| Palma de Kraśnik |
Piątkowo-wieczorny deszcz i apetyczna wino-kolacja powitała Betinkę na mej lubelskiej ziemi. Fala szalonych, nieokiełznanych upałów odpłynęła. Wraz z niedzielnym porankiem nastąpił przypływ opadów deszczu i nieprzyjemnego chłodu. Dlatego nastąpiła weryfikacja syjamskich niedzielnych wojażowych T-planów, bo zamiast aktywnych działań na dworze, na polu, na zewnątrz, na świeżym powietrzu (w różnych częściach Polski różnie mówią ;) musiałyśmy z Betinką zadowolić się bardziej indoor'owymi T-pomysłami. Alternatywa na niepogodę zawsze musi być w obwodzie! Palmas Los Kraśnikos O tym, co miało miejsce w moją imieninową sobotę, opowie Wam Betinka w sekcji Polecamy, a ja zrelacjonuję niedzielę. Oczywiście na straży naszych weekendowych Testersko-syjamskich wariacji musiał stanąć ktoś rozważny, wybór był jasny - Kam. Zatem po niedzielnym śniadanku ryszyliśmy we trójkę nad Zalew Kraśnikcki, czyli Palma de Kraśnik, a pote testersku Palmas Los Kraśnikos ;) Dziesięć prawdziwych pakistańskich palm!
Skok... przez płot Zanim kosztowaliśmy przedsmaku najlepszych plaż światam, spontanicznie znaleźliśmy się na II Regionalnych Zawodach Konnych w Skokach przez Przeszkody o szablę 24. Pułku Ułanów Kraśnickich na stadionie kraśnickiej Tęczy.
Scrabblomania Postój był teraz trochę inny, bo grillowo-biesiadowy połączony z partyjką w Scrabble. Morze rozmaitych wyrazów kipiało na planszy. Pomysłów było wiele, ale czasem wzajemnie i zupełnie nieświadomie podkradaliśmy sobie literowe-pttozycje. Suma sumaru, zabawa była przednia. Neologizmy nie powstały, bo nie pozwalają na to zasady gry, ale poćwiczyliśmy wyobraźnię i semantyczną stronę dusz naszych. Rozwinięci myślowo ;) i zaspokojeni głodowo ruszyliśmy do kamieniołomu opoki w Kaliszanach, by poszukać geologicznych dowodów na istnienie morza na tym terenie. Łupem Betinki padły muszelKee, a naszym galeria fotografii. Poziom Wisły jest już "normalny",odsłaniają się piaskowe wydmy pośrodku rzeki, nurt jest stabilny, to już nie to, co obserwoaliśmy i słyszeliśmy podczas powodzi...Następnie wizyta w Piotrawinie, rzut oka na Wisłę, na stary ceglasty kościół i Drogę Krzyżową i sprawny powrót do Józefowa. Dotarliśmy do miejsca, gdzie"moja" rzeka Wyżnica mówi "dzień dobr" Wiśle i wpada czule w jej objęcia. My zaś postanowiliśmy wpaść w objęcia włoskiej kuchni i pogodniliśmy "Bobrem" do Dzierzkowic na popisy Dado-kuchni. Wieczorne foto-podsumowania niedzieli poczynione już w Kraśniku tuż przed nieuniknionym powrotem Betinki z Lubelszczyzny udowoniły, że mimo braku dobrej pogody, mimo chłodu, mimo siąpiącego deszczu i mimo obniżonej aktywności przez felerne ciśnienie, można to wszystko przeskoczyć i ułożyć sobie w głowie "mozaikę pozytywów". I tej bardziej optymistycznej wersji zawsze się trzymajcie! ;) Coopyright by Keenya
|
(0 głos)












