| W poszukiwaniu końca Polski |
Spontaniczne pomysły są chyba najlepsze! Owszem, przemyślane idee są potrzebne, ale czasem warto wyzbyć się konkretnych planów i poddać biegowi wydarzeń, najlepiej stricte turystycznych ;) A w jaki sposób? Otóż na przykład poprzez „spontaniczne przecięcie całej Polski”, poprzez przemierzenie jej z południa na północ, startując od samiuśkich Tater, a kończąc na szumie fal Bałtyku… Jeszcze w środę wieczorem, po mocno pracowitym dniu, spacerowałam sobie po Zakopanem. Ja jedna i dzikie tłum turystów na Krupówkach. Ot, tak, jak gdyby nigdy nic, wybrałam się na dalekie południe. Po prostu chciało mi się zobaczyć Tatry ;) skąpane w jesiennej różnobarwności liści i skryte pod osłoną nadchodzącej nocKee! Ot, taKee kaprys! I jak tu zrozumieć kobietę?! Wcale nie jest to takie łatwe! Ponatychałam się więc tatrzańskim klimatem, zasmakowałam apetycznego placucha ziemniaczanego i niestety musiałam wracać, bo w czwartek czekał mnie mocno workowy day w Niepołomicach, a wieczorem przecież zaczyna się eskapada na odległą północ… Piątek pachnie już wolnym, bo zawnioskowałam o jednodniowy urlop. Mam więc long weekend i śmiało startuję po kolejne Testerskie przygody! Ruszamy z Krakowa w kierunku Skały (traska przywołuje wspomnienia z podróży z Sańką po Małopolsce i Ponidziu) i na tamtejszym kwadrato-rondzie, rondo-kwadracie odbijamy na Wolbrom, a dalej na żydowski Lelów. Ciekawostką komunikacyjną jest unikalny w skali europejskiej lelowski Rynek – z każdego rogu odchodzą dwie ulice. Ciekawostką turystyczno-religijną może być natomiast ohel (miejsce spoczynku) cadyka Dawida Bidermana, do którego corocznie na przełomie stycznia i lutego pielgrzymują chasydzi z całego świata. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie widziałam tego miejsca, ale, jak mówi żydowski obyczaj, najciekawszy okres na poznanie Lelowa to początek roku. Więc wszystko przede mną. Przedzieramy się przez Jurę Krakowsko-Częstochowską, mijając pięknie podświetlony zamek w Olsztynie. Pierwszy „wysiadkowy” punkt na trasie to Częstochowa. Obieramy oczywiście najpopularniejszy w całym mieście kierunek - Jasna Góra z klasztorem oo. Paulinów. Jakieś grupy pielgrzymkowe zbierają się już na wieczorną mszę świętą i Apel Jasnogórski rozpoczynający się o 21.00. Robi się tłoczno, chwila zadumy przy cudownym obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej i schodzimy ze wzgórza na spacerowe Aleje Najświętszej Marii Panny. Pani w sklepie robi bardzo dziwną minę, gdy pytam ją, czy dostaniemy u niej dopalacze… w postaci energetyzującego Tigera. Chyba nie zrozumiała mojej przewrotnej żartobliwej intencji. No cóż! Przecież musimy podładować jakoś akumulatory przed dalszą traską? ;) Kasztan w dłoń, szukam tych jeszcze zamkniętych, tych sympatycznie skrytych w zielonej kolczastej skorupce. Wsiadamy na/do Rovera i ciemną nocą tniemy w górę popularną „1”. Jest bardzo TIRowo, ale „czyściutko” - jak to dobrze mieć usłużnych kolegów na cb radiu. Łódź na lądzieNastępny spontan przystanek to lądowa Łódź. Dlaczego mielibyśmy tylko przeciąć miasto i lecieć dalej? Trzeba korzystać turystycznie z ciekawych miejsc napotkanych po trasie ;) Niewiele myśląc, decydujemy się na nocny spontan spacer po słynnej ul. Piotrkowskiej. I co? I warto! Przecież Łódź to nie tylko szanowane w świecie centrum włókiennictwa i największy w kraju ośrodek kinematografii (HollyŁódź z Łódzką Aleją Sławy powstałą na wzór Hollywoodzkiej Alei Gwiazd). To miasto bogate kulturowo, miasto ważnych imprez i wielkich znakomitości – na samej Piotrkowskiej spotykamy Tuwima odpoczywającego na ławeczce, Reymonta siedzącego na kufrze czy Rubinsteina grającego na fortepianie. Czyż