| Napisany przez Kinga Gnaś-Sawczuk, z 12-01-2011 11:50 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
1336  |
|
|
|
To była jedna z tych pierwszych pro-Testerskich wypraw, po dziś dzień jeszcze nie zrelacjonowana… Może dla niektórych wyda się ta historia mało ambitna, ale postanowiliśmy „społecznie” odwiedzić jedno z wielu przecudnych miejsc w rodzimych Tatrach i stworzyć o tym ciekawą relację z tatrzańskiego grupowego hikingu. Za cel naszej eskapady obraliśmy Dolinę Pięciu Stawów Polskich, a tym samym „zaliczenie” najwyżej położonego schroniska w polskich Tatrach. Ale jak się okazało, to nie było wszystko ;)
Q Dolinie Startujemy z parkingu na Palenicy Białczańskiej, tuż obok niefunkcjonującego już przejścia granicznego ze Słowacją na Łysej Polanie. Najbardziej nudną z możliwych tras, czyli… asfaltową drogą prowadzącą do Morskiego Oka, docieramy w niecałą godzinkę pod Wodogrzmoty Mickiewicza. Tutaj krzyżuje się kilka szlaków. My, stanowczy i zdeterminowani, wkraczamy na zielony i sympatycznie przemierzamy Dolinę Roztoki. Pedałujemy 1h 15minut, podziwiając widoki, które z każdą chwilą stają się coraz ciekawsze. Kosodrzewina z lewej i z prawej, skały pod stopami, niebo ponad głowami, a my z uśmiechem na twarzy dzielnie maszerujemy pod górę. Jeszcze trzy kwadranse wędrówKee i jesteśmy pod największym polskim wodospadem - Siklawą!
Woda tryska, dając rześką ochłodę, słońce świeci, jednym słowem pogoda nam sprzyja. Tutaj jest naprawdę fantastyczne miejsce na ciekawe pejzażowe fotKee, więc aparat idzie w ruch. Kilka kroków i pojawia się przed nami Wielki Staw, najbardziej majestatyczny (spośród sześciu, a nie jak wskazuje sama nazwa, pięciu) w Dolinie Pięciu Stawów Polskich… Skręcamy w lewo i obok Małego i Przedniego Stawu, drepcząc wciąż po niebieskim szlaq, docieramy po kilku minutach do schroniska. Schronisko Pięciostawiańskie im. Leopolda Świerza usytuowane jest na wysokości 1 671 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem w polskich Tatrach. Polecam tutejszą szarlotkę na ciepło – prawdziwa rewelacyjna! Moja słabość do szarlotek zostaje obnażona… W majestacie gór Chwila relaxu i zgodnie z wcześniejszymi założeniami formujemy dwa obozy. Jeden kończy eskapadę w Dolinie Pięciu Stawów i schodzi czarnym, a potem zielonym szlakiem do punktu startu. Natomiast drugi, skromniejszy liczbowo, podejmuje wyzwanie i będzie atakować Kozią Przełęcz. Dziesięciu śmiałków znalazło się w tym drugim, zdawałoby się, że szukającym mocniejszych wrażeń, teamie. Zatem idziemy, ale do tyłu…
Jednak, chcąc nie chcąc, musimy się cofnąć pod Wielki Staw, po czym dalej żwawo pedałujemy przez jakieś 20 minut do kolejnej krzyżówKee szlaków. Teraz niebiesKee zamieniamy na żółty i wkraczamy do Pustej Dolinki. Pokonujemy olbrzymie głazy porozrzucane bezładnie dookoła, z każdym krokiem widoki stają się coraz wspanialsze. I o to przecież chodzi! O ten pozytywny dreszczyk emocji i o tę scenerię! Odwracamy się raz po raz, chłonąc te piękne górskie krajobrazy i pstrykając „pejzażówKee”. Jak dobrze, że żyjemy w erze aparatów cyfrowych i nie musimy się ograniczać w „pstrykaniu” fotek. Co by było, gdybyśmy mieli do dyspozycji tylko skromną kliszę o pojemności 24 czy 36 zdjątek. Dużo za mało! Fakt faktem, trasa jest naprawdę bardzo urokliwa, z naciskiem na „bardzo” i systematycznie podnosi poziom adrenalinKee i endorfinKee w krwi naszej! ;) Lekkiego hardcore’u smak Zaczynają się majestatyczne skały, łańcuchy, haKee i drabinki. Robi się coraz ciekawiej! I tak trzymać!
