| Wiedeński Walc w Bratysławie |
Testowanie i tripowanie trwa w najlepsze – podróżniczy żywioł zbiera żniwo ;D Wakacje są nie tylko dla uczniaków i studentów czy też ciał pedagogicznych! Urlop należy się wszystkim! Dlatego też zawnioskowałam o wolne na ostatni piątek i poniedziałek, by zbulimizować weekend i zamiast dwóch dni wolnego mieć ich dwa razy tyle ;P i wybrać się rodzinnie, tak propolsko-prokanadyjsko na południowy-zachód Europy! ;)
Wizja była następująca – zdobywamy w piątkę europejskie stolice leżące „nad pięknym i modrym Dunajem”. Na pierwszy ogień miał pójść Budapeszt, a potem Bratysława i Wiedeń. Jednak nastąpiła nocna spontan zmiana planów – wystartowaliśmy od Bratysławy, a nie jak pierwotnie zakładaliśmy od węgierskiej stolicy. W czwartek po 19 wyruszyliśmy z Krakowa i czołgaliśmy się (bo ciężko nazwać to jazdą!) przepchaną, zwężoną Zakopianką (autościsk w Gaju, Libertowie i Mogilanach). Później sznurek pełzających aut się nieco poluzował, ale znów straciliśmy cenne minuty na krajowej „7”, bo panom w kamizelkach odblaskowych zachciało się remontować drogę na Chyżne – światła i ruch wahadłowy… Jako że jesteśmy w Schengen, szybciutko przemknęliśmy przez granicę, by postawić 4koła BmKee na słowackiej ziemi ;) Przez Trstenę, pięknie podświetlony i eksponujący swe piękno zamek Oravsky Podzamok gnaliśmy w kierunku Ruzomberoka. Uwaga! W tym miejscu zaczyna się Park Narodowy Wielka Fatra, wrócę w te górskie rejony z moją syjamską testerską Sis ;D pohikingujemy se tu troszkę! Bo warto! Dalej Banska Bystrica i autostradą mykamy na Zvolen, Ziar n. Hronom, Zlate Moravce i do Nitry, czwartego miasta Słowacji. Stąd już kilkadziesiąt kilomterów porządną autostradą do Bratysławy i poszukiwanie hotelu. Muszę przyznać, z bólem serca… że Słowacy mają lepsze drogi niż my ;/ pytam why?? Ehhh… Klamoty na górę i trzeba zregenerować siły, bo jutro cały dzień zwiedzania ;D Bratysławskie tropiki... Piątkowe spacery w sercu słowackiej stolicy mogłyby trwać bez końca i trwały mimo że bratysławsKee żar lał się z nieba.Tylko 34 stopnie pokazywał komputer pokładowy BmKee. Globalne ocieplenie czy co? ;P Załamka! Zbawienne były wszelkie płyny, a najbardziej przyjemny dla rozgrzanego Testerskiego podniebienia okazał się zimny kufel piffka Starobrno sączony nad Dunajem w miejscowości Devin. To tu stoi zamek, o którym mówi się, że jest dla Słowaków tym, czym dla Polaków Wawel. Dla mnie osobiście zbyt szumne stwierdzenie, ale przyjedźcie i oceńcie sami… Wiele innych zamków wygląda ciekawiej. Chociaż malowniczego położenia nie można mu odmówić, a scenerię dopełnia szeroki Dunaj i łącząca się z nim rzeka Morawa. Ale miało być o Bratysławie ;) Wydaje mi się, że niedoceniona Bratysława wciąż pozostaje i bardzo dzielnie funkcjonuje w cieniu słońca, jakim jest majestatyczny Wiedeń. Słowacka stolica coraz bardziej zaczyna ścigać się z samą sobą – rozwija się, odrestaurowuje stare zabytKee, powiększa ofertę turystyczną dla gości przybywających tu z różnych stron świata. I na pewno wygląda o niebo lepiej niż trzy lata temu, gdy pierwszy raz się z nią spotkałam. Wszystkie zmiany in plus! Dreptać można tu bez końca – obowiązkowa wycieczka na Wzgórze Slavin, a potem Bratyslavsky Hrad, skąd roztacza się fantastico panoramka na całe miasto i zielono-niebiesko-szary Dunaj. Wąskimi brukowanymi uliczkami warto zejść w dół wzgórza zamkowego i popedałować obok katedry św. Marcina q Starówce i oddać się relaxacyjnym chwilom na Rynku – po słowacku Hlavne Namestie. Chwila ochłody przy renesansowej fontannie zwanej Maximilianova lub Rolandova dobrze zrobi rozgrzanym ciałom ;P Rzut oka na kamieniczki otaczające Rynek, bardzo klimatyczne! XIV-wieczny ratusz zwany Stara Radnica też niczego sobie. Fotka przy „brązowym pomniku” Napoleona z czapką „pierogiem” nasuniętą na oczy była nieodzowna, podobnie zresztą jak zdjęcia mosiężnych jegomościów – jednego w cylindrze, innego przyczajonego za rogiem z aparatem czy jeszcze innego wyłaniającego się ze studzienKee kanalizacyjnej. Jak widać, fantazji ułańskiej Bratysławie nie brakuje ;P Kulinarnie też wypada nieźle. Cesnakova (czosnkowa) zupka na ul. Michalskiej zabiła południowy głód i dalej