| Podsumowania krok po kroku... |
…i nadchodzi kres A.D. 2009! Pora więc na podsumowanie mijających 365 dni! Działo się tak wiele, że nie sposób objąć wszystko myślą, rozumem i klawiszami klawiatury ;) Od czego zacząć to całe podsumowanie, ten roczny bilans? Może nieco feministyczny dźwięk zabrzmi Wam w uszach, to proszę wybaczcie, ale zacznę od Dnia Kobiet... Bowiem albowiem 8 marca 2009 roku zrodził się nowy nurt w naszym syjamskim życiorysie! ;) Owego dnia w cyberprzestrzeni zaczęła funkcjonować nasza stronka www.testersi.pl która stała się kolejnym pozytywnym elementem naszej codzienności. Betka prężnie rozwijała swe talenty webmastersko-graficzne, ja realizowałam swą dziennikarsko-fotograficzną pasję. Tak więc zwariowane panny Kee & Bee, stworzyły portal testersi.pl z myślą o Was, Nasi Mili Testersi! ;) Dziękujemy, że jesteście! Ale to jeszcze nie wszystko z „podsumowawczej opowieści” ;) SkandynawsKee styczeńTak więc po kolei… Od Testersów wiele się zaczęło! Dla Testersów wiele się zaczęło! ;) W 2009 roku nie brakowało wojaży i relacji z ciekawych miejsc. Były liczne podróże po naszej pięknej i wciąż jeszcze niedocenianej Polsce, były też dalsze eskapady, po Europie. W tym roku ani Kanady, ani Stanów, ani Afryki nie było, ale co się odwlecze… to nie uciecze! ;) Testerskie tripowanie A.D. 2009 zainaugurowałyśmy od styczniowej samolotowo-pociągowo-promowej eskapady do Szwecji i Danii. Przecież zima nie jest w stanie nas wystraszyć! Styczeń spłynął lubelsko-małopolsko i poniekąd relaxowo-przygotowawczo. Za-a-firmowanie ;)W lutym było już iście naukowo-projobowo, bo aż dwa tygodnie spędziłam poza Krakowem. Wszystko po to, by się wyszkolić branżowo w Konstancinie i poplądrować nieco Warszawę i okolice. Prawdziwa biała zima pozwalała wreszcie na wytęsknione kuligi, a śnieg pięknie skrzypiał pod saniami i kopytami. Aż chciało się krzyczeć z głębi duszy „z kopyta kulig rwie…” ;) U PepikówMarcowe słońce rozpuściło i przełamało wszelkie lody. Pozwoliło też spędzić sympatyczny TestersKee weekend w Czechach. Do Ostravy zaprosił nas z Betinką kolega Borgu, fan VW Corrado, a towarzystwa dzielnie dotrzymywał Borys, wirtuoz Guitar Hero. Zawodowo-testerska rzeczywistość kazała nam opuścić Boysów i wrócić już do Krakowa. Chwilkę potem było już Kielcowo prorodzinnie i Jachranka pro firmowo, bo znów edukować i integrować się trzeba. Trójstykowa inauguracjaKwiecień był już w całości „polskim miesiącem”. W Niedzielę Palmową patriotyzm i religijność zagnały nas z Betinką i Matim do Lipnicy Murowanej, a Święta Wielkanocne zawiodły na Lubelszczyznę. Święta, święta i po świętach… Co dalej? Ano weekend z Kamem w Bieszczadach w połowie kwietnia i padła albo innymi słowy uległa nam ;) Bieszczadzka Królowa, czyli Tarnica oraz pierwszy Trójstyk – graniczny szczyt Krzemieniec (Polska-Słowacja-Ukraina). Oprócz hikingowych aktywności była też prawdziwa wspinaczka w Dolinkach Podkrakowskich z Jarkiem-Taternikiem czy na sztucznej ściance z Betką. Było też grotołazowanie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w damsko-męskim składzie. Aktywnościowe