| Rowerem na koniec Polski |
Wakacji kres wisiał nieuchronnie w powietrzu. Niestety. Ale takie odwieczne prawo natury, że trzeba skończyć „uczniakowską labę” i ruszyć do wrześniowych edu-obowiązków. Należało więc zaakcentować w dobitny sposób ostatnią niedzielę sierpnia, nadać jej otoczkę wyjątkowości i kreatywności. Dlatego też postanowiliśmy wyruszyć w damsko-męskim duecie na koniec Polski. Na rowerze, a co! ;) Każde z nas dosiadło swojego wielocypeda i zaczęło żwawo pedałować q bezkresnym wodom Bałtyku, aż po Hel… Wystartowaliśmy z Władysławowa. Tam też zaopatrzyliśmy się w designerskie rowery. Fikuśne kształty i oryginalne barwy to podobno hit tych wakacji. Zostały nam dwie ostatnie sztuKee w wypożyczalni. Śliwkowy 4me, a męsKee w wydaniu czarno-złotym przypadł Kamowi. Raz po raz połykaliśmy kilometry, a wraz z nimi witaliśmy i żegnaliśmy kolejne nadmorskie miejscowości położone na Mierzei Helskiej. Z jednej strony słychać było szum Bałtyku połączony z szelestem sosnowych zagajników, z drugiej zaś lśniły spokojne i ciepłe wody Zatoki Puckiej – miejsce idealne dla surferów. Niebo mieniło się od różnobarwnych kite’ów i desek windsurfingowych.
Mierzeja Helska step by stepNajpierw Chałupy zaśpiewały nam za Wodeckim – „Chałupy Welcome to” ;) a może "łelkam tu"?! ;) jak kto woli! Bądź co bądź jest to mekka dla miłośników sportów wodnych. Dalej pedałujemy, bo maleńka, ale na swój sposób klimatyczna osada rybacka, czyli Kuźnica jest następnym punktem naszej rowerowej trasy. Tutejsza ścieżka rowerowa wytyczona na całej mierzei to świetny tur-pomysł, który wspaniale promuje okolicę i pozwala aktywnie hasać na świeżym powietrzu, ładując organizm pozytywną energią słoneczną i zdrowym jodem. I o to właśnie chodzi! Błogostan! ;) Chwilkę później uśmiecha się do nas Jastarnia, której plaże mają najdelikatniejszy piasek na całym bałtyckim wybrzeżu! Nie mogliśmy sobie odmówić tej przyjemności i popieściliśmy stopy miękuchnym piaskiem... A ostatnim miejscem przed „punktem mety” była elegancka i dystyngowana Jurata. Spacer na molo zaliczony. Kurort zwiedzony. I tak oto „na dobrych kilka kilometrów” skończyła się cywilizacja i hałas i mogliśmy zatonąć w ciszy lasów, wdychać świeże powietrze, cieszyć wzrok pięknymi wrzosami i polami jagodzisk, kręcić pedałami pod górę i z górKee. Go (to) Hel głosił transparent powitalny na wjeździe do Helu – zdecydowanie wolę sformułowanie „na Hel”. Bynajmniej nie byliśmy w piekle tylko na końcu Polski.
Relax trwał w najlepsze i ta sielanka mogłaby się nigdy nie kończyć! Ale czekał nas jeszcze powrót do Władysławowa. To nic, że owe 35 km musieliśmy pokonać pod wiatr. To nic, że gęsia skórka pokryła nasze ciała. To nic, że słońce chyliło się q zachodowi i ciemniało na horyzoncie. Najważniejsza i tak była melodia radości, która tak głośno grała nam w duszy i dodawała energii, że o mały włos zapomnielibyśmy o kolacji. Przecież ja, Testers jestem nad morzem i rybKee sobie nie odpuszczę! Never! Więc na talerz przypłynęła pyszna flądra i karmazyn, a wraz z nimi fala pozytywnych morskich wspomnień. Bo to, co ważne trzeba pielęgnować! Copyright by Keenya
|
(0 głos)











