| Wylądować w Londynie |
Londyn – tam każdy już był, teraz jest albo zaraz będzie... Mekka Polaków i nie tylko rodaków. Różnobarwana kosmopolityczna stolica Wielkiej Brytanii. Miasto, które nigdy nie śpi. Miasto, które wciąż rośnie. Multinarodowościowa wszechogarniająca bulimia w pogoni za szczęściem i lepszym życiem? Hmm… Muszę to sprawdzić na własnej skórze. Lecę na Wyspy! W końcu bycie Testersem zobowiązuje ;) Siostrzany duetZabieram ze sobą Sańkę i wspólnie jako G-sistars będziemy tripować, testować, zwiedzać, poznawać, shoppingować, zajadać, pubować. Wspólnie będziemy przemierzać południk zero i balansować na krawędzi wschodu i zachodu. Wspólnie będziemy nad i pod ziemią. Wspólnie będziemy krążyć po mieście ponad chodnikami i chować głowę w chmurach, uchylając się przed bystrym nurtem Tamizy. Wspólnie poznamy Londyn, do którego rocznie zjeżdża tylko 13,5 mln turystów… Będziemy tam i My! Komunikacyjne testyNa dzień dobry, a raczej na dobry wieczór postanowiłyśmy przetestować z Sańką wszelkie środKee transportu podczas siostrzanego pro-londyńskiego wojażowania, czyli w arsenale mamy autobus krakowsKee niskopodłogowy, czerwony autobus brytyjsKee piętrowy, pociąg expressowy, samolot Boeing 737-800, londyńskie metro oraz prywatne wehikuły z kierownicą i po lewej, i po prawej stronie. Najpierw ruszyłyśmy krakowskim MPK na Dworzec Główny, gdzie przesiadłyśmy się w expressowy pociąg (szynobus) do Balic. Rewelacyjne rozwiązanie pozwalające ominąć korKee w mieście i wszelkie uciążliwe remonty i w 16 minut dostać się z centrum Krakowa na lotnisko. Teraz odprawa jedna, druga, trzecia i wystartowałyśmy - kierunek Londyn Stansted. Dwie godzinKee w powietrzu i jesteśmy na miejscu, skąd zgarnia nas dwóch przystojniaków (Melon i Minio). Zatem… londyńskie testowanie czas zacząć! Piątkowa inauguracja tripowaniaWraz z nastaniem piątku zaczynamy nasze Testerskie Londyńskie Tournee ;) Ruszamy z bazy na Roehampton Road na Hammersmith, gdzie czerwony autobus zamieniamy na metro. Londyńskie metro to prawdziwy podziemny komunikacyjno-logistyczny labirynt! Nie można się zgubić, wszystko jest jasne i czytelne, a podróż szybka i komfortowa. Prawdziwa komunikacyjna poezja! Tylko czy aż?! 11 linii metra, kolej DLR i London Overground mamy tutaj do dyspozycji. Metro-pajęczynowa sieć… Tego można, ba nawet trzeba! Brytyjczykom pozazdrościć. Zielona linia District dostarcza nas na stację Westminster do samiuśkiego centrum. Wychodzimy na powierzchnię i oko puszcza nam… Big Ben ;)
Sobotnie multi degustacjeMuzyczne wejście w sobotę za sprawą piątkowego wyjścia ;) Więc kontynuacja dzisiejszego dnia musi być już stricte turystyczna. Najpierw jednak trzeba się posilić, a jest czym... Typowe English Breakfast w typowym pubie J.D. Wetherspoon. Toż to istna bomba kaloryczna! Kiełbaska, bekon, jajko sadzone, placuszek z ziemniaków, fasolka w sosie, przyrumieniona pieczarka i oczywiście tosty z masełkiem. Wszystko występuje na talerzu w duecie. Za dużo tego! Czego na pewno nie mogę powiedzieć o testowaniu. Tego nigdy nie mam dość! ;) Tripowanie zaczynamy już dziś we trójkę, Pablo zasilił nasze siostrzane szeregi. Najpierw Katedra św. Pawła, jedna z najważniejszych świątyń anglikańskich, z drugą co do wielkości kopułą na świecie. Potem fenomenalne rozwiązanie inżynierii i budownictwa – wiszący most dla pieszych, Millenium Bridge, zbudowany wyłącznie ze stali i aluminium. Składa się z trzech części – 81, 144 i 108 m długości. Wsparty jest na 8 linach nośnych i kosztował tylko 23 mln funtów. Spacerek wzdłuż Tamizy umila weekendowa impreza pod nazwą Thames Festival. Gwarno, kolorowo, muzycznie, gadżetowo. Trzeba się wyciszyć nad kuflem australijskiego Fostera w pubie The Anchor, założonym już w 1615 roku. Łyk tradycji nad Tamizą ;) Kultowych obiektów w Londynie jest wiele, a wśród nich jest zapewne Tower Bridge (Most Wieżowy) wybudowany w latach 1894-1902 w stylu wiktoriańskim z kamienia i stali.