bueno! ;) Long weekendów mocBieszczady nas zauroczyły, więc w long weekend majowy również obraliśmy z Kamem bieszczadzKee kierunek, lecz tym razem zdobyliśmy obie Połoniny (Wetlińska i Caryńska), źródła Sanu oraz Jeziorka Duszatyńskie i Chryszczatą. Testowanie ciekawych miejsc i tripowanie trwało więc w najlepsze! To nasz żywioł ;) A pewnej majowej niedzieli na Górze Żar zgłębiałam tajniKee sztuKee zwanej mountainboarding. Wyborne doznania! Pogoda z każdym dzionkiem była coraz to ładniejsza, bardziej letnia niż wiosenna i kusiła skutecznie. Słoneczna aura pozwalała na długie rowerowanie po grodzie Kraka i okolicy. Nie mówiąc już o ciągłej spacerowej aktywizacji naszych kończyn dolnych ;) Pewnej soboty słoneczko zaciągnęło nas z Kamem w Beskid Śląski, był też Szczyrk, i Wisła, i Istebna i podwójny Cieszyn, bo ten polski i czeski. Zdobyliśmy też kolejny Trójstyk Polska-Słowacja-Czechy. Dzień później plądrowaliśmy już Beskid Sądecki. Start od geologicznej przygody w Skamieniałym Mieście w Ciężkowicach, później oba Sącze, klimatyczny Stary i rozwijający się Nowy oraz umuzykalniona przez Paderewskiego Kąśna. Nie minął tydzień, a już znalazłam się na Słowacji na klasycznym menu - cesnakova i vyprazany syr, a potem na pysznej kwaśnicy w polskich Tatrach. Po firmowych szkoleniach zjechałyśmy z Betką do Dzierzkowic na coroczne święto Trzech Króli (urodziny Kama, Kapera i Marka). Jako że jesteśmy na „moim terenie”, obowiązkowo musimy splądrować dzierzkowickie wąwozy lessowe! Lokalna geoturystyczna atrakcja! Zachęcam gorąco do odwiedzin mych rodzinnych ziem! ;) Wprawdzie już jakiś czas temu „orzeszka”, czyli Peugeota 107 zastąpiła Corsa D, a Lagunę podmieniła Navara i muszę o tym wspomnieć, bo dzięki „Bobrowi”, czyli właśnie Navarze o niebo łatwiej można było testować pełną piersią, łatwiej można było dostać się tam, gdzie zwykle się nie dociera… Bo przeprawić się nad skrzętnie skrytą w lasach i polach rzekę Bug i odnaleźć tam splot trzech granic łatwo nie było! Tam właśnie padł kolejny Trójstyk (Polska-Ukraina-Białoruś). Czyli już ½ Testerskiego Trójstykowego zadania wykonana! ;) No a tak dla Testerskiej odmiany, z końcem maja rozpoczął się cykl wesel, raptem 5 ich było w ciągu 3 miesięcy! Oj, nogi bolały, bo dusza i ciało na parkiecie harcowały! 2fast but not 4usAle że wszelkie aktywne i ekstremalne doznania to ja bardzo lubię, to i nie brakowało ich w tym roku, na szczęście! ;) Chociażby test krakowskiego parq linowego czy test gokartów dał przedsmak energicznej przygody, a poziom adrenaliny znacznie wzrósł we krwi, gdy do ojczyzny zawitał uncle Jack, rajdowiec… Wspólnie testowaliśmy możliwości aut różnistych na trasie Kraków-Zakopane. Genialna sprawa ten speed! ;) Ostra jazda! Ale trzeba zejść na ziemię… Lipiec - smak wakacjiWeselnym krokiem weszłam w miesiąc lipiec i na słoneczne „dzień dobry” był szkoleniowo-znajomkowy Poznań i czysto-wakacyjno-prywatny Bałtyk (Mielno i Unieście), Bory Tucholskie i Toruń oraz cała masa innych polskich atrakcji po drodze. Kanadyjskie gwiazdy zleciały do Polski, więc jeszcze bardziej zintensyfikował się wyjazdów