| Cesky weekend w Ostravie |
Jakiś czas temu dostałyśmy zachęcające zaproszenie od kolegi Borga. Ostravski klimat kusił nas, eksplorystki korzystające z wszelakich okazji, do podróży. Pozostało ustalenie kompatybilnych terminów wolnego weekendu i stało się…Pięknego, wczesnego ranka w sobotę relacją bezpośrednią Kraków – Praga przez Ostravę pomknęłyśmy EuroCity w stronę czeskiej granicy… Pomknęłyśmy to zbyt mocno napisane, bo pociąg nie rozwinął zawrotnej prędkości i w efekcie podróż (bardzo widokowa) trwała 3 i pół godziny. Na miejscu powitało nas Słoneczko, Borgu i grupa czyścicieli hlavní nádraží w Ostravie;) Już w trasie do lokum, Michał dawał nam cenne wskazówki, jakich polskich słów lepiej nie stosować na ulicach Ostravy…chyba, że ktoś gustuje w mocnych wrażeniach;) Od nas jedyna informacja – W Czechach lepiej być dobrze zorientowanym, aby jakiekolwiek zagubienie nie wymagało od nas „SZUKANIA”:D Czeski język to prawdziwe arcydzieło, mi najbardziej utkwiły w pamięci Bramborky, które oczywiście należą do słów z kategorii konsumpcji;) Szybka sałatka z fety i świeżych warzywek i w město! Ostrawa to trzecie największe miasto w Czechach, które jest siedzibą Okręgu Morawsko- Śląskiego. Zamieszkuje je ponad 320.000 osób. W czasach socjalistycznej Czechosłowacji otrzymało zaszczytne miano „stalowego serca państwa”. Od XVII wieku, kiedy odkryto na terenach przyległych do miasta złoża węgla kamiennego Ostrava stała się prężnie działającym ośrodkiem górniczym. Pomimo faktu, że obecnie Ostrawa nadal jest miastem przemysłowym, na jednego jej mieszkańca przypada aż 30 m2 zieleni! Geologiczne plany...Trasa miejska...Nasza miejska trasa rozpoczęła się od deptaku Stodolni, który obecnie stanowi największą „imprezową” atrakcję Ostravy, firmując się jako „ulice, která nikdy nespí”(sprawdzimy to wieczorem;)). Jeszcze 15 lat temu nosiła wszelkie negatywne znaki metropolii przemysłowej, getta, teraz gromadzi ponad 70 różnorodnych klubów. Każdy znajdzie coś dla siebie;) Dalej przez Ostravski Rynek trafiliśmy na most Sykory, który poprowadził nas w dzielnicę Sląskiej Ostravy. W tej części podążaliśmy już za węchem odkrywcy (wybacz Borgu tą traskę;) – 15 km on pied ) i znaleźliśmy stary szybik kopalniany, hałdę Ema, kopalnię, wieże ciśnień, Zoo ostravskie i super market:D Hałda Ema jest jedyną hałdą w Ostravie o kształcie stożka. Wznosi się na wysokość 315m n.p.m. (tuż po jej usypaniu miała 327m n.p.m.). Obniżanie się jest wynikiem naturalnego osiadania materiału hałdy na skutek wewnętrznego spalania! 4 miliony metrów sześciennych materiału topi się w temperaturze 1500 stopni C. W takich warunkach ciśnienia nadkładu i temperatury powstają kamienie półszlachetne, takie jak porcelanity i jaspisy (odmiana chalcedony, nazwa pochodzi z j. greckiego i oznacza "cętkowany kamień", kolory od czerwieni po żółcie). Hałda jest ogólnodostępna i prowadzi do niej żółty szlak turystyczny. W związku z tym, że Zoo nie było dla nas specjalną atrakcją urozmaiciliśmy sobie piękny sobotni dzień lodami i sesją fotograficzną (to jest obowiązkowe, tak jak gofry, ale ich nie było;)). Schodząc w kierunku miasta nie dało się nie zauważyć wysokiej wieży ratuszowej, a że czas był niezły, skorzystaliśmy! Wjazd na szczyt to kwota 40 koron czeskich (około 7 zł), ale naprawdę warto, bo widok pozwala