| Napisany przez Beata Markiewicz, z 30-05-2009 00:00 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
3062  |
|
|
|
Witkowice to dawna wieś, która obecnie, wraz z kompleksem leśnym należy do dzielnicy Prądnik Biały w Krakowie. Pomimo tego, że Park witkowicki znajduję się tak blisko centrum nie słyszałam o nim wcześniej. Pierwszą okazją do zapoznania się z tą miejscówką było ognisko organizowane przez Pixellę Marię w dniu jej 18 urodzin;)...
Wzmianka histeryczna...
Pierwsza informacja o wsi Witkowice pochodzi z kroniki Jana Długosza, w której zapisane jest, iż ówczesną wieś zwaną wtedy Prądnikiem, podarował proboszcz krakowski Wit (łac. Witus), żyjący w pierwszej połowie XIII wieku. W połowie XIX wieku na terenie wsi zlokalizowano umocnienia ziemne zewnętrznego pierścienia Twierdzy Kraków. Historia bez rewelacji, możnaby rzec - standardowa dla krakowskich wiosek. I chyba dobrze, że tak właśnie myślałam, spokojnie konsumując kolejne kiełbaski ;) Później okazało się, że Las Witkowicki okryty jest mroczną tajemnicą przeszłości. Bezpośredni dojazd do Witkowic można zrealizować autobusem miejskim linii 115. Pętla na ostrym podjeździe, spacerkiem 5 minut w dół i wkraczamy w wysoki wąwóz. Raczej nie spodziwałam się takich krajobrazów w Krakowie i tego, że w centrum legalnie można zapalić patyki i zwęglić kiełbę;) (widać wojaże regionalne spowodowały brak zainteresowania miejskimi atrakcjami) O 17 zaczęła się uczta , opowieści różnej treści, elegancka Sangria i debata o technikach nabijania kiełbas;) Było ciekawie, odwiedziły nas Behaviory, witkowicka rasa psów leśnych;) a gdy słońce opuściło wąwóz zapłonęły świece... Zapewne niewielu z Was słyszało o wydarzeniach , które miały miejsce w witkowickim lesie w październiku 2001 roku . Zaginęło tam 9 młodych ludzi , którzy najprawdopodobniej urządzili sobie tam imprezę ( w każdym razie tak mieli zaplanowane ) Informacje na temat tajemniczego zniknięcia opisane zostały na łamach Gazety Krakowskiej: "Jak wiadomo grupa wyruszyła do pobliskiego lasu w Witkowicach w celu uczczenia rozpoczęcia kolejnego roku na studiach . Była to standardowa wyprawa w celu zabawienia się , na jaką wybiera się wielu młodych ludzi . Na podstawie tego co dowiedzieliśmy się od ich rodzin , wyjazd był niezaplanowany , ale byli to odpowiedzialni ludzie więc , nikt im tego nie uniemożliwiał . Wiadomo ze około godziny 17.00 weszli do lasu i znaleźli pewne miejsce , akurat takie na zabawienie się . Ostatnią osobą która ich widziała , był człowiek który mieszka na obrzeżu lasu . Widział ich bawiących się przy ognisku i pijących alkohol około godziny 20:30 . Wspomniał im , że zapuścili się na ten teren zbyt głęboko i na własne ryzyko , ale ci byli pijani i odebrali to jako żart . Po tym spotkaniu musiało w lesie nastąpić cos niewyjaśnionego , bo zamiast na drugi dzień wrócić do domu , nikt z podanych dziewięciu osób się nie pojawił . Po 2 dniach nieobecności swoich dzieci , rodziny były już bardzo zaniepokojone , więc zgłosiły sprawę na policji . Policja dopiero dwa dni później wszczęła poszukiwania (dość zaskakujące , czemu aż tyle czekała ) . Dziś mija tydzień od zaginięcia , a efektów śledztwa nie widać . Rodziny wynajęły nawet prywatne biuro detektywistyczne , ale ono również niewiele wskórało" Znajomi zaginionych studentów rozpoczęli poszukiwania na własną rękę jednak po sześciu miesiącach stracili nadzieję na odnalezienie jakichkolwiek śladów. Kiedy po raz ostatni pojawili