czas! Okolice Kraśnika, Lublina i Krakowa trzęsły się z turystycznego strachu, bo inwazja kobiet je opanowała ;P Nie zabrakło tez Pienin, Beskidów, Krynicy, był też bratysławsKee żar i skąpany w deszczu Wiedeń. Żar ognistego nieba mogła zgasić tylko woda, stąd częste wypady nad Zalew Nowohucki i Zakrzówek w Krakowie, Kryspinów, Zalew Kraśnicki, Jez. Chańcza w okolicach Staszowa. Imieninowa wizyta w Lublinie znacznie przybliżyła sylwetkę mojego rodzinnego wojewódzkiego miasta i ponownie odsłoniła jego uroki. Grillowanie i biesiadowanie stało się nieodłącznym elementem tegorocznych wakacji. Zarówno rola gospodarza jak i gościa przypadła mi do gustu. Było sielsko i apetycznie! Jachtowy chilloutŻycie na powierzchni jest ciekawe, ale gdzieś w głębi duszy ciągnęło mnie pod ziemię… Uskuteczniliśmy więc z Kamem spontan trip do słowackiej Demianowskiej Jaskini Lodowej. Eskapadę tę połączyliśmy z atakiem na Havranią Skałę i z plądrowaniem Słowackiego Raju (przełom Hornadu). W sierpniu przyszedł wreszcie czas na dłuższy urlop – trzeba zasmakować czegoś nieznanego, tajemniczego… Żagle na Mazurach zdały się być idealnym pomysłem. Skąpani w słońcu i falach mazurskich jezior jachtowaliśmy się w piątkę przez 9 beztroskich dni! Ostatnia niedziela uczniowskich wakacji spłynęła na familijnym wyskoku do Kazimierza Dolnego nad Wisłą i do Janowca. Popłynęliśmy promem i tak oto dopłynęliśmy do września! Bogactwo wrześniaI na początek ostatnie w tym roku wesele, tym razem z iście lubelskim squadem. Potem czas szkoleń firmowych w Jachrance nad Jez. Zegrzyńskim, a po edu nastał time 4 relax ;) więc testerskim zwyczajem trzeba gdzieś wyruszyć! Zaczęliśmy więc od Navaro-plądrowania Puszczy Augustowskiej i zdobywania Trójstyku Polska-Litwa-Białoruś w mrożącej krew w żyłach scenerii. A dnia następnego kolejny Trójstyk (Polska-Litwa-Obwód Kaliningradzki) znalazł się u naszych stóp. Turystyczne spragnienie ugasił łyk geologii. Suwalszczyzna piękną polodowcową krainą jest! Smako-testy nad Jez. Wigry podczas Święta Siei i na przesiąkniętym Orientem Podlasiu wybornie raczyły nasze turystyczno-testerskie podniebienia ;) Tatarsko-cerkiewny spacer bardzo przypadł nam do gustu, bo było tak inaczej, tak tajemniczo i inspirująco. Spotkanie oko w oko z żubrami w Puszczy Białowieskiej i łapanie energii w Miejscu Mocy też na długo wpisze się w naszą pamięć. Uwieńczeniem całej wędrówKee po północno-wschodniej Polsce była wizyta w stolicy, bo tam czekała na mnie japońska niespodzianka w salonie Toyoty. Pora zatem teraz na nowe testy, na tapetę pójdzie Toyota Auris, sprytny dieselek, bo benzynowy Focus już przetestowany. Wrzesień trwa w najlepsze, a nam z Betką udało się wreszcie wybrać gdzieś razem! Zaplanowałyśmy weekend w Pieninach, gdzie czekał już na nas Kam i we trójkę zdobywaliśmy Wysoką jednego dnia i Trzy Korony następnego. Myślę, że mogę rzec, że Małopolska przemierzona została już wszerz i wzdłuż. Wizyty u Sańki w Kielcach wciąż się odbywały, przecież to rzut kamieniem z Karkowa. Każdy taki wyjazd obfitował w nowe doznania natury turystycznej, górskiej czy