Musimy zwolnić tempo wędrówKee, gdyż z naprzeciwka nadchodzą turyści i ciężko się wyminąć na wąskim szlaq. Trzeba iść gęsiego, zachowując zasady ruchu górskiego. Trzeba uważnie patrzeć pod nogi i przed siebie. Można dostać zeza, stwierdzicie. Można, ale nie trzeba. Symultaniczne działanie obydwojga oczu naprawdę sprawdza się w praktyce ;) Obok nas przepaście, długie, głębokie, bez końca. A powyżej miłośnicy wspinaczKee wysokogórskiej osprzętowani w profesjonalne liny, łańcuchy, uprzęże. Nasze wspinaczKee z Betinką nie są jeszcze w tak zaawansowanej fazie, ale wszystko w swoim czasie, miejmy nadzieję… Szczyty spowite są mgłą i na twarzy czuje się chłodek napływający z drugiej strony gór. Windstoper okazuje się być pomocny i nie przepuszcza zimnego powietrza, chroni przed wiatrem. Po godzince wspinaczKee dochodzimy do najwyższego punktu dzisiejszej eskapady, czyli wkraczamy na wysokość 2 137 m n.p.m. Teraz już śmiało możemy mówić, że Kozia Przełęcz została zdobyta! Zatem podnosimy łapKee w górę w geście społecznego triumfu. WidoKee znów zapierają dech w piersiach, cyfrówKee ponownie idą w ruch. Nie bez kozery, Kozia Przełęcz uznawana jest za jedną z najładniejszych polskich przełęczy! W plątaninie mgły Obiecujemy sobie, że następnym razem odbijemy na prawo bądź na lewo, by zwartą ekipą przejść chociaż fragment Orlej Perci, najsłynniejszego i najtrudniejszego szlaku tatrzańskiego. Schodzimy nadal żółtym szlakiem, wiodącym ku Zamarzłemu Stawowi, usytuowanemu na wysokości 1 788 m n.p.m. Zejście momentami bywa niebezpieczne z powodu bardzo gęstej mgły, która mocno ogranicza widoczność. Ciężko trzymać się szlaku. Skały są wyślizgane, a łańcuchy wręcz lodowate w dotyku. Jednak krioterapia nam nie grozi ;) I nic nie wytrąci nas ze stanu samozadowolenia! Z uśmiechem na ustach mijamy i wyprzedzamy kolejnych turystów, pozdrawiając ich serdecznie, w końcu to nasi kamraci ;D Mamy ochotę zaatakować Granaty, ale to już innym razem, gdyż robi się późno i musimy w porę wrócić do grupy, która nie zdecydowała się na hiking na Kozią. Godzina drogi i jesteśmy na następnym rozwidleniu szlaków. I dalej w dół, niebiesKee szlak wiedzie tuż obok Czarnego Stawu Gąsienicowego.
Czysta tafla wody, w której ochoczo przeglądają się majestatyczne górskie wierzchołKee. WidoKee z tego miejsca też są niesamowite. Odwracamy się i na horyzoncie, jak na dłoni, mamy fantastyczne górskie szczyty. Paparazzi znów mają zajęcie, które uwielbiają. W końcu foto-dokumentacja do naszej relacji musi być kompletna. Przecinamy Dolinę Gąsienicową, w której skrywa się przytulne schronisko Murowaniec i dochodzimy do Przełęczy między Kopami położonej na wysokości 1 501 m n.p.m. Mamy do wyboru dwie opcje – albo zejść Doliną Jaworzynki, albo przez Skupinów Upłaz dostać się do Kuźnic. Decydujemy się na pierwszy wariant, bo jest on mniej popularny. A nie warto być powtarzalnym, lepiej być nietendencyjnym ;) Szybko i sprawnie docieramy do mety dzisiejszego tatrzańskiego hikingu. Nasza fantastyczna wyprawa mocno nas usatysfakcjonowała. Nie jesteśmy zmęczeni, a wręcz przeciwnie. Mamy wielką ochotę na więcej takich górskich przygód. Przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia... A Testowanie musi trwać w najlepsze! ;) Copyright by Keenya
|