| Sąsiedzka Słowacja w dwadzieścia godzin |
Sąsiadów mamy wielu i do każdego stosunkowo blisko, więc nie ma co rezygnować ze sposobności wizyt u Europejczyków zza miedzy. Przysłowiowy „rzut kamieniem” dzieli nas chociażby od Słowacji. Niewybaczalnym grzechem byłoby nie-odwiedzenie południowych Euro-zwalutonizowanych już sąsiadów, skoro i tak byliśmy w Beskidzie Niskim. Bardejov o każdej porzePrzekroczyliśmy niefunkcjonujące już – wszak mamy Schengen - przejście granicznej w Koniecznej i przez słowacKee Zborov dotarliśmy do Bardejova. Magnetyzujące średniowieczne miasteczko! Położone u południowych podnóży Beskidu Niskiego nad rzeką Toplą. Jedno z najwspanialszych środkowoeuropejskich enklaw gotyku i renesansu. Raj dla miłośników sztuKee i architektury. Historyczna stolica Górnego Szarysza. Dawna oaza handlu i rzemiosła, ośrodek reformacji. A od zawsze miasto z duszą, dlatego tak uwielbiam tu wracać. Może i Bardejov jest nieco prowincjonalny, ale i w tym prowincjonalnym klimacie też jest jego urok. Bardejov to zabytek sam w sobie! Wpisany w 2000 roku na Listę UNESCO ściąga rzesze turystów. Ściągnął znów i mnie!
Plenerowe konsumowanieRano musieliśmy niestety wyjechać z klimatycznego Bardejova, by sprawnie zrealizować nasz TestersKee Plan Plądrowania Północnej Słowacji. Ale bez śniadania w żołądku, to jak bez paliwa w baku ;) Zatem najpierw nadeszła pora wyczekiwanej konsumpcji. Decydujemy się na „am w plenerze”. Śniadanie na masce Navary smakuje wybornie i udowadnia, że człowiek umie odnaleźć się w każdej sytuacji. Nie zawsze musi być urokliwie udekorowany stół, serwetKee, wypolerowane sztućce, dobrane pod kolor talerze i pasujące kubeczKee. Może być przecież bardziej naturalistycznie ;) Przybornik turystyczny w postaci łyżKee, noża i widelca oraz woreczKee foliowe chroniące żywność przed kontaktem z maską japońskiego wehikułu w zupełności wystarczą! Zajadamy i w drogę ruszamy! W stronę Starej LubovnejPrzez Gerlachov i Leluchov podążamy pośród zieleni pól, łąk i pagórków do Starej Lubovnej. Parkujemy pod miejscową przychodnią zdrowia, bo na wątłym Ryneczku ciężko będzie o miejsce dla dużego Japończyka. A ponadto Cyagnie/Romowie w różnym wieku i o różnym obwodzie brzucha chytrze grasują na miejskim parkingu! Oko mają bardzo wyczulone na „coraz to lepsze” auta i gadżety. Lepiej więc ich nie prowokować… Nie rzucając się w oczy, opuszczamy wehikuł i ruszamy na testing ;) W sercu Starej Lubovnej wyróżniają się dwie kamienice (numer 12 i 21, łatwo zapamiętać – swoisty czesKee błąd) oraz kościół św. Mikołaja. Zabytków znaczących tylko tyle bądź aż tyle. Wracamy pod przychodnię i w drogę. „Podwójne” Rużbachy (Niżne i Wyżne) prowadzą nas przez cygańskie miasteczko Podoliniec do miasta Spisska Bela. Aż ciśnie się na usta stwierdzenie, że Rynek jest tu zupełnie inny, bo zbudowany nie na planie kwadratu czy prostokąta, a skonstruowany w oparciu o długą ulicę pełną rozmaitych kamienic, kościołów, pomników i ratusza. Najważniejszymi obiektami zdają się być średniowieczny katolicKee kościół z XIII wieku oraz renesansowa dzwonnica zwieńczona koronką attyki. W dalsze architektoniczne detale nie będę się „zapuszczać”, bo entuzjastą historii sztuKee nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę. Ale powiem Wam jeszcze pewną ciekawostkę – Spisska Bela jest rodzinną miejscowością Józefa M. Petzvala, wynalazcy aparatu fotograficznego. A w