| Niedostępny Trójstyk czyli 3w1 po raz czwarty |
Tam, gdzie nie wolno wjechać, trzeba wjechać! Święte słowa ;) mądrość siły wieku! Tak właśnie popilotował nas starszy dziadeczek-tubylec, gdy spytaliśmy go, czy daleko jeszcze do Trójstyku granic Polski, Białorusi i Litwy. W rzeczy samej „owo 3w1” było już bardzo blisko, ale trafienie do celu graniczyło z cudem… Szliśmy z Kamem w zaparte, ambitnie realizując plan zdobywania splotu granic trzech państw! No ale ten Trójstyk był wyjątkowo zakonspirowany! Schowany głęboko w Puszczy Augustowskiej jakby nie chciał zdradzać swojego istnienia. Dodatkowo w plątaninie leśnych dróg i ścieżek wyrósł nagle znak zakazu wjazdu. Ale dlaczego nie pozwala nam się tutaj wjeżdżać? Dziwne! Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Co więcej, jak mówi przysłowie „koniec języka za przewodnika”, więc sympatyczny dziadzio wskazał nam właściwą drogę q potrójnej przygodzie. Wjechaliśmy tak daleko, jak tylko dało się wjechać. Taki test możliwości. Porzuciliśmy ubłoconą do granic możliwości Navarę, przeszliśmy ojczysty, bo biało-czerwony szlaban, postawiony na skraju puszczy i popedałowaliśmy do kolejnego proTesterskiego „3w1”. Zmrok już zapadał, robiło się ciemno i dżdżysto, a z każdym ułamkiem sekundy i każdym biciem serca czuliśmy dreszczyk emocji i to niekoniecznie tych pozytywnych. Jesteśmy przecież o krok od nieobliczalnej Białorusi, więc nigdy niewiadomo co nas może tutaj spotkać... Czy ktoś nagle nie wyskoczy zza krzaków i na przykład nie zaaresztuje nas, ot tak, bo jesteśmy za blisko granicy? W kraju, w którym rządy sprawuje dyktatorska ręka Łukaszenki wszystko może się zdarzyć. Absurd rodzi absurd! Nastrój grozy potęgowały dodatkowo liście spadające z drzew i krople wody uderzające o ziemię. Dziwne odgłosy głuchej puszczy wskazywały, że chyba nie jesteśmy tutaj sami. Ale nie dawaliśmy za wygraną! Jak się coś zaczyna, trzeba to skończyć – kolejna prawda ludowa. Brniemy dalej... Mimo że już po łydKee zapadaliśmy się w żyznej ziemi pasa granicznego, brnęliśmy dalej. Nasze ślady mogłyby śmiało wskazywać na pokaźnych rozmiarów zwierzaka. Naprawdę całkiem spore wydawały się być te nasze odcisKee! Jestem pewna, że po tej wyprawie moje białe trampKee z kwiatuchami nigdy już nie odzyskają swego pierwotnego koloru. Żaden proszek nie przywróci im witalności barw, jaką prezentowały na sklepowej półce w Deca. Skupiona na obuwiu swym ledwo co dostrzegłam, że w ciemnościach zamigotały nam słupKee graniczne Polski i Białorusi, a dalej na horyzoncie zaświtał też litewski słup. Jest, udało się! Teraz obowiązkowo pamiątkowe foto, potwierdzające naszą bytność w tym jakże niedostępnym i ciekawym miejscu i możemy wracać po omacku do Navary. Plan zrealizowany pomyślnie, wycieczka odbyła się bez strat liczebnych, powstanie więc „relacja z podróży”, a do kolekcji przybędzie nam czwarty Trójstyk! Zatem 4/6 „granicznego pomysłu” za nami i jeszcze 2/6 przed nami! ;) No a teraz quiz dla Was - jaki morał płynie z opowiastKee tej? Ano taki, że znak zakazu wjazdu wcale nie oznacza zakazu wjazdu ;D Ale proszę Was o jedno, nie praktykujcie tego w ruchu ulicznym… Copyright by Keenya
|
- Wyprawa Łysica i Łys…
- Krakus & Wanda - Kop…
- Nadwiślański Duet - …
- Poszkoleniowy trip n…
- Szlakiem polskiego O…
(1 głos)