geologicznej. Splądrowane zostały stare i poczciwe Góry Świętokrzyskie, różniste kamieniołomy, rezerwaty przyrody. Ciekawie! Aktywnościowy październikA październik rozpoczął się bardzo rytmicznie, bo pierwsza sobota miesiąca spłynęła nam na Crystal Salsa Festival w kopalni soli w Wieliczce. Roztańczona gorąca gwieździsta noc pod ziemią! Wraz z budzącą się do życia niedzielą wyszliśmy na powierzchnię. Postanowiliśmy doświadczyć podniebnych doznań – najpierw były dwa krakowskie kopce, Wandy i Krakusa, a potem Aeroklub Krakowski i Muzeum Lotnictwa z genialnymi eksponatami. Październikowa inwestycja w cb radio, wprawdzie późna, bo późna, ale za to bardzo trafiona zainicjowała testowania ciąg dalszy ;) Oczywiście nie mogło obyć się bez pierwszych prób i testów – czemu nie skoczyć na obiad do Zakopca i nie sprawdzić nowej zabawKee? Wstępne oględziny jak najbardziej na plus! Szybko trzeba było wracać spod samiuśkich Tater, bo z rana trzeba ciąć ze południowej stolicy Polski, z Krakowa na daleką północ. Wprawdzie Mierzeja Wiślana wietrznie nas przyjęła, ale nad Zalewem Wiślanym i Zatoką Gdańską słońce pięknie świeciło! Kaszuby połknęliśmy z Bratkiem w całości niczym uzdrawiającą pigułkę. Uroczy zakątek ziemi! Etnografii haust wzmocnił me testerskie płuca we Wdzydzach Kiszewskich, a różnobarwne pogodowo Trójmiasto nad-morsko na-jodowało mój organizm ;) Na „do widzenia” był wpadliśmy w Gniew, ugrzęźliśmy w Grudziądzu i archeologicznie zgłębiliśmy Biskupin. Pierwszy październikowy śnieg znokautował niektórych kierowców i wszystkich drogowców, ale nie odstraszyła mnie ta śliska zimowa aura i wojaże trwały w najlepsze! Ciepłą atmosferę, rozpuszczającą śnieg, zapewnił Kraśnik i Lublin – czysty relax oraz okolice Kielc, wdzięcznie brzmiąca miejscowość Mąchocice Kapitulne ;P – miejsce firmowych szkoleń. Zlot Mini Morrisów w Krakowie sprawił, że znów ożyły moje chęci na posiadanie oldtimera ;) A może by tak zakupić groszkowego dużego fiata z pieskiem z kiwającą głową? Oj, chyba się rozmarzyłam… Niepewna pogoda próbowała pokrzyżować Testerskie szyKee, ale ukrywam się przed złośliwą aurą a to na basenie, a to w saunie, a to w grocie solnej, a to w lokalach klimatycznych, a to uprawiając nordic walking. Pękła ćwiartka... ;PPoczątek listopada… W Polsce we Wszystkich Świętych i Zaduszki jest czas na refleksję i zadumę. Bo, na szczęście, daleko nam do zglobalizowanych Stanów, gdzie króluje okres zabawy i triumfuje Halloween. Wybywam więc w ten refleksyjny czas w rodzinne strony, ale szybko powracam do grodu Kraka, bo obowiązKee wzywają. Z uśmiechem na ustach podejmuję w swych krakowskich progach kolejnych tegorocznych gości i im stolicę Małopolski przedstawiam do cna. Przedurodzinkowo wybywamy z Kamem do w Karkonosze, do Szklarskiej Poręby, by 11.11.2009 świętować mą ćwiartkę… tak trójnarodowo, bo i w Polsce, i Czechach i w Niemczech. Trójstykowo też, bo kolejna potrójna granica (Polska-Czechy-Niemcy) stała się naszą zdobyczą! Czas leci, latka płyną, ale najważniejsza młodość ducha! ;) Prawdziwie czeską kuchnią uraczono nas w Decinie, ale deser postanowiliśmy skonsumować