dreptaliśmy uliczkami Venturską, Kapitulską, Pańską. Jako ciekawostkę szepnę słówko, że śmiesznie brzmiące słowa Slovenske Narodne Divadlo oznaczają Teatr Narodowy, który dumnie prezentuje się na Hviezdoslavovym Namesti. Dodreptaliśmy pod Dunaj, chcąc gigant statkiem popłynąć w jakiś rejs, ale wszystko już odpłynęło, po prostu było już za późno na eskapadę do Wiednia czy pobliskich węgierskich miasteczek. Ale nie ma tego złego! Jutro Austria by car & on foot ;D W rytmie klasyki...Drugi dzień eskapad miastowych (sobota) należałoby określić jako „Cudny Wiedeń w dramatycznej pogodzie…” Letko przemoknięci i nieco przemarznięci dreptaliśmy wytrwale po skąpanej w deszczu austriackiej stolicy. Wiatr wyrywał i łamał parasole, ile ich było w okolicznych koszach na śmieci – ciężko zliczyć! Turyści w pelerynach, kapturach. Owe wiedeńskie 14 stopni to (czy tylko? a może aż!) o 20 mniej niż poprzedniego dnia w Bratysławie… Raz po raz uskutecznialiśmy chowanie się po sklepach na Kartner Strasse, lokalach, bankach, zabytkach, parkach, na przystankach, by deszczor mniej nam dokuczał! Jednak załamanie pogody nie załamało nas, wytrwałych turystów. Zobaczyliśmy i zwiedziliśmy bardzo wiele mimo fatalnej aury! Startujemy od Ringu, reprezentacyjna aleja, która obejmuje podkową Stare Miasto. Info dla zmotoryzowanych – Ring jest jednokierunkowy i trzeba poruszać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara ;) UliczKee prowadzą pomiędzy zabytkowymi kamienicami, które doskonale pamiętają parady cesarskie, bale uliczne, demonstracje uliczne czy wiece na cześć Hitlera… Przy Wiedeńskiej Operze (Staatsoper) na pewno pozaczepiają nas panowie odstawieni jak za dawnych czasów, czerwone kubraczki za tyłeczek, biało-szare peruki, rajstopKee – stylish guys ;D Będą zachęcać do wieczornego wyjścia na koncerty muzyki poważnej. GwiazdKee poświęcone wybitnym kompozytorom (na wzór Hollywood) zaprowadzą nas na Kartner Strasse. Warto się tu pokręcić, docierając po chwili na Stephanplatz, gdzie usytuowana jest bodaj największa atrakcja turystyczna, a zarazem symbol Wiednia – Katedra św. Stefana. A teraz deszczowym spacerkiem do Hofburga – zimowej rezydencji Habsburgów. Pałac cesarski stanowi swoisty zlepek budowli z różnych epok ukrytych za barokowymi fasadami z czasów Marii Teresy. Brama Burgtor prowadzi na Heldenplatz (Pałac Bohaterów) i do Nowego Zamku (Neue Burg), dalej do Starego Zamku (Alte Burg). Historycy i entuzjaści sztuki poczują się w Hofburgu doskonale. Jeszcze jeden krok i jesteśmy przy budynku Hiszpańskiej Szkoły Jazdy, Habsburgowie kochali się w koniach… jakkolwiek to brzmi! Co dalej? Ano odwiedzić warto, powinno się, a nawet trza ;D Parlament odwołujący się do starożytnej Grecji, Ratusz ze strzelistą 97-metrową wieżą czy neorenesansowo-neobarokowy Teatr Dworski (Burgtheater). Pomników Ci w Wiedniu dostatek, a to monarchowie dumnie prężą swe sylwetki, a to „muzykanci poważni”, a to innej maści artyści. Podobnie jest z parkami, kolorowo i „różnokwiatowo” mieni się austriacka stolica, nawet w kroplach deszczu… Najśmieszniejsze, że przestało padać dopiero wtedy, gdy weszliśmy zwiedzać tylko niektóre z 1441 cesarskich pomieszczeń i ekskluzywnych pokoi letniego pałacu Habsburgów. Schonbrunn pełne jest przepychu, finezji, a ogrody zaskakują symetrią i kompozycjami kwiatowymi oraz alejkami równiutko przyciętych drzew. Atrakcji nie brakuje, tylko z czasem i pogodą gorzej… Jednak mimo fatalnej aury, w duszach naszych była turystyczna radość i spełnienie! I o to właśnie chodzi ;) A wyrazem autozadowolenia był stan zwany „wcale nie chce nam się wracać...” Chcąc nie chcąc, powrót był nieunikniony, więc niedziela spłynęła pod znakiem podróży z Bratysławy do Krakowa, z ominięciem zakorkowanej ZakopianKee. Jaka konkluzja z szybkiego wypadu w „posąsiedzką Europę”? A jedna jedyna ;) Bliskość nadDunajskich stolic każe odwiedzić obie i pozwala zachłysnąć się pięknem słowacko-austriackich perełek. Więc… na co czekasz? Wielki i piękny świat jest na wyciągnięcie ręki! Let’s go! ;P Copyright by Keenya
|
- Navarą przez Puszczę…
- Turystycznie q firmo…
- sKeeKam w Raju…Słowa…
- Mazurski chillout ja…
- Havrania Skała w wer…
(0 głos)









