| Łemkowszczyzna o zapachu drewnianych cerkwi… |
Kiedy pada pytanie „góry?”, automatycznie nasuwa nam się odpowiedź „Tatry”. Owszem, ja zawsze bardzo chętnie piszę się na tatrzańskie hiking, ale nie w long weekend majowy, kiedy „dzikie tłumy” ciągną wiecznie modernizowaną Zakopianką do stolicy polskich Tatr. Po prostu uważam, że nie ma sensu stać w zakorkowanych korkach… Szkoda naszego urlopowego czasu! Lepiej spożytkować wolne na „kreatywną jazdę” i dotrzeć tam, gdzie jest sielsko i będzie testersko ;) W zeszłym roku wybór padł na Bieszczady, a teraz zdecydowaliśmy się na Beskid Niski. I była to bardzo trafna decyzja, bo klimatyczna Łemkowszczyzna i Małopolski Szlak Architektury Drewnianej zachwyciły nas!
Weekendo-powiększenie ;)Poszerzyliśmy sobie majowy long weekend o ostatni dzień kwietnia i w piątkowy poranek „w pełni zwarci i gotowi” wystartowaliśmy z Kamem z Krakowa w stronę Nowego Brzeska. Przekroczyliśmy most na Wiśle w Ispinie (nietypowy, bo jednokierunkowy – polecam przetestować ;) i podążaliśmy w stronę Szczurowej. Zza okien samochodu uśmiechały się do nas soczysto-zielone łąKee, kolorowe kwiaty oraz bardzo stare, lecz wciąż poczciwe wierzby rosnące wzdłuż rzek i wyschniętych koryt. Bociany brodziły po kostKee w wodzie w poszukiwaniu żab. Sielskość i spokój! Zadowolenie, że zdecydowaliśmy się na alternatywną drogę nr 964. Dobrze wiedzieliśmy, że popularna „czwórka” Kraków-Tarnów zawsze jest zatłoczona! A żadne z nas nie lubi marnować czasu! W miasteczku Radłów nasza podróż obrała już „wyłącznie” południowy kierunek. W migoczącej zieleni Lasów Radłowskich dotarliśmy do Wojnicza, miasteczka o ciekawej historii. Dumny Dunajec wciąż wił się po lewej ręce, raz po raz przypominając o swej obecności, ale koniec końców musiał powiedzieć nam „do zobaczenia”, bowiem na moście nieopodal Zakliczyna przekroczyliśmy tę wartką rzekę, skręcając na Gromnik. Malowniczym Pogórzem Rożnowskim podążaliśmy w stronę słońca – do dwunastej jeszcze trochę czasu jest! Religijnym szlakiem… Nagle kościelny dzwon głośno zabił, sugerując tym samym pierwszy przystanek i rozprostowanie kości. Siemiechów. Wioska uderza widokiem dwóch kontrastujących ze sobą kościołów. Jeden murowany, majestatyczny - tak wielKee, że trudno sobie wyobrazić, dlaczego aż tak wielKee… A drugi skromny, drewniany i inspirujący. Obejście zadbane, ogródKee wypielęgnowane. Zastanawiające, kto czuwa nad urokliwością owego miejsca. Dłużej się nad tym nie rozwodziłam, bo musiałam zatrzymać te kwiato-kadry w aparacie ;) Mocno pokręconą drogą w sąsiedztwie aż czterech Rzepienników (Marciszewski, Strzyżewski, Biskupi, Suchy) i kolejnych kościółków, dotarliśmy do jednego z czterech obiektów wpisanych na Listę UNESCO. Jednego z wielu znajdujących się na Małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej. Oto Binarowa.
Z-Biecz-owani ;) Biecz. „Mały Kraków” Godzina dwunasta. Idealnie. Jesteśmy w samo południe! Wita nas hejnał z ratuszowej wieży. Przyjaźnie i sympatycznie. Klimatyczny średniowieczny Rynek otoczony kamieniczkami. Budynek renesansowego Ratusza. Technika sgrafitti, w której wykonano ów ratusz przywołuje mi na myśl plenerowe wykłady z historii sztuKee prowadzone podczas kursu na pilota i rezydenta wycieczek krajowych i turystycznych. Jak zawsze, wszelkie wspomnienia w mej głowie ciągle żywe. Że też nie potrzebuję jeszcze dysku zewnętrznego?! ;) Spacerek po mieście obowiązkowy.
