| Napisany przez Kinga Gnaś-Sawczuk, z 03-11-2010 17:45 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
2204  |
|
|
|
Testowanie Włoch trwa i ani myślimy je kończyć! Było już klimatyczne Bergamo i modny Mediolan, były romantyczne skądinąd jeziora – Lago di Como i Lago di Maggiore. To teraz czas na kolejne Wojażowe T-przygody po Italii. Z czym kojarzy się Wam Turyn? Fani piłki nożnej już skandują Ju-ven-tus, ale Biała Dama to już nie ta „klasa” co kiedyś i mówię to ja, piłkarz z zamiłowania i wykształcenia podwórkowego i ligowego... A z czym kojarzy się Wam Genua? Powiecie, Sampdoria Genua. Też, ale Genua to przecież Kolumb, więc wypłyńmy na otwarte wody Testesrkich Relacji i oddajmy się Testerskiej Teleportacji ;)
Toporny Turyn Z poniedziałku postanowiliśmy wyruszyć z piskiem opon do stolicy włoskiej czekolady, Turynu, kojarzonego chyba jednak bardziej z koncernem Fiata niż z łakociami…
Turyn nie ma takiej charyzmy jak Mediolan czy takiej lekkości jak Bergamo. Turyn jest aż za bardzo monumentalny. Wszędzie tylko wielkie budowle z topornymi kolumnami... Tylko sporadycznie, jakby w efekcie zupełnego przypadku, pojawiają się miłe dla oka podcienia, które mają kształt gotyckich sklepień, pośród których miejsKee spacer nabiera (lepszych) smaków. Ale gdy oddamy się testom czekoladowych kreacji, to te toporne kształty schodzą zupełnie na dalszy plan ;) Gdy dodamy to tego jeszcze nawet mini-zakupy na największym targu w Europie zlokalizowanym na Piazza Repubblica zwanym też Porta Palazzo, to naprawdę masywna zabudowa Turynu przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie ;) Pięknie wyglądające warzywa i owoce, smakowite włoskie sery, apetyczne świeże pieczywo zapowiadają kulinarną ucztę, a fatałaszKee przyciągają wzrok i stają do walKee o modny ubiór lansowany na włoskiej scenie odzieżowej. I tylko nie myślcie, że w Turynie jest jakoś szczególnie brzydko, ależ skąd! Jest po prostu inaczej… Dużo tu różnych rzeczy, ciekawych skądinąd, zaskakujących też. Jest ogromny Piazza Castello, serce miasta, plac wytyczony w 1587 roku, by mogły się tu odbywać turnieje rycerskie. Jest Palazzo Reale, XVI-wieczna rezydencja królewska skryta z żelazną zieloną bramą strzeżona przez dwa posągi, Kastora i Polluksa. Jest Palazzo Madama, który ze swoją historią mógłby śmiało konkurować z długością istnienia Turynu. Jest popularny teatr Teatro Regio, Biblioteca Reale z rysunkami da Vinci czy Armeria Reale z bogatą kolekcją broni. Są też pozostałości rzymskich czasów, jak chociażby ruiny teatru, stare kolumny, leciwe mury, wszystko dość dobrze zachowane jak na dzisiejsze czasy i należycie zabezpieczone. Jest Piazza San Carlo, ciesząca się sławą salonu Turynu, którą otaczają wytworne lokale (koniecznie zajrzyjcie na „małe co nieco” do Caffe Torino – nr 240 i Caffe San Carlo – nr 156). Ten plac zdobią też bliźniacze kościoły Santa Cristina i San Carlo oraz symetrycznie rozłożone kamienice, identyczne po lewej i prawej stronie placu. Jest, a w zasadzie są dwa kościoły „schowane jeden w drugim” (swoiste 2w1) i funkcjonują jako Santuario Della Consolata. Koniecznie się tam przespacerujcie, a na pewno nie pożałujecie! Same zdjęcia tego nie oddadzą. Trzeba to zobaczyć na własne oczy. Jest, są… oj, dużo tego! ;) Całun Turyński A jak Turyn, to oczywiście i Całun Turyński.