w niemieckich klimatach. Urodzinowe wędrówKee po Dreźnie smakowały wybornie, ale prędzej czy później musieliśmy wrócić do Polski. Wkroczyliśmy na autostradę i dotarliśmy do Zgorzelca, a stamtąd przez Dolny Śląsk do Małyszowej Wisły. Co dalej? Przejazd przez Słowację (obowiązkowa obiadowa wizyta u Starej Mamy w Tatrzańskiej Łomnicy) do Wierchomli i fetowanie syjamskich urodzin w drewnianym domq z kominkiem i w bacówce przy pieczonym prosiaku. SmakołyKee skonsumowane u Babci Maliny w Krynicy na Górze Parkowej udowadniają, że to właśnie babcie gotują najlepiej! ;) Pod koniec listopada znów dopadła mnie Kielcomania i na geo-trip zabrała, a Andrzejkowy czas spłynął na biesiadach na Lubelszczyźnie. Meetingów i biesiad całe mnóstwo przez cały rok! ;) Kraków ze swoim magicznym klimatem jest gwarancją tego, że towarzyskie life zawsze kwitnie i nie zwiędnie! Krakowski Kazimierz rywalizował i wciąż rywalizuje z Rynkiem, ale w moim odczuciu wygrał na dobre. Opowieść WigilijnaOstatni miesiąc… to nie koniec wypraw w ciekawe miejsca. W grudniu, jak to tradycja nakazuje, koniecznie Mikołaja trzeba szukać! Oczywiście został dopadnięty, obezwładniony i z prezentów ograbiony! A co?! ;) Poszukiwałam też Anioła w Miasteczku w Lanckoronie. Też się udało, ale diabeł tkwi w szczegółach więc i szatana cień zamigotał na śniegu… KremówKee z Wadowic obowiązkowym smakołykiem skoro jest się tak blisko rodzinnego miasta Jana Pawła II. Pana Twardowskiego nie spotkaliśmy z Kamem podczas diabelskiej konsumpcji w Karczmie Rzym w Suchej Beskidzkiej, ale na jarmarku na krakowskim Rynku było apetycznie i anielsko. Jednak benedyktyńskim specjałom z Tyńca ciężko dorównać! Przetestowaliśmy wiele, bo warto! Jako że przedświąteczny czas zbliża się wielkimi krokami, trzeba też uskutecznić firmową Wigilię, na bagatela 500 osób… Pół tysiąca ludków przez trzy dni świętowało w Ossie pod Rawą Mazowiecką. Najs! ;) Weekendowe wytchnienie poprowadziło z Ossy przez Kielce do domq, sympatyczny „ życzeniowy czas”, ostatnie przygotowania i święta nastały. Magia świątecznych rodzinnych chwil zdominowała serca i dusze nasze i kazała chłonąć każdą minutę! Wprawdzie bożonarodzeniowe świętowanie i rodzinno-znajomkowe biesiadowanie przedłużyło się o niedzielę, ale przecież przed końcem 2009 trzeba było jeszcze uskutecznić jakiś „ostatni” w tym roku trip. Wybór padł na… Ossę i test genialnej kuchni pod Grójcem „U Jakuba” (pyszne mięsa, zwłaszcza dziczyzna), a potem już tylko znajomkowe Puławy, klimatyczny Kazimierz nad Wisłą i koguty oraz Navaro-jazda przez urokliwą i ośnieżoną krainę wąwozów lessowych. Teraz już tylko ostatnie testerskie przygotowania do gorączKee Sylwestrowej Nocy! Kolorowe 365 dni sympatycznie zatoczyło koło! ;) Wskok w Nowy RokBiałość uśmiechniętego świata wprowadza nas ochoczo w 2010 rok! Teraz już przyszłoroczną rzeczywistość testować będziemy! I liczymy, że nam w tym pomożecie! Najlepszości i samych cudowności oraz mnóstwa pozytywów na kolejne dzionKee Nowego Roku życzymy Wam! ;) A dziś szampańskiej zabawy do białego rana i zdeptania parkietu...
|
(0 głos)











