| Zamość = miasto idealne |
Uwielbiam działać w rytmie turystycznego podniecenia. Pragnienie podróżowania nie pozwala mi usiedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Ja muszę działać, przemieszczać się, mocno żyć i aktywną być. Muszę dawać upust szalonym emocjom i turystycznemu ADHD. Bo taKee już ze mnie nieokiełznany demon „permanentnego robienia tego i owego”. Dlatego w drugą styczniową niedzielę Nowego Roku uciekłam w najlepsze… na Roztocze i zaszyłam się w Zamościu. I Was też tam dziś zabieram ;) Pomysł „na Zamość” był bardzo spontaniczny, zresztą jak większość mych T-pomysłów, przebiegających po głowie z szybkością daną tylko najlepszemu sprinterowi świata... Zachciało mi się pospacerować po mieście idealnym... Zgłębić jego fenomen – bo Zamość 10 lat temu, w 1992 roku, został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Poznać architektoniczną tajemnicę „perły polskiego renesansu”. Przeskoczyć w czasie. Przekonać się, i to po raz kolejny, dlaczego na Zamość mówi się „Padwa Północy”. Poznać miasto zbudowane według projektu słynnego Włocha Bernarda Moranda. Przeniknąć do świata „stworzonego” przez wybitny umysł wielkiego magnata Jana Zamoyskiego. I nieważne, że pogoda była wybitnie niesprzyjająca. Szaro, wilgotno, śniegowo-deszczowo. Liczą się chęci i działania ;) Testerskie Wariacje grają w duszy! Start od środka Testerskie Zwiedzanie Zamościa rozpoczęliśmy z Kamem od środka ;) czyli od Rynku - idealnie kwadratowego placu o wymiarach 100 x 100 m., notabene jednego z najwspanialszych XVI-wiecznych placów Europy otoczonego rzędami wspaniałych barwnych kamieniczek z podcieniami, dzięki którym Zamość zyskał przydomek „miasta arkad”.
Nowościowe infoByło dużo faktów, a teraz pora na Testerskie CiekawostKee. Edukacyjne nowiny są takie, że właśnie w Zamościu znajduje się słynna Akademia Zamojska, trzecia w Polsce po Krakowie i Wilnie, wyższa uczelnia kształcąca młodzież w XVI wieku. Teraz mapa uczelni aż roi się od prywatnych wykwitów… W dawnym Zamościu leżącym na trasach handlowych wiodących do Lwowa i Kijowa, mieszkali kupcy żydowscy, włoscy, ormiańscy, węgierscy, niemieccy, greccy, hiszpańscy, angielscy, tureccy, perscy, holenderscy i szkoccy. Wielu ich było ;) dlatego miasto błyskawicznie przekształciło się w wielokulturowe i wielowyznaniowe skupisko ludzkie. W XVIII wieku Zamość stanowił istny tygiel wyznaniowy. Funkcjonowało tu aż 8 świątyń, z czego 6 kościołów katolickich, synagoga żydowska i cerkiew grecka. Dziś też widać ślady „przenikania się” różnych wyznań, a w religijnym krajobrazie miasta dobitnie wyróżnia się Katedra Zamojska. Wydaje się taka niepozorna z zewnątrz, bo jak się okazuje, wszystkie swe „atuty” kryje w środku. Bogactwo renesansowych dekoracji, obrazy mistrzów włoskich i polskich oraz barokowe sztukaterie. Entuzjaści historii sztuKee będą usatysfakcjonowani, ja nie do końca, bo z uwagi na remont katedry nie możemy zejść do podziemi, a tam, w podziemiach katedry znajdują się krypty grobowe z prochami aż szesnastu ordynatów Zamoyskich i ich rodzin. Ciekawość zostaje niezaspokojona, ale postanawiamy zagrać na całego z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i w melodyjnym tonie przetestować lokalne przysmaKee. Łapiemy energię, bo mróz i śnieg pozbawiły nas już trochę zapasów sił… A przecież z Zamościa wcale nie wracam do domu, tylko mknę dalej przed siebie. W kolejną podróż, po kolejne doznania. Bo ja muszę być w żywiole. I Wam też życzę, byście zawsze mogli robić, to co lubicie i chcecie najbardziej ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)