Więc jest też w mieście znacząca katedra. Ale, aby zobaczyć twarz Chrystusa odbitą na płótnie, nie trzeba (na szczęście…) czynić żadnych szczególnych rezerwacji, czyli zupełnie odwrotnie niż w przypadku mediolańskiej „Ostatniej Wieczerzy” da Vinci. Pamiętajcie tylko, że Włosi mają sjestę i w porze obiadowej wiele obiektów jest zwyczajnie zamkniętych na kilka godzin, więc unikajcie zwiedzania wnętrz w porze obiadowej. I jeszcze jedna praktyczna wskazówka, w poniedziałKee niektóre obiekty są po prostu zamknięte. Spotkało nas to „poniedziałkowe odpoczywanie po weekendowych tłumach” i mimo ogromnych chęci nie dostaliśmy się na taras widokowy wieży Mola Antonelliana uznanej za symbol Turynu. Ehh, musieliśmy obejść się smakiem… Ale szukajcie, a znajdziecie! W zamian znaleźliśmy się w innym świetnym widokowo miejscu – na Górze Kapucynów i stąd podziwialiśmy panoramę Turynu, rozpoznając poszczególne budynKee i części miasta. I też było świetnie! Ojczyzna Fiata Z czym jeszcze oprócz Fiata i pysznych czekoladek utożsamia się Turyn? Oczywiście z Olimpiadą w 2006 roku, na której Adam Małysz skakał jak nigdy nie skakał, czyli źle… A Zimowe Igrzyska podziałały bardzo motywująco na miasto, bo od tej pory nastąpiła urbanistyczna przebudowa Turynu. I co ciekawe do Turynu z Gallarate (z przesiadką w nowoczesnym Rho Fiera Milano) zabrały nas najbardziej ekskluzywne pociągi ze wszystkich świetnych pociągów kursujących po Italii testowanych przez nasz duet. Pędziliśmy nawet 155 km/h i ani przez chwilę nie czuliśmy, że dystans, jaki mieliśmy pokonać to przecież przeszło 150 km. Szybko, sprawnie i komfortowo – to synonimy włoskiej kolei i taki środek transportu Wam polecam, a na pewno nie odczujecie żadnych korków, nie stracicie, a wręcz zyskacie czas, no i patrząc z punktu widzenia czysto-finansowego, Wasz budżet wcale na tym nie ucierpi, a wręcz zyska. Dla przykładu, podróż w dwie strony drugą klasą kosztuje 20,30 Euro. Naprawdę przyjemnie, testujcie! Na spotkanie z Kolumbem Wystrojeni w koszule ruszamy na wtorkowe spotkanie z Kolumbem. Nasza podróż zaczyna się bladym świtem, nie, nie, bardziej głębokim porankiem - to określenie lepiej oddaje realia, bo na nogach znów jesteśmy kilka minut po piątej… Niehumanitarna pora wstawania, ale czego nie robi się w imię testowania?! ;) Przecież to też jest forma testowania swoich porannych sił witalnych brutalnie wybudzonych w momencie przekręcania się na drugi bok… Odjazd pociągu do Mediolanu na Porta Galibardi mieliśmy 6.31, kasy biletowe były jeszcze nieczynne, więc skorzystaliśmy z mądrej automato-maszyny i doceniliśmy jej praktyczność i szybkość działania. RześKee spacerek na mediolańską Stazione Centrale ożywił nas dodatkowo, podobnie jak ładne krajobrazy towarzyszące podróży do Genui. O godzinie 10.15 wyruszyliśmy na, jak się później okazało, ośmiogodzinne testowanie miasta. Na wstępie symboliczny uścisk dłoni z samym Krzysztofem Kolumbem, odkrywcą Ameryki, wielce zasłużonym genueńczykiem, urodzonym w 1451 roku. No i za namową Kolumba ruszamy w rejs pod Testerską Banderą ;) Dzieła sztuKee Główna ulica Genui to Via Balbi, nazwana od nazwiska jednej z najbogatszych miejscowych rodzin. I właśnie od Via Balbi zaczynamy nasze T-wojaże. Na uwagę zasługuje tutaj Palazzo Reale, pałac zbudowany dla zamożnej rodziny Balbi z bardzo ładną mozaiką z malutkich kamyczków ułożonych dekoracyjnie dokoła fontanny. Ciekawa wydaje się też Basilica Della Santissima Anninziata del Vastato z XVI wieku, na dekorację której rodzina Lomellinich przeznaczyła ogromne pieniądze, chcąc w ten sposób zamanifestować swoje bogactwo. Różne były, są i będą pomysły wyrażania zasobności portfela. Jednak moją uwagę i tak bardziej przykuwają kamienice na Via Garibaldi. Ulica zwana kiedyś „złotą uliczką” to nic innego jak centrum genueńskich milionerów. Bank za bankiem, pałac za pałacem. Wąsko tu, dużo różnych okazałych budynków usianych jeden na drugim, jeden za drugim, jeden przy drugim… Monumentalne budynKee z prawdziwymi dziełami sztuKee – istny raj dla miłośników malarstwa. Ot choćby muzeum zlokalizowane w dawnej rezydencji Grimaldich, czyli w Palazzo Bianco uchodzące za siedzibę najlepszej kolekcji malarstwa w całej Genui! Albo inne prestiżowe muzeum usytuowane w Palazzo Rosso, czyli w „czerwonym pałacu”, wypełnione przez obrazy, kolekcję ceramiKee liguryjskiej czy kolekcje numizmatyczne. Dla każdego coś… Można na chwilę oderwać wzrok od budynków i być światkiem „orgii chlorofilu” w pobliskim parku Villeta di Negro, skąd roztacza się ciekawa panorama na fragment miasta.
A zamiast spacerować zatłoczoną Via Roma można przedreptać się elegancką Galleria Mazzini, pełną przeszklonych witryn, kafejek i butików. Wprawdzie nie dorasta ona do pięt Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie, ale… A kończy się ona w miejscu, gdzie zaczyna się ;) Piazza de Ferrari, ulubione miejsce spotkań genueńczyków z uwagi na charakterystyczną fontannę – symbol miasta.
