| Powrót do średniowiecza |
Święta minęły w miłej i biesiadnej atmosferze. Rodzinne odwiedziny, trochę relaksu trochę aktywności. Jak wiadomo po każdej labie ciężko jest przywrócić organizmu do trybu „praca”, więc z Pixi, (która na czas „powrotu” została Marią the princess) skorzystałyśmy z okazji i wehikułem czasu zwanym Rękawką przeniosłyśmy się do słowiańskiej osady pod Kopcem Krakusa. Może byłyśmy ignorantkami historycznymi, ale Podgórskie święto Rękawki kojarzyło nam się tylko i wyłącznie z odpustem, wiatrakami i watą cukrową…dziecięce wspomnienia, ale czy słuszne? Od dawna, we wtorek po Wielkanocy, u stóp kopca odbywa się festyn zwany rękawką. Jednak sama geneza wydarzenia owiana jest tajemnicą. Kronikarz Długosz twierdził, że nazwa „rękawka” wiążę się z legendą o powstaniu kopca, który mieszkańcy grodu usypali nosząc ziemię i piach w rękawach koszul. Jeszcze dobitniej związek tej tradycji z mogiłą legendarnego Kraka potwierdza słowiańska etymologia nazwy wskazująca na źródłosłów kojarzący się z pochówkiem - (serbskie raka - grób; czeskie rakev - trumna). Rękawka miała, więc upamiętniać stypę, jaka odbyła się przed wiekami po usypaniu kopca. Inna teoria nie wyjaśnia pochodzenia nazwy „rękawka” i zupełnie ignoruje wkład Kraka w historię, za to szuka kulturowych odwołań do obchodów współczesnego święta. Według niej kopiec to miejsce pogańskiego kultu, z racji swojego terminu związanego z obchodzonym szczególnie uroczyście wśród Słowian, świętem wiosny. W XIX wieku „rękawka” zupełnie zmieniła oblicze. Pełne magii i tajemnicy święto zamieniono na jarmark, który witał Krakowian karuzelami, straganami i strzelaniem z wiatrówek. Dekret władz austriackich z 5 kwietnia 1836 roku na długie lata położył kres świętowaniu pod kopcem. Budowa fortu wojskowego zmusiła krakowian do cofnięcia się na drugą stronę Krzemionek - Wzgórze Lasoty, pod kościół św. Benedykta, gdzie „rękawka” w swojej jarmarcznej formie odbywa się do dziś. Możecie zapytać, więc, jaki związek ma podróż do przeszłości z watą cukrową? Odpowiedź jest prosta, od 2001 roku Kraków ma dwie „rękawki”. Pierwsza, pod kościółkiem nawiązuje do XIX wiecznej tradycji i jest prawdziwą atrakcją dla miłośników waty cukrowej. Drugą organizuje u stóp kopca Dom Kultury „Podgórze” wraz z Radą Dzielnicy XIII i Drużyną Wojów Wiślańskich KRAK. „Pierwsze państwa słowiańskie" to wydarzenie, które pozwala gościom wioski cofnąć się w czasie przynajmniej o 6 wieków! Co roku organizatorzy w spektakularny sposób rekonstruują średniowieczną osadę, która przez cały dzień tętni życiem i magią, czyniąc z XVI wiecznych wojów, garncarzy i powroźników głównych bohaterów… Słowiańskie realia... Z nas uczyniła; brankę Pixellę Marię the Princess i Big Johna The Bad Boy…później okazało się, że trochę nie wpasowałyśmy się w epokę robiąc furorę wśród Wojów;P Pod Kopiec zaczęły ściągać kolorowe tłumy a my, odkrywcze dusze, które nie pogardzą żadną okazją do wcielania się, postanowiłyśmy trochę ubarwić nasze współczesne osoby. Opcji było wiele, księżniczki, rycerze, branki, kniaziowie;) dużo atrakcyjnych rekwizytów w równie atrakcyjnych cenach…ale czego nie robi się dla historii;) Pixi zakupiła precelka na głowę a ja broń białą i hełmiec. Prawie dopasowane do epoki;) wdrapałyśmy się na kopiec i obserwowałyśmy przygotowania do ceremonii otwarcia. Po 12 rozpoczął się obrzęd Przywitania Wiosny. Wymiana kulturowa - współcześni opuszczają kopiec a średniowieczni wchodzą na stożek i rozpalają ogień. Już sam początek robi wrażenie, miało być jeszcze toczenie jaj i