nie jest klimatycznie?! Łódź stara się o przyznanie tytułu Europejska Stolica Kultury 2016 i ma q temu duże szanse! Ostatnim wydarzeniem, które na pewno bardzo mocno rozsławiło miasto, były świetnie zorganizowane Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Kobiet. Nasze ladies zdobyły wówczas brązowy medal, a chłopaKee wrócili z Turcji ze złotymi krążkami na szyi ;) GratKee dla biało-czerwonych! Koneserów sztuKee pochłonie architektonicznie Piotrkowska, którą zdobią neorenesansowe, secesyjne czy eklektyczne kamieniczKee, wille, pałace pochodzące z XIX i XX wieku, sukcesywnie odnawiane, nadające koloryt całemu deptakowi. W Łodzi nie brakuje fabrycznych zabudowań, tych zadbanych i zapomnianych, ale jak widać można jej sprytnie przekształcić w tętniące życiem obiekty, czego idealnym przykładem jest Centrum Manufaktura. Nie mamy czasu na zakupy, zresztą jest już ciemna noc i trzeba jechać dalej, bo długa droga na N przed nami. Power of RadioMijamy Łęczycę z XIV-wiecznym zamkiem, Włocławek z ulicami-przelotówkami przez całe miasto i docieramy do Torunia, gdzie wita nas policyjny lizak – na szczęście to tylko rutynowa kontrola, szofer miał dopuszczalną nocną prędkość. Świadomi bardzo późnych godzin nocno-porannych rezygnujemy ze spaceru po toruńskiej Starówce (pięknej i klimatycznej i dzięKee temu figurującej na liście UNESCO). Szkoda, ból turystyczny dokucza, ale będę dzielna, bo przecież w lipcu przemierzałam ostatnio miasto Kopernika. Natychamy się jednak nadwiślańską panoramą Bulwaru Filadelfijskiego i też jest pięknie! Zdradzę Wam pewną ciekawostkę, jako że Filadelfia jest miastem partnerskim Torunia, to ma swój Park Toruński. Z Testerskim bólem serca i skwaszonymi minami omijamy Stare Miasto. Wszystko wszystkim, ale przejażdżKee koło siedziby Radia Maryja ja osobiście nie umiem sobie odmówić! ;) Ciekawość kazała mi zobaczyć mekkę ojca Rydzyka. Ja wiem, wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale ojciec Tadeusz na pewno dałby mi rozgrzeszenie ;) SzybKee rzut oka na ciekawe obejście rozgłośni, ogródKee urokliwie podświetlone, bramy oznajmujące zakaz wstępu i inne elementy krajobrazu. Teraz czas odbić z „1” i wlecieć na krajową „55” w kierunku Grudziądza. Ogarnia nas dziKee śmiech, gdy na cb słyszymy jegomościa pytającego po 2 w nocy o hurtownię „Prosiaczek”. Pełna desperacja! Ale niestety, nie jesteśmy w stanie mu pomóc. Wlatujemy do Kwidzyna, który to nazwałam „miastem rond”, a powinien się kojarzyć z zamkiem kapituły pomezańskiej wzorowanym na zamkach krzyżackich. Następuje zmiana warty za kółkiem i teraz panna Kee będzie powozić limuzynowatego Rovera 75. Grunt, że brytyjska konstrukcja nie wyraża się w kierownicy z prawej strony. Z Żuław wkraczamy na Mierzeję Wiślaną, zostawiamy za sobą zwodzony most w Tujsku, Sztutowo i Kąty Rybackie. Nawigacja oznajmia „dotarłeś do celu” ;) Wylądowaliśmy szczęśliwie w Krynicy Morskiej, pokonując jakieś 650 kmów. Dochodzi 4.30, wszędzie pusto i cicho, szukamy idealnego miejsca na nietuzinkowy nocleg, najlepiej blisko plaży, ale niestety nie da się, na domiar złego nie ma gdzie zaparkować. Postanawiamy więc chrapsać w samochodzie w sercu Krynicy Morskiej, pomiędzy Zalewem Wiślanym a Zatoką Gdańską, a co?! Raz się żyje! I trzeba testować ;) Zresztą mój wariacKee pomysł tłumaczy fakt, że na horyzoncie nie widać żadnego obiektu, który przyjąłby w swe progi nas przed 5 rano i to po sezonie turystycznym. Niech żyje przygoda! Rozkładam fotel szofera i zapadam w krótKee sen, wiedząc, że rano obudzę się na końcu Polski ;)
|
- Anielsko-Diabelska S…
- Geologiczna odsłona …
- Trasa Wisła-Wierchom…
- Łyk etnografii we Wd…
- W p(r)oeuropejskim u…
(0 głos)