Obowiązkową fotografię czynię! Tutaj miało się ogniskować kulturalne życie Genui, ale czy tak jest, nie wiem. Na pewno może tak być, bo aspiracje realizuje bytność Teatro Carlo Felice i Museo dell’Accademia Ligustica di Belle Arti (cóż za długaśna niewdzięczna nazwa!). Ale my uciekamy od sztuKee na rzecz lokalnego folkloru, bo chcemy podpatrzeć życie genueńczyków robiących codzienne zakupy na Marcato Orientale, targowisku ulokowanym przy Via XX Settembre. Fałszywa Genua Powracamy jednak na Piazza de Ferrari, by stamtąd dotrzeć do Starówki. Pokonujemy wysoką Porta Soprana, zbudowaną w XII wieku jako część murów obronnych. Przy bramie stoi Casa di Colombo (Dom Kolumba), ale, ale… jest to dom innego Kolumba o imieniu Dominico, a nie Krzysztofa. Ale trzeba przyznać, że PR to dom ten ma świetny ;) Genueńska Starówka to jedna z najrozleglejszych w Europie, więc moglibyśmy tu błądzić i testować bez końca, ale czeka nas dziś jeszcze wiele. Pokonujemy Starówkę i przylegające do niej sąsiednie ulice. Szpaler kamienic, a tak naprawdę to piętrowych domów, przyklejonych jeden do drugiego lub oddzielonych uliczką szerokości 0,5-1,5 m, prowadzi nas pośród prania wiwatującego na świeżym powietrzu przez różne dziwne zakamarKee do różnych dziwnych miejsc…
UliczKee spowite w gęstej mgle, przechodząc nimi wkraczamy w półmrok, który je opanowywuje. Zacienione ściany. KamieniczKee omszałe od wilgoci. Wszystkie o tych samych kształtach, tylko różnych kolorach, udekorowane praniem, którego nie muska żaden promień słońca. Lepiej wziąć dwa głębokie wdechy, by mieć siłę udźwignąć te wszystkie niecodzienne doznania. Zapachy przenikają się. Świeżo ścięte usmażone mięso na kebaba i surowe mięso ociekające krwią w pobliskiej masarni prowadzonej przez Turka-rzeźnika. Wrażenia również zaczynam mieć mieszane. ZegarKee Gucciego za 300 euro obok „prawie oryginalnych podróbek” za 15-20 euro. Chińskie butiKee stylizowane na włoskie sklepy mody i chińskie składy odzieżowe zamknięte na cztery spusty. Pozamykane oryginalne włoskie restauracje i tętniące życiem bary szybkiej obsługi, w których koczują przybysze z różnych stron świata i grają na automatach, krzycząc coś do siebie jeden przez drugiego. Wszystko to na jednej ulicy! Misz masz! Wzorców i inspiracji Ci tutaj dostatek… Etniczna mozaika, bo każdy, kto tu przypłynął przed wiekami, osiadł na stałe w Genui, założył rodzinę, powiększył ród i teraz Genua jest kulturową i rasową układanką. Kontrastowo! Bieda z ulicy przenika się tutaj z bogactwem i przepychem panującym w rozlicznych eleganckich pałacach wpisanych na Listę Unesco. Kolejny dysonans wywołuje obraz genueńskiej mariny (magnesem Porto Antico – Starego Portu jest napędzające euro-finansową-koniunkturę Acquario di Genova, największe w Europie, zaprojektowane na wzór kontenerowca). A sam port zdominowany jest przez sprzęt pływający najwyższej klasy. Wszystkie sprzęty są wypielęgnowane „na wysoKee połysk” i mienią się w słońcu, odbijając w falującej tafli Morza Liguryjskiego. Genueński port to dowód niekwestionowanego bogactwa mieszkańców Genui i licznych przybyszów, tak jak slumsy są koronnym dowodem na ubóstwo, jakie panuje w tym dwulicowym mieście. Każdy test nam coś uświadamia. Ten pokazał, jak wielkie są dysproporcje w tym samym, zdawałoby się, świecie… A ja już wiem, z czym kojarzyć mi się będzie słoneczna Italia w październiku! Z włoskim beztroskim testowaniem! ;) Odpływamy z portu Genua, a w zasadzie to wskakujemy na tory i włoskim InterCity, bo jak testować, to testować, i udajemy się na Polsko-Włoską Ostatnią Wieczerzę i spotkanie z Gelem. WalizKee przygotowane, prawdziwe oliwy, wyśmienite wina i inne włoskie specjały spakowane. Zabieramy do ojczyzny włoskie wspomnienia, nie tylko te testersko-turystyczne, ale i kulinarne, mhh… Głodna się zrobiłam! Trzeba zjeść coś włoskiego! A o włoskich smakach więcej przeczytacie już niebawem w kolejnym arti. Ciao Italia! Nie, nie! Viva Italia! Bo ja tu jeszcze wrócę ;) Copyright by Keenya
|