ogarnąć wzrokiem wszystkie odcienie Ostravy. Na górze spotkaliśmy bardzo sympatycznego przewodnika Jirya, który doskonale mówił po polsku i przedstawił nam wszystkie najważniejsze ostravskie fakty historyczne. Podpowiedział, co warto jeszcze zobaczyć i najważniejsze, polecił magiczną ulicę Janackovą, na, której mieściła się Sielska Jizba – nasza testerska miejscówa gastronomiczna! Ponieważ pora obiadowa zbliżała się nieubłaganie, bardzo szybko dotarliśmy do regionalnej karczmy a tam już bez krępacji ( jako jedyni goście, ponieważ, ruch w tego typu obiektach w weekendy, poza sezonem jest raczej marny) zamówiłyśmy, w celach degustacyjnych dwudaniowy obiadek. Trochę o czeskiej kuchni... Kiedy słyszymy o kuchni czeskiej, od razu na usta cisną się knedliczki oblane gęstym mięsiwnym sosem. Ale Czesi nie tylko jedną potrawą żyją. Upodobania kulinarne naszych południowych sąsiadów są bardzo zbliżone do upodobań Bawarczyków, Węgrów czy Ślązaków. Można rzec, że kuchnia czeska to raj dla ludzi uwielbiających dobrze przyprawione mięsa z ciężkimi, aromatycznymi sosami. Kuchnia czeska bogata jest także w zupy, bez których obiad nie byłby obiadem. Gotuje się je na porządnym wywarze mięsnym lub rybnym. Poza tradycyjnym rosołem, czy pomidorową bardzo popularna jest pikantna zupa czosnkowa, czyli česnekačku, od której degustację zaczęła Kee ja skusiłam się na równie zdrową zupkę cebulovą ;) Faktem jest, że wśród obiadowych dań królują knedliczki – ciasto przygotowywane najczęściej z mąki ziemniaczanej, krojone w plastry i gotowane na parze. Zwolennicy bezmięsnej kuchni także znajdą coś dla siebie, ale od razu należy dodać, że nie będą to potrawy niskokaloryczne;) Największą popularnością cieszy się smaženy sỳr – ser smażony w panierce, podawany z frytkami i sosem tatarskim. Potrawa może występować w dwóch wersjach - z serem żółtym lub hremelίn (pleśniowym). Jednak prawdziwą ucztą dla podniebienia (pod warunkiem, że przezwycięży się bardzo niemiły zapach) są olomoucke tvarůžki – niewielkie kawałki sera o bardzo intensywnym i charakterystycznym aromacie. Dla lepszego smaku zdegustowałyśmy również piwko Radegast, które charakteryzuje się wyraźną chmielową goryczką i grubą, sztywną pianą. Czesi do tego stopnia dbają o swoje narodowe dobro, że nawet nalewanie piwa do kufla urasta do rytuału, a dla wielu spragnionych może się wydać przesadzoną czynnością. Według czeskiej normy nalewanie piwa powinno trwać 15 minut! A piana musi być dwustopniowa, z obowiązkową dziurką w środku;) Po wyśmienitym obiadku, leniwie ruszyliśmy na siestę do mieszkania, bo wieczorkiem czekał nas clubbing Stodolni. Trzeba było zregenerować siły po 20 000 kroków;) Lekki relaks przy Scrabble i ruszyliśmy do kolegi z pracy Borga, Borysa. I tam zaczęła się nasza zajafka Guitar Hero! W tajemnice gry wprowadził nas współlokator Borysa, Tomek, potem z trudem żegnając się z konsolą wybraliśmy się na obchód po ulicy, która nigdy nie śpi;) Zaczęło się z wielkim powerem, w podskokach przebiegliśmy kluby w efekcie zasiadając chilloutowo w spokojnym lokalu na piweczku, wineczku i debatach;) Plan na niedziele, dzielnica Poruba i Vitkovice a potem pożegnanie z Ceskym krajem i come back o 18.00 do Krakowa. Niedzielna trasa"dzielnicowa"... Niestety niedzielna obudziła nas mokrą i szarą aurą (do naszych atrakcji „dzielnicowych” mixu socjalizmu z fabrycznym klimatem nadawała się idealnie;)) Punkt pierwszy na samochodowej trasie czarną furą Borysa – Ostrava Poruba czyli zespół domów w stylu realizmu socjalistycznego ( mądrze brzmi, odpowiednik Krakowskiej Nowej Huty) Pierwszy obszar budowniczy tej dzielnicy jest ciągiem budynków z lat 50 i 60 XX wieku. Od 2003 roku obiekty Poruby stały się miejskim obszarem zabytkowym. Architektura dzielnicy miała być symbolem nowej społeczności robotniczej. W oczy rzuca się segmentacja osiedla oraz otaczające go zielone skwery. Szerokie dwupasmowe ulice, wysokie wjazdy w kształcie łuków wyznaczają socrealistyczny charakter Poruby. Osiedle to nie zostało nigdy w pełni dokończone, projekt kanału wodnego, który miał stwarzać przed miastem lustro wodne nie został nawet rozpoczęty. Osobiscie czułam się jak na alei Róż w Centrum Nowej Huty;) Ciekawsze dla nas miejsce zostawiłyśmy na koniec tripu. Dzielnica Vitkowice, co ciekawe ma swoją stronę www promującą trasę turystyczną, która tak naprawdę udostępniona może być dopiero w tym roku (2009). Od Jiryia dowiedziałyśmy się, że aby była ona w pełni funkcjonalna pewne ścieżki na terenie zakładu przemysłowego Vitkovice muszą zostać zmodernizowane. Oczywiście z jednej strony chodzi o bezpieczeństwo turystów, ale jak zgodnie stwierdziliśmy taka ingerencja może pozbawić to miejsce unikalnego klimatu. Losy Vitkovic zaczęły zmieniać się jesienią 2002 roku. Wtedy zapadła decyzja Ministra Kultury Republiki Czeskiej o uznaniu obiektu za narodowy zabytek myśli technicznej. Kompleks huty pochodzi z pierwszej połowy XIX w i stoi w miejscu pierwotnego pieca pudlarskiego z 1828 roku. ( piec pudlarski służył do oczyszczania surówki z domieszek a proces pudlarski był nowocześniejszy i bardziej wydajny, polegał na utlenianiu zawartych w surówce domieszek w wysokiej temperaturze w piecach płomiennych opalanych węglem.;)). Huta Vitkowice była pierwszą swego rodzaju w monarchii austriackiej a pierwszy wielki piec uruchomiono w 1836 roku. 7 lat później kompleksowo ruszyła kopalnia Hlubina, dzięki czemu zostały związane ze sobą technologicznie i logistycznie, wydobycie węgla, produkcja koksu i przetapianie żelaza w stal. Istny potwór przemysłowy;) Nam udało się z daleka podziwiać zabudowę fabryczną Vitkowic, opcja dla niezmotoryzowanych to przejazd tramwajem linii 2 z Centrum do dzielnicy i… pozostaje nam czekać na otwarcie szlaku zabytków myśli technicznej. Zadowoleni z mokrej niedzieli zrobiliśmy regionalne zakupy w markecie (oczywiście piwka i knedliki) a na obiadek Borys mistrz bramborkovych placków przygotował nam ucztę przy Hot Shots;) Nie zdradzimy przepisu, bo same go dobrze nie znamy, ale mogę Wam tylko napisać, że do momentu konsumpcji tego ziemniaczanego cudu nie znosiłam placków ziemniaczanych;) Dodatkowo sos czosnkowy domowej roboty i…pychotka. Przepiłyśmy specyficznym pszenicznym piwkiem i sjestę uskuteczniłyśmy Guitar Hero i piłkarzykami jak na prawdziwe damy przystało…ale obyło się bez bekania i przekleństw:D Pożegnanie na dworcu i do następnego razu Muží;) Ostrava zaprasza Kraków, Kraków zaprasza Ostravę! A już teraz zobacz galerię z czeskiego tripu
|
- Wiedeński Walc w Bra…
- ProBałtycka WielkoPo…
- W krainie niezmącone…
- Powrót do średniowie…
- Rezerwat Kadzielnia …
(0 głos)









