| ProBałtycka WielkoPolska… |
Pragnienia i marzenia się spełniają! Prędzej czy później, ale… zawsze! ;D Taka oto życiowa prawda ludowa ;P Grunt to pozytywne myślenie! Optymizm to podstawa! I dobre manewrowanie rzeczywistością! Kwintesencję stanowi łączenie przyjemnego z pożytecznym i w takim tonie utrzymany był ostatni TestersKee spontan trip ;) Wyjazd do Poznania wisiał w powietrzu, był swego rodzaju obowiązkową przyjemnością ;) Inspirujące dwudniowe szkolenie firmowe w Green Hotel w Komornikach wzbogaciło zawodowo duszę mą ;P Jaka „ponatychana” wiedzą jezdem ;D No ale poza zawodowymi aspektami były też rzecz jasna towarzysko-podróżnicze elementy. Sama traska licząca prawie pół tysiaka kmów należała do megapozytywów, bo ja uwielbiam drive’ować! Pocięliśmy więc z Miniem srebrzystym Focuem w słoneczny wtorek, ostatniego czerwca, z Krakowa przez Częstochowę (malownicze tereny Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej), na Łódź (popularną „1” można się szybko przemieszczać) i dalej już autostradą A2 do Poznania (tu to dopiero da się ciąć i zamknąć licznik…). Spaceros po popularnej ul. Św. Marcina i jakże klimatycznej poznańskiej Starówce należy do obowiązkowych punktów w Testerskim Kanonie Zwiedzania ;P Panna Agatka zakończyła bankową work i mogła nas podjąć w swych kątach na IX-tym piętrze. Opowieści (nie tylko te ex-zawodowe) mogłyby trwać bez końca, ale rano trzeba wstać… i głowie wiedzę dać ;D Środowo-czwartkowe szkolenie przebiegało iście szkoleniowo-relaksowo w kameralnej atmosferze. A co było? Zdradzać nie mogę – tajemnica zawodowa ;) Przyznać się mogę, że spotkania z Totkinsem, fizjoterapeutą w Lechu Poznań (te nasze piłkarskie więzy krwi!) należą do obligatoryjnych podczas poznańsko-krakowskich pobytów. Skład się powiększył, bo nie w duecie, a jako kwartet (Ich Trzech i Ja Jedna) udaliśmy się do ogródka na złocisty napój bogów. Wszyscy trzej, Minio, Totkins i Marcin byli w piłkarskim żywiole, ochoczo dyskutowali na temat piłki, wspólnych znajomych z boiska, transferów, Euro 2012, etc. Ja się przysłuchiwałam i jak miałam chęć, to brałam udział w debacie ;) Odgrywałam rolę sędziego, który obserwuje sytuację na murawie i gwizdkiem kończy mecz, w tym przypadku - męskie pogaduchy. Rano wybywamy na północ, więc trza się streszczać, bo jesteśmy bez klucza do lokum Agatki, a doba hotelowa też już minęła ;P Do kolan... Mawia się, że „okazja czyni złodzieja”. A owszem, ja jestem takim podróżniczym złodziejaszkiem ;D Nie przepuszczę żadnej okazji, by się wypuścić na tripa! Nawet na chwilę;) Wystartowaliśmy więc z Poznania przez Oborniki, Piłę, Szczecinek (słynne Pojezierze Drawskie), trasa malownicza, ruch stosunkowo niewielki. Szybki przystanek w Koszalinie, by pospacerować troszkę po mieście, a stamtąd już tylko jeden kierunek – Bałtyk! ;D Zaczynamy od Mielna! Wygłodniali splądrowaliśmy apetycznego dorsza, w przytulnej restauracji położonej nad brzegiem Jeziora Jamno. Teraz tylko plaży nam potrzeba! ;) Spacer przez mięciuchny, delikatniuchny piasek motywuje do rychłego powrotu. Zabieramy zabawKee z autka i zasłużenie relaxujemy się nad polskim morzem! Słoneczko, piasek, szum fal… Błogostan! ;) W moim Testerskim odczuciu Bałtyk do ciepłych akwenów nie należy… Dlatego też nie jestem zwolennikiem kąpieli w polskim morzu. Co innego Miniek ;) czy Mors-Betinka. Dla nich to żadna przeszkoda! Ale mnie stać na inny gest odwagi - nogi pomoczyć mogę zawsze! ;P Co więcej, jak to mawiają