| Niemiecka Brema z baśni… braci Grimm |
PiłkarsKee klub Werder Brema, piwo Beck z Bremy, kawa z Bremy, muzykancki z Bremy, części do Airbusa z Bremy. Co jeszcze może być z Bremy? Przekonajcie się sami. Zabieram Was na Przedświąteczną Testerską Wędrówkę po tym niemieckim mieście. Wędrówkę w bajkowym wydaniu? A czemu? Wszystko w swoim czasie ;) Jednak jeszcze zanim znaleźliśmy się z Kamem w Bremie, musieliśmy połknąć przeszło 1200 sympatycznych i wypełnionych aktywnościami rozmaitymi kilometrów, dzielących LKR i Oldenburg. Jak dobrze, że już został oddany odcinek polskiej autostrady A2 prowadzący do Frankfurtu nad Odrą. Viva drogowcy! My, polscy kierowcy mamy (już albo dopiero…) po czym mknąć, rozwijając trzycyfrowe prędkości. I to po swoim! autostradowym gruncie możemy wreszcie wojażować i to znacznie dłużej niż dotąd! Jednak przed niemiecką gęstą siecią autostrad musimy chylić czoła, bo niemieckie autostrady to wzór do naśladowania. Bądź co bądź sprawnie i szybko dotarliśmy sobotnim wieczorem do hotelu, czyli do dzisiejszego celu. Na kolację zamówiliśmy lokalną specjalność, czyli typowe amerlandzkie jedzenie - Lidenhoftopf (porcje smażonego sznycla z ziemniakami, pieczarkami, zieloną fasolką pod pierzyną sosu beszamelowego, wszystko zapiekane i zaserwowane na patelni). Na deser złocisty nektar bogów, też z miejscowego „zbioru” i trzy łyKee świeżego powietrza, które kojąco ułożyło nas do snu. Przedświąteczna Brema I już niedziela mówi nam „dzień dobry”. Na świetnie przygotowanej dla podróżnych i nie tylko stronie niemieckich kolei sprawdziliśmy zawczasu ;) potencjalne połączenia Oldenburg- Brema. Kursują o czasie i przybywają na czas. Niczym pociągi w Szwajcarii. W nieco ponad pół godziny wygodny, szybKee i czysty pociąg dostarczył nas do celu. WędrówKee po Bremie rozpoczęliśmy rzecz jasna od odwiedzenia punktu informacji turystycznej, zebrania mapek i materiałów wszelakich – Testerska Krew płynie w mych żyłach ;) oraz podziwiania funkcjonalności niemieckich dworców udekorowanych świątecznie. Następnie wiódł nas deptak Sogestrasse prowadzący na zabytkową Starówkę. Przedświąteczny nastrój unosił się w powietrzu na typowym dla Niemców jarmarku adwentowym zwanym Weihnachtsmarkt.
Bajkowe wspomnienia Ale dość tych smakowitych opowieści jedzeniowych, pora na apetyczne inspiracje turystyczne! Niepowtarzalne symbole Bremy to wspaniały gotycki ratusz z XV wieku w stylu renesansu wezerskiego znajdujący się na historycznym Placu Rynkowym oraz posąg z 1404 roku prezentujący dostojnego Rolanda, bohatera licealnej lektury obowiązkowej „Pieśń o Rolandzie”.
Duch dawnych czasówCo dalej mamy w turystycznych T-planach? Spacer ulicą Bottcherstrasse słynącą z niezwykłej architektury, wąskich przejść, zaułków, galerii, muzeów i prowadzącą koniec końców do promenady Schlachte usytuowanej nad brzegiem dumnej Wezery. Dumnej, bo to właśnie rzeka Wezera przyczyniła się w znacznym stopniu do rozwoju Bremy, miasta, dla którego już sama lokalizacja była kluczem do późniejszego sukcesu. Położenie na szlaku handlowym umożliwiło powstanie miasta hanzeatyckiego z bogatą historią i tradycjami. I co ciekawe, do dzisiaj panuje tutaj żywa atmosfera żeglarstwa, rzucająca swoisty urok na turystów niczym załoga rzucająca na wodę sieć rybacką... Naszemu spacerowi towarzyszyły spojrzenia poprzebieranych w dawne stroje mężczyzn i kobiet. Gromady turystów przetaczały się przez promenadę, konsumując wzrokiem lub innymi zmysłami stoiska kulinarne, pamiątkowe, rękodziełowe. A nad tą całą aleją zamierzchłych czasów unosiły się dźwięKee szantów. Niemieckie i angielskie utwory rozbrzmiewały w powietrzu śpiewane i grane przez wystrojonych i umalowanych stosownie pirato-dżentelmenów. Zabytkowości ciąg dalszyNie bylibyśmy Testerami, gdybyśmy nie objęli wzrokiem panoramy miasta z wysokości.
SmakowitościNa deser zostawiliśmy sobie najstarszą dzielnicę Bremy, dawną dzielnicę rybacką, czyli Schnoor. Te bardzo klimatyczne małe kolorowe i stylowo zdobione kamieniczKee, w których mieszczą się liczne galerie, muzea, knajpKee, kryją w sobie wiele uroku.
A ja teraz z niekłamaną ochotą i osaczającym mnie głodem udaję się na smakowity mai-mai box ;) a potem wsiądę do pociągu i to nie byle jakiego, i niesiona atmosferą przedświątecznej sielskości i inspiracji zakotwiczę w Oldenburgu. Wszak jutro 6 grudnia i Mikołaj, dlatego trzeba czujnie spać i czekać na moment, kiedy to brodaty jegomość w czerwonym kubraczku przeciśnie się przez hotelowy niemiecKee komin i podrzuci pod poduszkę wór prezentów… Copyright by Keenya
|
(0 głos)