kołaczy z Kopca, ale tego nie zaobserwowałyśmy. Za to naszej uwadze nie umknęła beczka z winem gronowym, którego degustację uznałyśmy za niezbędną do wczucia się w średniowieczny klimat (plastikowe kubeczki nie przeszkadzały nam w delektowaniu się słodkim lekkim smakiem sześciowiecznego wina) Przechadzając się pomiędzy straganami i namiotami Słowian odnosiłam wrażenie, że wciąż ktoś nas obserwuje. Podejrzenie o podejrzenie;) padło na mój czepiec Wikinga, który jak się wkrótce okazało był w centrum uwagi zabawnego konferansjera i większości Wojów ( szczególnie tych mocno uzbrojonych) Nie pomagały moje głośne komentarze o tolerancji, wymianie Erazmusa czy kapitulacji…po prostu widział mnie każdy;) Momentem kulminacyjnym okazała się część prezentacji drużyn Wojów. My w pierwszym rzędzie oni naprzeciw nas, widzę kątem oka, że zaczynają szemrać między sobą…dobywają mieczy ja łapie za Toporek…nasze wojownicze wzroki spotykają się…szybkim ruchem ściągam moje skandynawskie rogi:P ewidentnie to ich rozbawiło i rozluźniło atmosferę, ale przyjaźni z tego nie będzie:D Zaczyna się bieg wokół kopca. SŁAWA! Biegną Wojowie, przepychają się, gubią obuwie,…ale mamy zwycięzcę! SŁAWA!Czas sobie płynie na sielance w wiosce a tu wkrótce detronizacja i bitwy, musimy się posilić, bo a nóż ktoś mnie wyzwie na pojedynek i będę musiał bronić Pixelli Marii. Szybka kiełbaska z, grilla (choć powinna być ze słowiańskiego ogniska) kawusia i żelka na osłodę. Po 15 średniowieczna akcja przenosi się za kopiec i zaczyna się zbiórka do Bitwy wojsk księcia Wiślan z oddziałami lokalnego władyki ;) Wszystko wygląda jak kadry z filmu historycznego, siedzimy na zboczu Kopca, na którym stabilne utrzymanie się graniczy z cudem (Ci o mocnych nerwach i sprawnych największych mięśniach w ciele człowieka mają przewagę;) Ponieważ siedziałyśmy dosyć nisko ustawiłam zasieki w postaci toporka, odstraszające potencjalnych toczących się z góry. Zaczęła się akcja, drużyny zostały wybrane i pierwsze starcie…lekkie rozczarowanie, ale słowiańskiej taktyki nie tyka krytyka;) więc czekamy. Robi się gorąco kolejne próby podejścia są coraz bardziej niebezpieczne. Z daleka wygląda to groźnie, odgłosy uderzeń w tarcze i przyłbice nie brzmią sympatycznie, ale wszystko buduje taki klimat, że warto tu być! Wojowie jeden po drugim padają i …koniec! Wiślanie wygrali …SŁAWA! Większość gapiów myśląc, że to koniec udaje się do wioski, my natomiast spragnione wrażeń i pierwszej krwi(Pixella Maria chyba mojej, bo w euforii bitwy zachęca mnie do udziału miłym słowem – Idź się bij!) schodzimy do Wojów. Teraz czas na pojedynki, chyba najciekawsza i najbardziej efektowna część, bo jesteśmy na wyciągnięcie toporka od walczących Wojów. Oczywiście mamy już swojego faworyta, niestety palacza, ale zacnej postury i bujnej grzywy…do wszystkich kobiet…warto się wkręcić do słowiańskiej wioski…Wojowie to prawdziwi mężczyźni! (dla wtajemniczonych – MSG mówimy nie;)) Pojedynki się kończą krew się jednak polała a wszyscy wracają do swojego współczesnego życia. Impreza kończy się koło 18 Tryzną, czyli pogańskim obrzędem pożegnania księcia. I my się żegnamy udając się po ekscytującej podróży na zimny złoty napitek;) Przemieszczając się po mieście z naszymi rekwizytami zdajemy sobie sprawę z tego jak mało ludzi wie, że Rękawka to nie tylko klejenie się watą cukrową!:) Big John The Bad Boy;) Galeria z powrotu do średniowiecza:)
|
- Mazurski chillout ja…
- Havrania Skała w wer…
- Wiedeński Walc w Bra…
- ProBałtycka WielkoPo…
- W krainie niezmącone…
(0 głos)