Ropa jest wszędzie…Tak, chciałoby się powiedzieć - ropa jest wszędzie. I to prawda w tym momencie. Bo Ropa płynie nieopodal trasy, którą właśnie przemierzamy. Bo Ropa towarzyszy nam podczas plenerowego lunchu nieopodal Kobylanki (konsumpcja na kamienistych brzegach rzeki ;). Bo ropa rozsławiła Gorlice i tej smolistej substancji miasto zawdzięcza swój rozwój. Bo tutaj przebiega Karpacko-Galicyjski Szlak Naftowy. Bo tu są rafinerie oraz fabryka narzędzi i urządzeń wiertniczych. Bo ropę wydobywa się w Krygu, o czym przypominają rozległe pola naftowe przyozdobione kiwonami. Bo ta ziemia to kraina ropą płynąca ;) Konieczne uzdrowienie uzdrowiska!Na „uzdrowiska łyk” pozwala nam szybka wizyta w miejscowości Wapienne… zawieszonej w czaso-przestrzeni. Może i jest tu świeże powietrze, ale nie ma kto go wdychać. Może i jest tu zdrowa woda, ale nie ma kto jej pić. Może i Wapienne istnieje na mapie, ale nie funkcjonuje w świadomości ludzi. Smutno to stwierdzić, ale Wapienne to uzdrowisko zapomniane przez kuracjuszy… skryte gdzieś pośród nierównych, dziurawych dróg i małych wiosek… Sękowa UNESCO-waPora na drugi punkt T-programu „Szlakiem cerkwi i drewnianych kościółków”. Następny obiekt z Małopolskiego Szlaku Architektury Drewnianej, który podobnie jak Binarowa figuruje na Liście UNESCO to Sękowa i drewniany kościółek pod wezwaniem świętych Filipa i Jakuba zbudowany około 1520 roku. Kościół piękny w swej prostocie. Zyskał wielką popularność wśród narzeczonych, bo jak nam zdradziła starsza babcia-przewodniczka, młodzi bardzo chętnie biorą tutaj śluby. I to nie tylko rodacy! Wielu obcokrajowców przybywa tutaj w ten wyjątkowy dzień, by ślubować sobie „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”… Kościółek został wzniesiony z modrzewiowych ręcznie ciosanych bierwion. W świątyni zachował się ołtarz główny, późnorenesansowy z początku XVII wieku. Charakterystyczne dla kościółka w Sękowej są soboty – szerokie podcienia, w których wierni szukali schronienia przed nocą, zimnem, deszczem czy słońcem. Cerkiewne tourneePo miłej rozmowie ze staruszką, korzystamy z jej rady i jedziemy do wiosKee Owczary, by zobaczyć na własne testerskie oczy i utrwalić na zdjęciu typową baniową cerkiew. Warto odbić te kilka kilometrów w bok ;) Przez Małastów wdrapujemy się ostro w górę na Przełęcz Małastowską (604 m n.p.m.), a potem plątaniną zakrętów ostrożnie zjeżdżamy w dół do miejscowości Gładyszów. Raz po raz migoczą w oddali lub w pobliżu cerkiewki i kościółki. Dla odmiany, w Regietowie zainteresowała nas stadnina hucułów. Jest też tu Muzeum i Skansen Pszczelarstwa. Czyli ewidentnie dominuje fauna ;) Ale szybko powracamy do „cerkiewnej rzeczywistości”. Przecudna, doskonała w swej formie, po prostu idealna jest cerkiew w Kwiatoniu. Mieliśmy ogromne szczęście, bo trafiliśmy na staruszkę, która opiekuje się XVII-wieczną cerkwią. Staruszeczka oprowadziła nas po drewnianej świątyni i pozwoliła (mimo zakazu) na fotografowanie wszystkiego, bo jak sama przyznała „ja się księdza nie boję” ;) Opowiedziała nam wiele ciekawych historii, znanych tylko jej. Ciepło jej osoby opromienia tę świątynię, świątynię, która jest i cerkwią i kościołem naszego wyznania. Bo zamiast dzielić warto łączyć, głęboka refleksja ma... Szczerze powiedziawszy, ta nasza wędrówka po cerkwiach i drewnianych kościółkach mogłaby trwać bez końca… Nazwy świątyń i miejscowości można by długo wymieniać, obiekty zwiedzać, historię poznawać. Ale trzeba w końcu dotrzeć do celu dzisiejszej podróży, a jest nim Wysowa Zdrój. Tu też są cerkwie, tu są też obiekty religijne innych wyznań, tu jest prawdziwa „mozaika religijna”, ale jest też spokój i odpoczynek, dla którego uciekliśmy z Kamem w ten właśnie skrawek ojczyzny. Cieszmy się tą sielskością, bo za dni kilka …powrócimy z ciszy Beskidu Niskiego w głos Krakowa… Copyright by Keenya
|
(0 głos)