domu, w którym się urodził, mieści się muzeum jego imienia, gdzie można podziwiać zabytkowe projektory, liczne urządzenia fotograficzne i inne interesujące przedmioty. K jak Keżmarok (Kieżmark)Ja oczywiście nie rozstaję się z moją hybrydą i będę teraz „strzelać” fotKee w mieście Keżmarok. Tu schodzi nam znacznie dłużej niż w poprzednich miejscowościach. Bo warto się tu zatrzymać „na dłużej”, przysiąść na ławeczce, poobserwować ludzi, uchwycić w pamięci obrazy miasta. Pełne zabytków centrum i ruchliwe przedmieścia to zapowiedź sympatycznego Testerskiego Spacerq po Keżmaroku. Mówi się, że najważniejszym zabytkiem miasta jest czerwono-zielony neobizantyjsKee kościół ewangelicKee, którego dzwonnica góruje nad miastem. Zaprojektował go austriacKee architekt Theofil von Hansen, który stworzył też wiedeńsKee parlament i znany jest w świecie jako prekursor europejskiego historyzmu. Czyli postać nie byle jaka, że się tak wyrażę… Co jest jeszcze interesujące jak chodzi o ten sakralny obiekt? Ano to, że łączy on w sobie cechy greckiej bazyliKee, synagogi i meczetu. Misz architektoniczny na najwyższym poziomie! Innych świątyń jest tu wiele, ale o kościołach nie będę się rozpisywać, bo nie jestem entuzjastką turystyKee sakralnej, ale powyższe informacje wydawały mi się na tyle „warte zachodu”, że o nich wspomniałam w tejże relacji. Wybaczcie, jeśli komuś ziewnęło się z nudów ;) Przeciągnijcie się i zaczytujcie dalej. W Keżmaroku na pewno warto przespacerować się po Rynku (Hlavne Namestie) i posłać spojrzenie foto-obiektywem pastelowym kamieniczkom, gotyckiemu ratuszowi czy też klasycystycznej Reducie. Koniecznie trzeba popedałować do zamku wybudowanego w XV wieku, który przez pewien czas był także w polskich rękach, we władaniu rodu Łaskich. Letni amfiteatr, liczne koncerty, imprezy, wystawy (trafiliśmy na wernisaż Tytusa Chałubińskiego o Tatrach) czy muzeum regionalne to chyba wystarczająca zachęta do wizyty na zamkowym dziedzińcu. Oczywiście w mieście nie brakuje dawnych murów obronnych i baszt, które wyznaczały ongiś granice Keżmaroka i chroniły przed niebezpieczeństwem z zewnątrz. Za ich linią znajdowała się szkoła i kościoły ewangelickie, ale nie do końca widzę sens tej lokalizacji... Jednak nie mnie to oceniać. Bądź co bądź staramy się z Kamem ugryźć każdy szczegół tamtejszego klimatu i zadowolonymi, usatysfakcjonowanymi minami ruszamy w dalszą eskapadę, do tatrzańskiego Popradu. The last one Poprad to miasto, którego nie sposób ominąć. Zdawać by się mogło, że to takie „słowackie Zakopane” – nic bardziej mylnego! To zupełnie inne miasto. To wrota Spiszu, a piękna sceneria u podnóża Tatr zachwyca i skutecznie mobilizuje do dłuższego pobytu w mieście. Jednak czas nie jest dziś naszym sprzymierzeńcem i musimy się streszczać w T-wojażach. Nie odmawiamy sobie spaceru po najważniejszej ulicy w mieście. Mnogość różnowiekowych i ró
Przypomniało mi się też, że zawsze tuż przed granicą obowiązkowe są %-owe zakupy, bo… pewne trunKee kupuje się tylko i wyłącznie na Słowacji. Przykład? „Pan Kapelusik” (pyszny rum kokosowy ubrany w żółte sombrero) to już klasyka Testerskich wyjazdów i produkt wyjściowy do apetycznych T-drinków, przy których zawsze chętnie prezentuje się Testerskie wypady i podsumowuje wrażenia z minionych eskapad. Błogostan TestersKee w duszach i… żyłach naszych ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)












