| Napisany przez Kinga Gnaś, z 09-12-2009 16:32 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
498  |
|
|
|
Geologii nigdy dość! Strasznie zgrzeszyłabym przeciwko swej „wydziałowej religii i wykształceniu”, sądząc i czyniąc inaczej... Pogwałcić święte prawo geologii? W życiu! Bycie absolwentem AGHu obliguje do krzewienia wiedzy ;P A kiedy jeszcze można połączyć pożyteczne z przyjemnym, to istna geo-bajka powstaje ;)
Kielce. Słoneczne niedzielne listopadowe przedpołudnie. Pierwsze śniadanko skonsumowane na Klonowej u sis mej. Drugie śniadanie to już geologiczna przekąska ;) Wypuszczamy się z Kamem za miasto do Wiśniówki. Nie mylić z „na wiśniówkę”. Przyjdzie i na to pora, bardziej wieczorowa. Zlokalizowany jest tu (wciąż jeszcze czynny) kamieniołom firmy „Kieleckie Kopalnie Kwarcytu”. A co się tu eksploatuje, spytacie? Odpowiem fachowo - wydobywa się tu kwarcowy piaskowiec górnokambryjski służący do produkcji tłucznia. Niby nieupoważnionym nie wolno tu wchodzić, ale… Testersi lubią łamać konwenanse. A po rozmowie z panem z budKee, pewno ochroniarz tutejszy ;) uzyskujemy niezbywalne prawo wstępu wszędzie! ;D Nawet możemy iściować sobie nad pobliskie lazurowe jeziorko, które nie jest niczym innym jak tylko zalanym wyrobiskiem po innym, nieczynnym już kamieniołomie. Szkoda tylko, że nie można tego urokliwego miejsca „jakoś” zagospodarować. Już kreuję w głowie wizje, co by tu można było zrobić, jak wykorzystać ów kawałek przyrody. A może zaadoptować Wiśniówkę na wzór kamieniołomu na Zakrzówku w Krakowie? Byłaby możliwość pływania, nurkowania, słonecznego leżakowania, grillowania. Wybadamy temat i zobaczymy, co da się zrobić ;) Czas nas nigdzie nie goni. Spacerujemy sobie po klimatycznej, sielskiej wiosce, ale mamy dziwne wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał… Że życie umiera… W okresie „kopalnianej prosperity” rzeczywistość musiała wyglądać tu znacznie barwniej. A dziś opustoszałe budynki i nie do końca zadbane obejścia bliźniako-domów wywołują nastrój lokalnego przygnębienia. Rezerwat Wietrznia
Jednak nam dobre humory zawsze dopisują i z „bananem” na ustach kierujemy się z powrotem do Kielc, bo pora na geo-lunch. Kopalnię kwarcytu zamieniamy na rezerwat przyrody Wietrznia. Czy jestem w swym żywiole? Pewno tak, bo gdy patrzę na te zróżnicowane litologicznie serie wapienno-margliste, stanowiące ważne ogniwo dewonu południowego skrzydła synkliny kieleckiej, robi mi się jakoś tak miło na geo-serduchu ;P Skąpani w jesiennym słońcu i orzeźwiani chłodnym wiatrem przemierzamy Wietrznię. Czy nazwa rezerwatu ma coś wspólnego z powiedzeniem „wieje jak w Kieleckim”? Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak! Geolog w akcji, czyli podziwiamy zjawiska i procesy tektoniczne oraz kras podziemny i powierzchniowy. Nie brakuje tu kotłów, mis, żłobków, lejów, szczelin, komin i przede wszystkim są tu liczne jaskinie. Ale do pełni szczęścia brakuje mi prawdziwego młotka geologicznego ;) Wietrznia kryje też nie jeden przykład mineralizacji żyłowej (doszukałam się w fachowej literaturze, że jest to mineralizacja ołowiowo-barytowo-kalcytowa). Skamieniałości mnożą się tutaj niczym bakterie! Bez większych problemów znajdzie się tu przedstawicieli fauny kopalnej. My widzieliśmy ślady bytności koralowców i gąbek krzemionkowych, ale występują tu stromatoporoidy, ramienionogi, liliowce, konodonty czy ryby kopalne. Bogactwem swym paleontologicznym Wietrznia zachwyca! Krajobrazowym też, panoramą na CK również. Ale gdy słyszę hasło „ryby”, robi mi się jakoś pusto na żołądku, więc trzeba jechać do centrum na obiadek jakiś. Bo samą geologią człowiek się nie nakarmi… Nie ma na nas mocnych na „brzuszKee grające marsza głodowego”! Mhhh… Już czuję w powietrzu zapach placka po węgiersku ;) Geo-smaczności!
|