| Odkryj Kraków na nowo… nieszablonowo ;) |
Trzeba łamać schematy, bo nie jesteśmy ludźmi starej daty ;D W dzisiejszych czasach liczy się kreatywność, innowacyjność i spontaniczność. Podążając tym tropem, odkrywaliśmy Kraków na nowo! Tak nieszablonowo! Zamiast przeciskać się przez dzikie tłumy opanowujące Rynek i przyległe do niego uliczKee, zamiast szukać stolika w zapchanych kawiarnianych ogródkach, zamiast przemierzać zdeptane do cna szlaKee, zdecydowaliśmy się na autorską wędrówkę po sercu miasta i ponad nim... ¾ krakowskich kopców za nami ;)Czasem warto wznieść się ponad przeciętność, być „ponad to”, spojrzeć na wszystko „z góry”. I nie namawiam tu nikogo do niekulturalnych zachowań, do przejawów narcyzmu czy okazywania nadmiernej pewności siebie. Chodzi mi o „coś” zupełnie innego, „idzie mi” o inną formę turystyKee! Taką oderwaną trochę od standardów, kanonów i konwencji… Patrzeć na Kraków „z góry” można i warto! A jak? A chociażby z kopców. I jest to zaiste rewelacyjna, bo rozległa panorama! Jak okiem sięgnąć wszędzie wszystko „jak na dłoni” ;)
Przyziemna nieszablonowość zwiedzania…Ale zejdźmy już na ziemię! Chcę Wam polecić do przetestowania „odkrywanie Krakowa na nowo”. Jak my to całe nieszablonowe zwiedzanie dawnej stolicy Polski „ugryźliśmy”? Zaczęło się dość klasycznie, bo od Placu Matejki, Barbakanu, ulicy Floriańskiej i Kościoła Mariackiego. O tych zabytkach każdy przyszły, teraźniejszy bądź przeszły turysta nie raz słyszał. Ale zaraz potem było już nietuzinkowo, czyli tak jak miało być ;) Z odnowionego Małego Rynku spacerowaliśmy przez ulicę Mikołajską, odkrywając stare i nowe obiekty gastronomiczne i hotelarskie. Sytuacja zmienia się w mgnieniu oka! Wystarczy, że chwilę Cię tu nie ma i już, jak za pstryknięciem czarodziejskiej różdżKee, jest jakaś zmiana… Nieśmiertelny, wręcz wiekowy Dom Turysty był ostoją przeszłości i punktem zwrotnym dla naszych dalszych kroków. Tu, na horyzoncie bez zmian - „umedyczniona” ulica Kopernika prowadziła nas pośród budynków Collegium Medicum UJ, pośród zabytkowych dworków, kamienic, kościołów do niekojarzonej z nazwy ulicy Blich. A na jej końcu… Ważna droga - wylądowaliśmy naprzeciw Hali Targowej, ze słynnym lodowiskiem i stadionem hokejowym Cracovii. Wkroczyliśmy w strefę zgiełku przeplataną drzewami. Ruchliwą ulicę Józefa Dietla, ozdobioną zielonymi alejkami, wkomponowanymi pomiędzy pasy ruchu, przemierzaliśmy z mocno zadartymi do góry głowami, bo... podziwialiśmy krakowskie kamieniczKee i zmysł architektoniczny ich twórców. Każda inna, jedna do drugiej niepodobna, w każdym detalu skrywa się historia! Żałowałam, że nie mamy aparatu! Ale jeszcze nie raz uskutecznimy taki spacer, pod warunkiem, że akurat zostaniemy w Krakowie chociaż na kawałek weekendu... Bo teraz też miało nas nie być w grodzie Kraka, mieliśmy zdobywać bieszczadzkie szczyty i cieszyć oczy górskim krajobrazem. Nad Wisłę marszByło nie było, jesteśmy w Krakowie i korzystamy z okazji, by zrobić coś „miastowo-innego”. Dreptamy dalej nieskomercjalizowanymi traktami! Ale nagle, dość spontanicznie odbiliśmy do Kościoła Paulinów na Skałce, bo chciałam zobaczyć jak ostatecznie wygląda Ołtarz Trzech Tysiącleci. Ciekawie! Sylwetki św. Stanisława, św. Wojciecha, św. Faustyny czy Jana Pawła II zdobią plenerowy ołtarz. Ciągoty geologiczne zatrzymują mnie na chwilę przy parkanie – utworzony został z wapienia górno-jurajskiego. Ot, taka refleksja natury prostudencko-zawodowej… Kawałek „klasyKee” być musiał, więc przedreptaliśmy wzdłuż Wisły, pośród rzeszy tubylców i tambylców okupujących wały wiślane. Omijając zatłoczony Wawel, podreptaliśmy Plantami ku ulicy Stolarskiej zwanej potocznie „ulicą ambasad”, bo pełno tu konsulatów. Tym samym dotarliśmy na Mały Rynek i obowiązkową lekturę do Empika. Po trzech godzinach energicznego spaceru należy się chwila oddechu i łyk kultury na półkach z obcojęzyczną prasą. Cóż zostało na koniec? Powrót do auta, bo trzeba obmyśleć, co Testerskiego będziemy realizować jutro… Meritum mego T-wywodu jest jedno! W Krakowie jest tyle miejsc wartych przetestowania! ;) Ale co ja Wam będę opowiadać, gdzie byliśmy, co robiliśmy, co przetestowaliśmy - idźcie sami, przecież też jesteście Testersami. Nie wątpię w to, że stać Was na oryginalność i chcę o niej usłyszeć w kolejnych mailach. Czekam na wasze T-sugestie! Ślijcie swoje propozycje na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. P.S. Nam nie przeszkodziły żadne wirusy, żadne katary, żadne kaszle. Organizm mimo że osłabiony wciąż żądał T-przygód i emocji! Przecież choroba dopadła nasze ciała, ale nie Testerskie dusze ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)












