| Jeziorne Włochy - Lago di Como i Lago di Maggiore |
W towarzystwie dwóch przystojniaków, Kama i Gela, utożsamiających się z włosko-polską organizacją non profit krzewiącą „samo dobro” i działającą pod ospray’owanym kryptonimem „mafiosi” (idea zaczerpnięta z elewacji miejscowej kamienicy...) wyruszyłam nad lombardzko-piemonckie i piemoncko-lombardzkie włoskie jeziora Lago di Como i Lago di Maggiore. Doborowe towarzystwo i świetna „miejscówka”, zatem wrażenia niezapomniane! ;) Prawie jak Mercedes…Jak już radośnie obwieściłam we wstępie tegoż jeziornego arti, w weekend mieliśmy okazję testować Włochy we trójkę. Po rodzinnym wyśmienitym jajecznico-śniadanq wystartowaliśmy z Gallarate i kierowaliśmy się do miasteczka Como i jeziora o tej samej nazwie. Zacumowaliśmy Sentymentalnego Francuza na parkingu i żwawym krokiem rozpoczęliśmy nadbrzeżne spacerowanie i pejzażowe fotografowanie. Jezioro Como zwane też Lago di Como czy Lario to najgłębsze jezioro w Europie – bagatela 410 m głębokości! Jest też trzecim co do wielkości jeziorem Włoch. I to bynajmniej nie koniec ciekawostek! Jezioro Como ono bardzo oryginalny kształt… odwróconej litery Y. Miłośnicy motoryzacji mogą się tu doszukiwać analogii do znaczka Mercedesa ;) Każdy tok myślenia jest dobry. Grunt, by prowadził do celu. A naszym T-celem jest dziś w sobotnie przedpołudnie, wzgórze Brunate, skąd można podziwiać wspaniałą panoramę miasteczka i jeziora.
Jedwabnie…Czas na wizytę w samym Como. Zaczynamy od Piazza del Duomo, nazywanej również „salonem Como”. Plac zdobi wieża miejska z XIII wieku (Torre del Commune), ratusz (Broletto) z balkonem dla krasomówców i XIV-wieczna katedra będąca przykładem harmonijnego połączenia różnych stylów architektonicznych. I mimo że jest to chrześcijańska katedra, to zdobią ją posągi dwóch sławnych pogan – Pliniusza Starszego i Pliniusza Młodszego. Można? Można! Podobno „impossible is nothing”… Meandrujemy ochoczo między wąskimi uliczkami. Odwiedzamy poszczególne place. Zwiedzamy różne obiekty przyciągające nasz wzrok. Śledzimy menu poszczególnych lokali. Głodna nie jestem, ale Testerska Potrzeba Poznania pcha mnie do tej kulinarnej lektury ;) Spoglądamy w witryny sklepowe. Jedna z nich tylko potwierdza moje przypuszczenia – Como to „stolica włoskiego jedwabiu”. Od XVI wieku miasteczko jest głównym dostawcą tego materiału dla domów mody w Mediolanie. Ale krawaty mają jakieś staromodne wzory, nie kupuję… Ale idę dalej plądrować sklepy i zabytKee. Wyspiarskie jezioroSobota miło minęła. Czas na niedzielną T-przygodę w potrójnym składzie. Opuszczamy bezkresne równiny Lombardii i łamiące ten „nizinny stereotyp” lekko górzyste tereny nad Jeziorem Como i płynnym ruchem wkraczamy w inną malowniczą krainę – teraz gościć nas będzie Piemont. Tu też jest jeziornie.... Turkusowe Jezioro Maggiore i Wyspy Boromejskie, czyli trzy wyspy Isola Bella, Isola Madre (Matka) i Isola dei Pescatoni (Wyspa Rybaków), to enklawa dla wielu turystów licznie przybywających nad drugie co do wielkości jezioro Italii. Dobrze, że jest już po sezonie, to i jest mniej gwarno i tłoczno i można od-płynąć.
Bez stresa w Stresie ;)Dobijamy do portu i od-streso-wywuje-my się (co za długaśne słowo!) w miasteczku Stresa. Jest zupełnie bez stresa! ;) bo czym tu się przejmować, ja nie rozumiem... Chciałabym powiedzieć, że w Stresie jest dość kameralnie, chociaż tak naprawdę lepsze i bardziej pasujące do całej sytuacji określenie to poetycko brzmiące słowa „jest elegancko z domieszką dozwolonej frywolności…”. Dlaczego tak? Ano bo duch „belle epoque” (okres 1871-1914) unosi się w miasteczku Stresa. Widać to po eleganckich budynkach z tradycją i charyzmą, wytwornych hotelach, ekskluzywnych willach, bajecznych ogrodach. Entuzjaści literatury też znajdą tutaj swoje drogowskazy. W Stresie, tak zupełnie bez stresu, Ernest Hemingway pisał i pisał. I napisał „Pożegnanie z bronią”. Ferrari za Ferrari…Ruszamy w dalszą drogę. Serpentyny i nadbrzeże prowadzi nas na południe. Miasteczko Arona to takie polskie Mikołajki – każdy chce się tutaj pokazać i poczuć jak celebryta, dreptając tutejszą promenadą. Innymi słowy, Arona to „włoska stolica jezioro-lansu”. Patrząc, że naliczyłam tu już siedem Ferrari,
Pieczone kasztany Ostatni nasz przystanek na niedzielę to Sesto Calende i spacer wzdłuż rzeko-kanału, kanało-rzeki Ticino. Całkiem całkiem klimatycznie. Drzewa tworzą sympatyczną alejkę, a opadłe już liście układają się w różnobarwny dywan, który chętnie depczą dzieciaKee i te małe, i te większe. Moją Testerską Uwagę przyciągają jednak nie drzewa, nie liście, nie woda, nie łódKee, a… kasztany. Pieczone kasztany!
No i co? Czas wracać… Miasteczko Somma Lombardo z bardzo starą zabudową i ciekawym zamkiem datowanym na wiele wieków wstecz pilotuje nas mocno-nocną porą do „włoskiego domu”. A tam czeka na nas prawdziwa poczciwa polska gościnność, która obejmuje szeroko rozpostartymi ramionami i błogo układa nas do snu w bardzo wygodnym łożu. Wszak jutro pobudka po 5 rano i eskapada do Turynu, więc czas już zmrużyć oczęta zanim wybije północ. Dobranoc! ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)











