| Zejść z lawiną... błota |
…to nie koniec hikingowej relacji z Testerskich Wyjść w Beskid Niski. Następnego dnia, czyli w drugo-majową niedzielę za cel naszej wycieczKee obraliśmy rezerwat Kornuty położony w Paśmie Magury Wątkowskiej. Owszem, jest to miejsce zdecydowanie bardziej popularne niż nasza wczorajsza „autorska trasa” na Jawor… A żeby potrzymać tradycję i być, zawsze i wciąż ;) nieszablonowymi, zaatakowaliśmy dziś Kornuty od wsi Bartne a nie od popularnego Folusza położonego w sąsiedztwie Magurskiego Parku Narodowego. A zeszliśmy z lawiną… błota! Trasa zupełnie ”naokoło”Jak to się wszystko zaczęło? Niewinnie… Wyjechaliśmy rzecz jasna z naszej Testerskiej Bazy z Wysowej i z konieczności tak bardzo „naokoło”, bo dróg w Beskidzie Niskim jest jak na lekarstwo, dotarliśmy do punktu startu, do wsi Bartne. Po trasie mijaliśmy wiele drewnianych kościółków i cerkwi, prawdziwych łemkowskich chat zwanych chy
Kornuty – Wersja TesterskaSpokojne życie to tutaj, w Beskidzie Niskim, zupełnie normalny stan rzeczy! Sielskość pozwala odpocząć od zaganianej rzeczywistości, złapać drugi oddech. Dlatego idziemy „kolejne metry w górę”, by ta sielskość jeszcze lepiej smakowała! ;) By powietrze było jak najmniej skażone! By natura zniewoliła nas! Dreptamy sobie ochoczo, inhalując się zdrowym powietrzem, chłonąc ciekawe widoKee i wyczuwając nadchodzącą zmianę pogody. Niespełna rodzinna wędrówka żółtym szlakiem ze wsi Bartne doprowadza nas do wrót Magurskiego Parku Narodowego, na wysokości 818 m n.p.m. Grzecznie mówi „dzień dobry”. Teoretycznie mamy trzy możliwości, ale jeden cel. Następnym razem pójdziemy prosto pod Diabli Kamień albo w prawo na Wątkową (846 m n.p.m.). Teraz kierujemy się w lewo… w stronę rezerwatu skalnego Kornuty na oszałamiającą ;) wysokość 829 m n.p.m. Uwaga, teraz geologiczne fakty! Rezerwat Kornuty to osuwisko powstałe w obrębie grubo ławicowego piaskowca magurskiego, podścielone warstwami łupków eoceńskich i warstwami inoceramowymi. Osuwisko rozciąga się na długości 800 m, co czyni je jednym z największych osuwisk fliszowych w polskich Karpatach! Pojedyncze bloKee skalne osiągają rozmairy od 2 do 15 metrów. Proces erozji nieustannie niszczy skały i zmienia wygląd Kornutów! Uff, wyszalałam się geologicznie ;) Schodzimy z lawiną błota…Obowiązkowa sesja Geo-fotograficzna Testersa Geo-turysty i możemy udać się w dalszą drogę. Nie, jednak nie możemy! Nagle ni stąd, ni zowąd nadciągają burzowe chmury i zaczyna lać! Grzmi niemiłosiernie! Błyska się! Nie ma sensu chować się pod świerKee czy modrzewie, bo jeszcze nas tam piorun trzaśnie… Niebo płacze, ale dlaczego? Krople deszczu głośno rozbijają się o nasze ubrania! Dobrze, że w porę wyjęliśmy kurtKee przeciwdeszczowe i shell’a… Nie od razu salwujemy się ucieczką, musimy wykazać się chociaż odrobiną bohaterstwa ;) i nadziei, że wkrótce przestanie padać, tfuu, lać… Trzeźwe spojrzenie w górę, na niebo błyskawicznie pozbawia nas tej ułańskiej fantazji! Prawda jest brutalna – musimy stąd wiać! Nie ma czasu do stracenia! Rozpoczynamy szaleńczy bieg do wrót Magurskiego Parku Narodowego. Na zielonym szlaku jest płasko, więc jest bezpiecznie/j, ale zaraz czeka nas żółta trasa w dół i przestaje być już tak „wesoło”. Leje jak z cebra! Grzmi, huczy, błyska się! Burza zamienia się w grad, a my schodzimy z lawiną błota… Zbiegamy pośród potoków błota, liści, igliwia… i skał! Wszystko stopniowo przemaka… Nawet „najbardziej inteligentna” wodoodporna odzież z najlepszymi membranami nie wytrzymuje próby „wielkiej wody”. Ubranie ciąży na ciele i przykleja się do skóry. Z każdym krokiem „krok” spodni obniża się. Nagle skate’owska moda zaczyna obowiązywać na stoku podczas naszej biego-ucieczki. Buty stają się cięższe o kilka kilogramów, bo mają w sobie hektolitry wody. Błotnista ciecz chlupocze w nich niemiłosiernie. Na plecach tworzy się błotnista pręga. Nogi nie współpracują z resztą ciała. Poddają się własnym prawom grawitacji i odchyleniom matematyczno-fizycznym. Pędzimy na oślep… byle do Navary, bo tam na pace znajdziemy schronienie i będziemy mogli zrzucić te brudne nad-kilogramy ciuchów! Będziemy mogli wdziać czystą, a przede wszystkim suchą odzież! Mój organizm reaguje kilkakrotnym kichaniem na to nagłe załamanie pogody. Prze-kichana sprawa… W suchych ubraniach, a w zasadzie to powinnam napisać, w moro-szatach ;) udajemy się po ropę do Gorlic, bo przecież to „kraina ropą płynąca”, a bak Japończyka już świeci pustkami. Opuszczamy ojczyznę na dawnym przejściu granicznym w Koniecznej i przez Przełęcz Beskidek dostajemy się na Słowację. Niczym żołnierze w mistyfikacyjnych mundurach i z wilczym głodem wkraczamy do klimatycznej słowackiej restauracji na przedmieściach Bardejova. Od razu zamawiamy ciepłą herbatę z cytryną i dobrą energo-dajną strawę. Już wieczór, a my bez obiadu… a przecież kolejne przygody czekają! Copyright by Keenya
|
(0 głos)