się w lesie Witkowice znaleźli coś co mogło zmienić losy ich śledztwa. W pewnym momencie zobaczyli w głebi lasu odblask. Był to odbijający się w obiektywie aparatu promień światła słonecznego. Nie zastanawiając się ani chwili obejrzeli aparat i postanowili wywołać film. To co zobaczyli na zdjęciach przeraziło ich, ale również zaskoczyło. Na zdjęciach podobno znajdowali się zagineni studenci i las, który wyraźnie różnił się od tego rzeczywistego. Zniekształcenia na odbitkach mogły być spowodowane uszkodzeniem kliszy, ale równie dobrze mogło być to jakieś zjawisko paranormalne. Za drugą wersją przemawia fakt, że osoby mieszkające w pobliżu ostrzegały zainteresowanych, ze strachem w oczach radziły zapomnieć o tym wydarzeniu . W końcu jednak, widząc determinacje młodych niektórzy ludzie zaczęli mówić. Drzewa kryją w sobie mroczną tajemnice, którą przybliża nam legenda Lasu Witkowice. Legenda o witkowickim lesie
Niewielka osada Witkowice, z pozoru spokojna została założona na szczątkach innej. Poprzednia osada została założona w wieku XII . Nazywała się "Mirena" . Przetrwała do początków XVIII , kiedy to uległa tajemniczemu spaleniu , a większość ludzi gdzieś zniknęła. 5 lat przed tym tragicznym wydarzeniem do osady przybywa grupa dziwnych innowierców. Nazywali siebie : "Strażnikami Quantara" . Do wioski sprowadzili ich tutejsi możnowładcy . Wznieśli sobie głęboko w lesie świątynie ułożoną z kamieni. W niedługim czasie zaczęli świadczyć bogatym ludziom dziwne usługi. Prości ludzie (a była ich zdecydowana większość ) od przybycia strażników podchodzili do nich nieufnie , szczególnie że założyli małą osadę w środku lasu i podobno oddawali cześć , jak to określił jeden z rolników "plugawym bóstwom ". Odtąd las już nie był tym samym miejscem , zaczął się powoli zmieniać , zdawało się wyczuć dziwną atmosferę , każdy po zmroku bał się do niego wychodzić.. Jedna osoba , z wyżej postawionych w radzie miejskiej , postanowiła powstrzymać to , co zaczęło ogarniać miasteczko . Nie minęły 3 dni , jak dość dziwnie zaginęła . Było to pierwsze zaginięcie , ale nie ostatnie . Żyło w miasteczkukilku ubogich ludzi, którzy żyli głównie ze zbierania grzybów Nikt oprócz nich nie odważył się zostawać w lesie dłużej niż do zachodu słońca . Pewnego razu podpatrując strażników zauważyli , że oddają się oni dziwnym zachowaniom, a wokoło unosi się biało-zielona mgła. Nagle cos ohydnego wyłoniło sie z przestworzy i na ten widok grzybiarze zaczęli uciekać wgłąb lasu. Wtedy zaczął się prawdziwy koszmar, mgła osnuła drzewa i wszystko w okoł straciło na wyrazistości. Mgła zaczęła powoli pochłaniać dwóch z zagubionych., powoli zaczęli się stawać coraz bardziej , jakby rozmyci. Na ten widok pozostała dwójka , krzyknęła ze strachu i pognała przed siebie. Na pytanie co się wydarzyło w lesie odpowiadali tylko ogólnikowo , że "Przeklęty las ich dopadł". Tydzień później sąd skazał ich za to że .."podstępem wyprowadzili swoich kolegów do lasu aby ich ograbić i zabić" i tak Witkowicy las strawił kolejne ofiary...;) Nam się akurat to nie przydarzyło, chyba dlatego, że pogodynka Dorota Gardias – Skóra zapowiadała bezchmurną noc bez mgieł;) Był moment grozy kiedy w tajemniczych okolicznościach chwilowo zaginęła jedyna siekierka na ognisku, ale męska część imprezy pokazała klasę! (nie naszą a swoją;)). Koszykarskimi ręcami wyrwała jakiegoś krzewa więc tak naprawdę to oni powinni obawiać się zemsty Witkowickiego lasu:D Powodzenia chłopcy!
|