| Madera wynurzona z błękitu Atlantyku |
Nagle, ni stąd ni zowąd, wynurza się w błękitnym bezkresie Atlantyku… Zachwyca bujną roślinnością, morzem różnobarwnych kwiatów i drzew.. Ujmuje oceaniczno-klifowym i wulkaniczno-górskim krajobrazem, żwirowymi plażami, hikingowymi ścieżkami… Inspiruje pomarańczowo-dachową i biało-elewacyjną architekturą, zaskakuje świetnie rozwiniętą infrastrukturą, „pokręconymi” drogami, setkami tuneli wydrążonych w skałach… Kusi klimatem małych wiosek skrytych gdzieś daleko poza świadomością. Zaprasza do miasteczek z duszą, do kawiarnianych ogródków, restauracyjnych wnętrz... Zaprasza z lądu na wyspę! Bo taka właśnie jest… Taka jest Madera! Pozytywna zaskoczka…Ktoś, kto liczy na wielogodzinne wylegiwanie się na plaży, na słodkie lenistwo, na błogie „nic-nie-robienie” będzie (trochę) zawiedziony! A zwłaszcza w maju! Bo (wtedy) na Maderę nie przyjeżdża się dla piaszczystych plaż, dla palącego słońca, dla kąpieli oceanicznych. Tu przyjeżdża się przede wszystkim zwiedzać i poznawać! Tu przyjeżdża się testować! ;P Od „byczenia się” mogą być chociażby „Kanary”, Tunezja czy Egipt... Na Maderze pogoda jest niczym kobieta – humorzasta, nieprzewidywalna i tajemnicza ;D Ale to nie, ładna czy brzydka, aura się liczy. To stan ducha odgrywa kluczową rolę podczas „urlopowania się”. A gdy dojdzie do tego dobre towarzystwo, to sukces jest gwarantowany! Inaczej przecież być nie może! Testerska Bezsenność ;)Maderowanie rozpoczęło się praktycznie zaraz po długim majowym weekendzie… Beskid Niski, Łemkowszczyzna, Słowacja, Warszawa i… Madera. Te dwa urlopy zlały się w jedną całość, bardzo energo-dajną i energo-chłonną! ;) Efekt tych dwóch bardzo pozytywnych tygodni? Deficyt snu i nadmiar wrażeń! Ocean atrakcji i góra wspomnień ;) Przecież okazji do testowania nie można przepuścić, a kiedyś się „to wszystko” odeśpi… Przyznam się, że liczyłam, że czwartkowa podróż samolotem pozwoli mi trochę pospać i poskładać myśli do podróżniczych T-folderów, ale... znów się nie udało! Za co serdecznie dziękuję sympatycznym kolegom z kujawsko-pomorskiego ;P Trudno też zasnąć, gdy jest się szoferem bądź zmiennikiem czterokołowca i trzeba z szeroko otwartymi oczami pokonywać kolejne setKee kilometrów. Próżno szukać okazji do odsypiania, gdy „wpada się w Podróżniczy TestersKee Trans” i wciąż chce się testować, odkrywać nieodkryte i poznawać niepoznane ;) Ale nic to! Sen nigdy nie był dla mnie najważniejszy. Zresztą… będzie na co zgonić zmarszczKee za parę lat! Wtopić się w lokalny krajobrazW deszczowych warunkach i radosnych nastrojach opuszczamy stolicę czwartkowym przedpołudniem, by późnym popołudniem, po niespełna pięciu godzinach lotu i wkalkulowanej w to „godzinie różnicy strefo-czasowej” wylądować w Funchal, a dokładniej na lotnisku w Santa Cruz na Maderze. Uchodzi ono za jedno z najniebezpieczniejszych! na świecie, oczywiście powiedziano nam o tym po bezpiecznym wylądowaniu… Lotnisko Aeroporto da Madeira ma wyjątkowo krótki pas startowy, posadowiony na specjalnych palach, przyklejony do ostrych skał i błękitu oceanu, zakończony stromym urwiskiem, klifem. Geo-inżynierski majstersztyk! Polecam wizytę na GoogleEarth, a dla porównania popatrzcie na lotnisko w Hongkongu, które też łatwe dla pilotów nie jest… Madera z lotu ptaka wygląda na malutką, drobniutką wysepkę. Nie inaczej jest w statystykach – liczby 57 km długości, 22 km szerokości nie rzucają na kolana. Ale widok z okna samolotu robi wrażenie!
Bliski Wschód Madery…bo piątek wróży wiele atrakcji. Po śniadanq ruszamy q górze Pico do Arieiro (1 818 m n.p.m.), która w wolnym tłumaczeniu znaczy „góra piasku” i jest trzecim najwyższym punktem na wyspie. Notabene jest to najwyższy punkt na wyspie, na który można wjechać samochodem. Jednak piękne widoKee na horyzoncie skutecznie zasłania nam mgła! Mleczna Kraina zmusza nas do odwrotu… Ale postanawiam sobie, że jeśli kiedykolwiek trafię na wyspę drugi raz, to obowiązkowo, po testersku, nie zwracając na okoliczności zewnętrzne wybiorę się na hiking i zdobędę najwyższy szczyt Madery, czyli Pico do Ruivo. To taki cel na bliżej nieokreśloną przyszłość ;P Schodzę na ziemię… bo drugi nasz punkt to już Ribeiro Frio, czyli „Zimny Potok” i hodowla pstrąga tęczowego zlokalizowana na wysokości 880 m n.p.m. Postanawiamy rozgrzewać tę chłodno-brzmiącą nazwę. Temperaturę podwyższają % przyswajane przez nasze organizmy, bowiem testom poddajemy lokalny trunek zwany „poncha”. Ta magiczna mikstura, błogo transportowana wraz z krwią po zakamarkach ciał naszych, złożona jest ze świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy i cytryn, z gęstego miodu i 50-cio %-owego rumu z trzciny cukrowej. Oryginalna i wyrafinowana w smaku. Bez obaw, po jednym kubeczku, z miarowym tętnem i równym krokiem ruszamy na spaceros do punktu widokowego Balcoes 860 m n.p.m. Panorama rodem z filmu „Avatar” Jamesa Camerona. „Balkonowe” albo innymi słowy „tarasowe” ukształtowanie terenu to element szczególny tutejszego krajobrazu. Wszędobylskie jaszczurKee nie pozostają niezauważone, w końcu tyle ich tu jest… Miejscowi przykuwają wzrok i dodają uroku Ribeiro Frio. Trzeci przystanek realizujemy już w porze lunchu. ŻołądKee co niektórych wyraźnie domagają się konsumpcji. Na talerz przypływa tuńczyk i sześcienne kostKee z kaszy manny oraz warzywa gotowane. Szkoda, że nie możemy konsumować drugiego dania, tajemniczej zielonej zupy krem oraz deseru z pestkami marakui na tarasie, skąd roztacza się piękna panorama na Atlantyk. Ale nie można mieć wszystkiego…
Wolność bez końcaOstatnim punktem piątkowej eskapady jest wysunięta najbardziej na wschód klifowa część wyspy, piękny cypel, który kończy się postrzępionymi urwiskami - Ponta de Sao Lourenco. Jednak dane nam jest dojechać autokarem, tylko albo aż, do Ponta do Rosto.
C.d.n. Copyright by Keenya
|
- Zejść z lawiną... bł…
- Niekonwencjonalny hi…
- Stolice obowiązkiem …
- Slalomem pomiędzy ma…
- Na (Dziki) Zachód Ma…
(0 głos)