małe dzieci, mogę wejść „do kolanów”. To już pełen heroizm! Bądź co bądź, nad Bałtykiem najlepiej smakują mi „bose spacery” po delikatnym, rozgrzanym słońcem piasku. Japonki w dłoń i go przed siebie! Zachód słońca na plaży podkreśla romantyczną bałtycką scenerię… ;) Nie-Swornegacie i inne atrakcje... Plażowaliśmy się w Mielnie, ale noclegowaliśmy w sąsiednim Unieściu, w bardzo klimatycznym domku. Chociaż nocleg tylko na jedną noc ciężko było znaleźć. Ale nie ma rzeczy niemożliwych! ;) Z tarasu naszego pokoju roztaczał się piękny widok na Jezioro Jamno, w takich warunkach balkonowa kolacyjka i śniadanko smakują jeszcze lepiej ;P Sobotni plan gry był prosty – najpierw plaża, apetyczne gofry, a potem wodne-rowerkowanie czy rowerko-wodowanie (jak kto woli), lunch i w drogę! Jezioro Jamno idealnie nadaje się na chilloutowe duetowe pedałowanie. Przypominają mi się Mazury… Obrazy z dzieciństwa odżyły w mej głowie ;) ehhh… może w sierpniu sen się spełni? Muśnięci bałtyckim słońcem, zrelaxowani i głodni nowych przygód wypuszczamy się w kierunku Torunia. Najpierw jednak musimy splądrować Rezerwat Archeologiczny Kamienne Kręgi w Grzybnicy - miejsce obrzędów (według badań radiestezyjnych odbywających się tu od ok 6000 do 2000 lat p.n.e.) i cmentarzysko ludu Gotów z 70 roku n.e. Stanowisko składa się z 5 charakterystycznych kamiennych kręgów, 101 grobów szkieletowych oraz 2 kurhanów. By zobaczyć to miejsce, warto zboczyć na kilka minut z głównej drogi i skryć się w leśnej ciszy i nasycić nozdrza zapachem żywicy. Mało nam jazdy, więc zrobiliśmy sobie krajobrazową pętelkę wokół Parku Narodowego Bory Tucholskie (z Chojnic przez miejscowość o fenomenalnie nietuzinkowej nazwie Swornegacie), lesiście i pojeziernie ;) Wszystko po to, by wieczorkiem dotrzeć do Chełmna nazywanego Miastem Zakochanych… Nigdy wcześniej o tym nie wiedziałam, hehe. Zawsze utożsamiałam Chełmno z renesansowym ratuszem na środku Rynku, dumnie prezentowanym w przewodnikach. Położenie Torunia - nad Wisłą, podsyca dodatkowo urokliwość miasta związanego z osobą Kopernika. Nie bez kozery toruńska Starówka wpisana jest na Listę UNESCO. Urzeczonam nocnymi wędrówkami po zakamarkach Torunia mogłabym nie kłaść się spać! Niby jeden dzień, jedna sobota, a jaka mnogość pięknych krajobrazów i atrakcji - Pobrzeże Słowińskie, Bory Tucholskie, Pojezierze Chełmińskie, Kotlina Toruńska ;) bueno! Powrotów nie lubię, ale cóż, są nieuniknione! Jednak nasze duetowe tripowanie się nie kończy! Musimy jeszcze odwiedzić słynny Ciechocinek i nawdychać się tamtejszego zdrowego powietrza, zobaczyć tężnie i kuracjuszy ;) Przegonił nas ciepły letni deszcz… Przez Włocławek (jedna długa droga przez miasto), Łęczycę dobijamy do Łodzi, przez którą się jedzie i jedzie albo inaczej – „płynie się”, ale tylko wtedy, gdy nie ma korków… Szukamy lokum na obiad, ciężko. Udało się za Piotrkowem Trybunalskim, stąd już tylko pozostaje nam przeciąć „jedynką” Częstochowę i Dąbrowę Górniczą. A wszystko to…by od Olkusza wjechać do Krakowa, w letkim sznurq aut wijących się od Dolinek Podkrakowskich. Przełom czerwca i lipca przyniósł dużo przygód i atrakcji. Wzbogacił myśli o 1600 km wspomnień! W firmowo-niefirmowej otoczce Testerskiego Tripu mogliśmy z Mińkiem przemierzać MałoPolskę, WielkoPolskę i wody Bałtyq! Genialnie ;) Zobacz galerię z podróży
|
- Turystycznie q firmo…
- sKeeKam w Raju…Słowa…
- Mazurski chillout ja…
- Havrania Skała w wer…
- Wiedeński Walc w Bra…
(0 głos)









