| Cross-road jeepem po Feurteventurze |
Nie ma nic lepszego niż poznawanie wyspy poprzez szaleńczą jazdę jeepem po wszystkich jej zakątkach, tych dzikich i tych ucywilizowanych, tych z asfaltowymi nitkami i tych typowo off-roadowych. Endorfinowy zawrót głowy gwarantowało nam trzydniowe przemierzanie Fuerteventury odsłoniętym Jeepem Wranglerem. Let’s start crazy cross czerwonym diabłem! ;) Wystartowaliśmy z naszej hotelowej bazy z Morro Jable na Półwyspie Jandia na południu wyspy. Kierując się ku północy, połykaliśmy słoneczne i zarazem bardzo wietrzne kilometry równiutkiej autostrady, która później zamieniła się w bardzo dobrą jakościowo drogę krajową. WidoKee z chwili na chwilę stawały się coraz „lepsiejsze”.
Widoków i wrażeń oceanPierwszą miejscowością na trasie naszej eskapady była Costa Calma – mocno turystyczna oaza. Stworzona na potrzeby turystyki. Mówi się, że jest to „sztuczne miasteczko”. Jednak naturalna wakacyjna beztroska przyjezdnych ożywia te „sztuczne hasła”. Odbijamy w lewo i ze wschodniego wybrzeża uciekamy w głąb wyspy. Trasa z La Pared przez Pajarę do Betancurii uchodzi za najpiękniejszą na całej Fuercie. Robi wrażenie! A u osób, które mają lęk wysokości, wywołuje gęsią skórkę. Dlatego nie bez kozery nazywa się ją „a-ja-jaj”. Bardzo wąska i bardzo kręta trasa gwarantuje niesamowite krajobrazy. Przepaść goni przepaść. Góra przenika się z górą. Horyzont zlewa się z oceanem. Punkty widokowe są mocno oblegane przez turystów i zatarasowane autami z wypożyczalni.
W głąb wyspy Po wizycie w Betancurii kolejne miejsca wydają się „bledsze”. Ale pit-stopem może być pierwsza stolica Fuerty – La Olivia. Chociażby dla zasady ;) Później warto jeszcze zajechać do Villaverde położonego u stóp wulkanu Montana de Escanfraga. A w tutejszym spożywczaku przetestować anyżowe pieczywo – wersja damska. A męska wersja jedzeniowa – dołączyć hiszpańską kiełbaskę chorizo. Z każdym kęsem i każdym kilometrem jesteśmy coraz bliżej końca wyspy. Północnego końca. Droga z Lajares do Majanicho przypomina pionową linię wiodącą do oceanu. A trasa do Corralejo jest wyboistą usłaną wulkanicznymi skałami „zawijastą”off-roadową drogą z fenomenalnymi widokami – kolejna z kanaryjskich wysp, Lanzarotte migocze w pobliżu.
Wzdłuż wybrzeża Opuszczamy turystyczno-portowe Corralejo i wzdłuż 20-sto kilometrowego pasa wydm podążamy q stolicy, Puerto del Rosario.
Parkujemy czerwonego Wranglera plecami do zachodzącego słońca. A nasze twarze kierujemy q falującemu Atlantykowi. Adrenalina i endorfina! Przypływy energii! Zero bierności, full aktywności! Tak ma być! Najlepszego! ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)












