| Oldenburg – miasto rowerów |
Owszem, można wszędzie dreptać na piechotkę, ale nie zawsze jest sens i potrzeba maszerować o dwóch stópkach. O ileż zdrowiej, szybciej i przyjemniej jest przemieszczać się na dwukołowcu. Niemiecki Oldenburg usytuowany na dalekiej północy, nieopodal Bremen, 50 km od południowych wybrzeży Morza Północnego i sąsiedniej Holandii jest bez wątpienia miastem rowerów. A zatem zapraszam na przejażdżkę! ;) RoweromaniaRower w Oldenburgu to podstawowy środek lokomocji wszystkich mieszkańców - od leciwych, ale wciąż aktywnych emerytów przez młodzież po niemowlęta. Maluchy podróżują w wózkach doczepionych do wehikułu rodzica, cała reszta pedałuje o własnych siłach. Rowerem można dostać się praktycznie wszędzie! Można zwiedzić cały Oldenburg! Dotrzeć w każdy zakamarek miasta. Z myślą o rowerzystach wyznaczone są specjalne ścieżKee rowerowe, a przed każdym sklepem, szkołą, bankiem, pocztą czy sklepem są miejsca przeznaczone na zaparkowanie swojego jednoślada. Prawdziwe „rowerowe skwerKee” ;) Jeśli nie mamy własnego dwukołowca, to śmiało możemy wynająć takowy środek transportu w warsztatach lub punktach sprzedaży i wynajmu rowerów. A nawet możemy sobie zakupić taką „holenderkę” i mieć nie lata pamiątkę z Oldenburga. Jak patrzę na swoją Gazellę, to czuję wolność, która gra mi w duszy! Przypomina mi się też pobyt w szwedzkim Lund i holenderskim Amsterdamie. To były czasy! W Oldenburgu, podobnie jak w Lund, rowerowe życie nabrało rumieńców za sprawą studentów. W 1973 roku powstał tutaj uniwersytet, a studenci spiesząc na zajęcia, bardzo często korzystali z rowerów i tak już zostało po dziś dzień ;) Oczywiście bytność studentów w Oldenburgu zaowocowała eksplozją przytulnych knajpek i rzeszy dyskotek w centrum miasta, bo co studenci mają robić po wytężonej nauce, jak nie odpoczywać i łapać siły na nowe edu-zmagania. Zaiste, w Oldenburgu tętni i brzmi energiczne życie ;) Wstrzelić się… Zabytków tu nie brakuje! Atrakcji też nie. Oldenburg aż kipi od nadmiaru pięknych kamieniczek, wspaniałych pałaców, ekskluzywnych willi, zadbanych ulic i soczystych parków. Najważniejszym zabytkiem jest jednak gotycko-renesansowy zamek częściowo przekształcony na Muzeum Sztuki i Historii Kultury. Zamek już z daleka mieni się soczystym żółtym kolorem i wyróżnia się w krajobrazie miasta. Ongiś był rezydencją grafa Antona Günthersa. Teraz spacer po zamkowych komnatach jest przyjemną wędrówką po dawnych epokach. Smak i zapach historii. Jednak my mieliśmy smaka nie na historię a na folklor i lokalne zwyczaje. Zatem skosztowaliśmy lokalnego produktu o nazwie Brezel – ładnie upleciony precel z zapieczonym na wierzchu serem serwowany na ciepło za 3Euro. To nic innego jak ulepszona wersja krakowskiego obwarzanka ;) Obie propozycje warte konsumpcji! Testujcie! Mieliśmy z Kamem szczęście, bo trafiliśmy na plenerową imprezę, a w zasadzie wystawę, podczas której prezentowano liczne rozwiązania dla domu z pomysłem ;) Wernisaż naprawdę przypadł nam do gustu, a dzieła artystów wzbudziły niemałe zainteresowanie. Dużo finezji, kombinacji i innowacyjności pomieszanej z tradycją i prostotą.
Kościół do niebaZamiast zasłuchiwać się głosem śpiewaka, zapatrzmy się w zabytKee Oldenburga. Drugim obok zamku obiektem wartym zainteresowana jest element szeroko rozumianej turystyKee sakralnej. Nad Starym Miastem niepodzielnie króluje gotycki kościół Lamberti Kirche, którego wieże wydają się drapać niebo. Co ciekawe, rodowód tego ewangelickiego kościoła sięga 1220 roku. Spacerujemy dalej i wciąż i natrafiamy na potężny XIX-wieczny ratusz, który już w czasach swego powstawania zyskał sobie miano „Monstrum”. Gigantycznych rozmiarów budynek jest połączeniem neogotyku z neorenesansowymi dekoracjami. W szczegóły się nie zagłębiam, bo historia sztuKee nigdy nie była moim konikiem. Oczywiście w pobliżu aż roi się od wszelkiej maści sklepików, mieszkań, restauracji, knajpek i innych lokali użyteczności publicznej, które to mieszczą się w przepięknych kamieniczkach z XVIII i XIX wieku. Aparat idzie w ruch i strzela archi-urba-foty! (czyli zdjęcia łączące w sobie elementy architektoniczne i urbanistyczne). W Oldenburgu jest aż 5 muzeów. Nie wiem, które z nich jest najciekawsze, ale na pewno warto zafundować sobie spacer po Muzeum Natury i Człowieka oraz po Horst Janssen Muzeum, poświęconemu twórczości wybitnego malarza Horsta Janssena. Innym ciekawym obiektem jest na pewno budynek średniowiecznego szpitala św. Ducha usytuowany poza ścisłymi granicami Starego Miasta. W Niemczech szpitale wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. W Niemczech wszystko zdaje się być bardziej idealne… NiemiecKee „Ordnung muss sein”! (porządek musi być) Długo można by tak kluczyć w labiryncie klimatycznych brukowanych uliczek i ścieżek rowerowych, pomiędzy grupkami zadbanych kamienic, willi i pałaców, pośród soczystych barw i zapachów parków i skwerów, ale czas nagli, bo do domu jest tylko albo aż 1200 km… Jakie wspomnienia wywiozę z tego sympatycznego miasteczka Dolnej Saksonii? Ano takie, że Oldenburg to miasto rowerów, gdzie bike’owanie trwa w najlepsze! Więc na co jeszcze czekasz? Wsiadaj na rower i pedałuj po przygodę! Po prostu testuj świat i siebie! ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)