Szanty z ShandyCo teraz? Kolejny T-przystanek oznacza łyk intrygującego trunku Shandy (piwo z lemoniadą) w pubie The Dicken’s Inn w Dokach św. Katarzyny. Jachty cumują, żagle zwinięte, maszty postawione, a pośród tych statycznych wydarzeń rozbrzmiewa echo o polskim żaglowcu Chopin, który płynie od portu do portu, promując nasz kraj we wszechświecie. Energicznym krokiem przechodzimy obok murów Tower of London (Pałac i Twierdza Jej Królewskiej Mości), budowli obronnej i pałacowej monarchów angielskich wzniesionej w 1078 roku przez Wilhelma Zdobywcę. Tower of London było więzieniem, z którego podobno nie było ucieczki, ponieważ wejście było zaraz nad wodą. Podpływano łódkami i tam prowadzono więźniów do celi. Więziono tu m.in. króla Anglii Henryka IV, królową Annę Boleyn, Thomasa More'a, Thomasa Cromwella, Lady Jane Grey, żeglarza Waltera Raleigha. Co ciekawe, w swej prawie tysiącletniej historii budynek był nie tylko pałacem, więzieniem i fortecą, ale służył także jako zoo. Cóż za wszechstronna funkcjonalność… Południk 0Nasz cel na teraz to Greenwich. Dostajemy się tam statkiem wycieczkowym przypominającym wehikuł łączący w sobie katamaran i bolid. Inspirująca zabawka może w ciągu jednego dnia przewieźć aż 7 tys. pasażerów. Wycieczka po Tamizie statkiem Thames Clippers musi się wpisać w harmonogram zwiedzania miasta. Panorama nadbrzeżnych dzielnic i budynków zaciekawia. Najciekawszy zdaje się być O2 zbudowany na uczczenie nowego tysiąclecia, a już w 2012 roku będzie to miejsce organizowania olimpiady. Była mowa o Greenwich, więc wracamy do tematu. Co tam mamy? Ano przede wszystkim słynny południk zero, ale nie tylko. Jest tutaj też Królewskie Obserwatorium Astronomiczne
P.S. Muszę przyznać, że Londyn pokazał mi się naprawdę z dobrej strony. Jako miasto kosmopolityczne, barwne, żywe, dbające o bezpieczeństwo, rezygnujące ze standardowych koszy na śmieci na rzecz przezroczystych worków foliowyc. Jako miasto przyjazne, otwarte, ale i dość przewrotne w całej swej oryginalności. Te czerwone dwupiętrowe autobusy, charakterystyczne taksówKee, lewostronny ruch, czerwone budKee telefoniczne., panowie w oryginalnych wdziankach przez najważniejszymi budynkami, niesamowite metro, tętniące życiem zakątKee. Hm… mogę się chyba pokusić o myślowo-ideowe utożsamienie z Samuelem Johnsonem, który ongiś powiedział „Patrząc na Londyn, zobaczyłem tyle życia, ile tylko świat ma do pokazania”. Jak też zobaczyłam różnobarwną werwę w tej zdawałoby się wielkomiejskiej dżungli i (wiedzieć, nie wiedzieć czemu) strasznie zatęskniłam za… ukochaną Kanadą i wiem, że niebawem znów zjawię się w Kraju Liścia Klonowego ;) Wiecie co? Róbcie to, co daje nam największą frajdę i cieszcie się tym na całego! Keep smilin! ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)











