenia, Błękitu z kawałkiem lądu, I gdyby trzeba doceniać, Złośliwą czułość przyrządów, Cel osiągalny jest z lotu, W wyniku rejsu lub marszem, Miarowym następstwem kroków, W dowolnie wybranym czasie.
Odległość od horyzontu, Bezwładna z racji przypuszczeń, Pozwala obserwującym, Nabierać kolejnych złudzeń, I zmieniać je w przekonania, Że owo miejsce to styczna, Im bardziej polegać na niej, Tym sama staje się bliższa. Życzę wielu owocnych indywidualnych interpretacji między „skądokąd”. P. Testujący
|
(0 głos)













