| W otoczce mroźnego białego szaleństwa |
Prawdziwa zima w natarciu! Biało, mroźnie i słonecznie! I oto właśnie chodzi! A gdy do tego „zimowego ich troje” dorzuci się szusowanie na nartach w doborowym towarzystwie, to powstaje naprawdę magiczna mikstura. I czegóż chcieć więcej? Zapinamy sprzęt i zabieram Was na stoKee Jaworzyny Krynickiej i do Tylicza. Bo jak weekend, to tylko aktywnie ;) Może i sezon zainaugurowaliśmy dość późno, bo dopiero w połowie stycznia ruszyliśmy na pobliskie lubelskie stoKee, ale na pewno nie za późno. Pogoda w grudniu wybitnie nie sprzyjała narciarzom i deskarzom. Śniegu było jak na lekarstwo. Więcej dni zdominowanych było przez plusowe temperatury aniżeli minusowy śniego-spad... Dlatego też wolne chwile wypełniane były innymi Testerskimi Inspiracjami i Aranżacjami, a narty czekały cierpliwie na lepsze chwile. I się doczekały. Bo postanowienie na ostatni styczniowy weekend było jedno i tylko jedno – ruszamy na „prawdziwe szusowanie” w góry. Przetestujemy nowe miejsca jak na Testersów przystało. Kierujemy się tym razem q Beskidowi Sądeckiemu, a mówiąc dokładniej do Krynicy i Tylicza zmierzamy. Nic dwa razy…Z każdym kilometrem wieczorno-nocnej piątkowej trasy temperatura zaokienna spadała, ale w zamian za to rosła temperatura przyjacielskiego otoczenia. Mroźna górska noc (termometry pokazały -20 stopni!) utuliła nas do kilkugodzinnego przedweekendowego snu. Sobotni poranek zapowiadał się wspaniale. Gwarantem tej wspaniałości była oczywiście pogoda. Przyjemny mróz muskający policzKee. Już nie dwu- a jednocyfrowy. Słoneczko. Zapakowaliśmy poczwórny sprzęt i w podwójno-duetowym składzie zaparkowaliśmy u stóp Jaworzyny Krynickiej. Z chwili na chwilę przy kasach robiło się coraz bardziej tłoczno – każdy chciał przecież jeździć o te pół minuty dłużej niż sąsiad z kolejKee… Zainwestowaliśmy w karnet całodniowy i pomknęliśmy czerwoną gondolą na górę. Wysokość 1114 m n.p.m. i świetna przejrzystość powietrza zapewniała rewelacyjne widoKee.
Bez powtórek Z racji tego, że mamy naturę Testersów, ruszyliśmy w niedzielny poranek na inny stok. Wybór padł na TyliczSki i była to bardzo trafiona decyzja. Świetnie przygotowany stok oddalony o 4 km od Krynicy. Jeden wyciąg krzesełkowy i 5 km ciekawych tras. Kombinacji dowolność. Mixowaliśmy więc stokami jak żongler piłkami. Najczęściej jednak okupowaliśmy kilometrowej długości traskę nr 6 albo „jedynkę”. Frajdę dawało też śmiganie w lesie po trasie nr 7 i ćwiczenie jazdy w „przysiadzie na wykroku”. Radość i podziw wywoływało też obserwowanie dzieciaków śmigających lepiej niż niejeden dorosły... Maluchy niczego się nie boją. Adrenalina rozchodziła się po krwioobiegu. Poziom endorfin podnosił się niebezpiecznie ;) Panorama wspaniała. Testerskie zmysły w pełni usatysfakcjonowane.
Gdy tęgi kilkunastostopniowy mróz malował w oknach coraz to nowe obrazy, my pędziliśmy nocną porą, w ciemnościach pól oraz przy grze świateł wielkich miast i zmarzniętych wiosek do swoich cieplutkich czterech kątów. Za tydzień poczujemy na własnej skórze, co to znaczy amplituda 40 stopni, bo w Dubaju jest teraz +25 a nie tak jak w Lkr -15 stopni… Copyright by Keenya
|
(0 głos)











