Home Relacje Moje Greckie Wakacje...
Moje Greckie Wakacje...
Napisany przez Piotr Dziepak, z 07-11-2009 12:24
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Opinie 223    
Ulubione 16

...miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Miejsce do życia najlepsze na święta „któreśtam”. Jako człek kształcony geograficznie wszczepione i wyssane z mlekiem było mi zaiteresowanie swiatem i jego róznorodnością rozciągajacą się gdzieś dalej niż własne podwórko i trasa uporczywie pokonywana dnia każdego w korkach ustawicznych. Zaiteresowanie i chęci to jednak jedno a szare życie to zupełnie coś innego. Życie powiadają...podobno takie jest. Praca, Dzieci, praca ...ale przychodzą wakacje i kołaczące się pytanie ...no dobra ale co robimy...?

Jak zawsze kombinacja Kiedy? Gdzie? Za ile? Karkołomne salto wpasowujące się pomiedzy wszelkie terminy, checi i marzenia ,kolorowe katalogi a zawsze za cienki portfel. No tak tylko jeszcze jedna poprawka „Dzieci!” tramping w stylu „dzieci kwiatów” nie wchodzi w grę. Kilka lat temu już przekląłem Bałtyk na dobre i naście wakacji spędzonych nad tym akwenem przypieczętowałem kilkoma niewybrednymi wyzwiskami i siarczystym splunieciem w zielonkawą a lodowatą toń naszego narodowego akwenu skąpanego standardowym letnim deszczem. Niech diabli wezmą ten „umiarkowany klimat” budzący zupełnie nieumiarkowane emocje. Czarci nadali ten Golfsztrom! Nigdy więcej miało być już wiele lat temu nie mniej zawsze jakoś z powodów różnych ...Pobierowo, Chałupy, Kołobrzeg.....i jak zwykle to samo...ehhh. Ale nadszedł rok 2009 dzieci już wyrosły ...chrzanić osławiony jod, wodę 10stopni C, tydzień deszczu, wciąż te same mrozone niebałtyckie ryby w barach i inne pseudoatrakcje. Przypadkowo zupełnie rzutem na taśmę padło Grecja...dobra jedziemy...kolebka cywilizacj, filozofii...Greka Zorby i Sitraki, mityczna kraina żywicznego wina i takie tam! Ostatni tydzień wakacji, jakieś tam miasteczko wieś badziej, Riwiera Olimpijska (na mapie sprawdziłem dopiero dzień przed wylotem), jakiś hotel, znane towarzystwo, inne dzieci niemoje ale szczęśliwie w podobnym wieku, pogoda zamówiona...damy radę. Dzieci zachwycone pierwszy raz samolot i kraj inny niż Słowacja. Podróż i tak o rząd wielkości krótsza niż nad Bałtyk nawet pomimo opóźnienia samolotu. Na miejscu po północy ...ach te czartery.

Pierwsze wrażenie...

Już pierwszy rzut oka z balkonu rano rozwiewa watpliwości co do kolebki cywilizacji, żadnych tam brodatych gości w togach czy też przechadzających się dostojnie pieknych jak Wenus z Milo półnagich greczynek, za to hotel niby po remoncie i tabuny rodaków oraz naszych przyjacół z wielkiego kraju na wschodzie, co zasadniczo dererminuje zarówno standard samgo budynku jak i jakość napotkanej tam obsługi z którą bez chwalebnych wyjątków można się dogadać w naszym ojczystym języku. No ale przecież nie po to przeleciałem pół europy żeby siedzieć w hotelowym niemal klimatyzowanym pokoju i oddawaniu się naszemu narodowemu sportowi „Narzekaniu”. Od razu poczułem zew Tonego Halika i przy najbliższej okazji zaordynowałem idziemy w miasto, cokolwiek to znaczy w przypadku miasteczka Leptokaria. No ale jest plaża na samej plaży knajpki pełne dopiero wieczorem, jest cos w rodzaju „krupówek” czyli głównej ulicy obsianej szczelnie barami, restauracjami, kawiarniami i przeróznymi skalepami oferującymi wszystko czego może zapragnąć turystyczna stonka słowem szwarc, mydło....i koszulki z Turcji z każdym logiem świata. Powyżej targ z owocami (te bankowo greckie) oraz innym dobrem pochodzenia rodzimego a zwłaszcza nie. W sumie jest klimat koloryt i folklor ....no prawdziwa Grecja pomyślałem. Do czasu! Czar prysł w momencie jak w jednej tawernie znalazłem menu po polsku a kelnerem też był polak a inny niepolak całkiem z polskim językiem sobie radził. Zgrozo! To po co ja dzieciakom głowę suszę że angileski przynajmniej znać powinny, bo się przydaje wszędzie na świecie...bo international lengłicz itd.Potem było już tylko gorzej. W hotelu 80 % obsługi to polacy, tzw. animation team w większości także ziomale...no co robić? Uciekać? Kiedy zapłacone i to w wersji All in...! Jako rodzic wiem jak ciężko zywić jest współczesną młodzież której do życia zasadnoczo potzebna jest jedynie cola i chipsy, ale zawsze człek liczy na to że się w końcu młodzież opamięta i przynajmniej zacznie poszukiwać innych smaków, innych niż mielony klasik, kotlet z kapustą i rosół z makaronem. Ziemniaki wszak, mleko z kartonu, płatki kukurydziane, masło irlandzkie, coca cola i biały chleb na całym swiecie są zasdaniczo takie same, biorac pod uwagę że stanowiły one główne, a licznie jedyne składniki menu mojego syna wywalanie kasy na All In jest absolutną i bolesną finansową porażką tym dotkliwszą że ogólnie i tak mało je.

Kutrem na wyspę Skiatos...

Podczas wędrówki jednak i pozytyw się znalazł. White Tower szumnie nazwana przybudówka w kolorze białym (zasadniczo jedynm kolorze elewacji w Grecji) okazała się kopalnią fakultatywnych wycieczek w dobrej cenie często o połowę niższych od tych hotelowych. Zarząd nad przybytkiem sprawuje wyjatkowo wyluzowany półkrwi polak władający chyba wszystkimi jezykami świata czego świadkami byliśmy już nastepnego wczesnego poranka zasiadłwszy w fotelach mającego lata świetności dawno za sobą autobusu wiozącego nas serpentynami do portu gdzie czekał już równie „klimatyczny” jak autobus statek płynacy na słynacą ze złotego pisaku, portowych tawern i plenerów do Mamma Mia wyspę Skiatos. Jeszcze tylko szybka kawka w tawernie prowadzonej przez niemca, pyszne drożdzówki w maleńkim sklepiku na brzegiem morza i płyniemy. Jak w filmie gruby, upocony kapitan z petem w ustach zdezelowany kuter, górny pokład, zimne piwko znanej śwatowej marki bez większej liczącej się konkurencji w kraju Homera i Pitagorasa, ryczące greckie hella-disco, delfiny, karmione z ręki w locie morskie ptaszyska, zorba i darmowe podłe winko (jeśli w barze na statku litrowa flaszka kosztuje 4 Euro trudno mieć pretensje o jakość) No wreszcie jest „klimat” a wydana kasa okazuje się wyjatkowo udaną inwestycją. Po bodaj 4 godzinach rejsu wywalili nas na plaży w pobliżu podobno najlepszego hotelu na wyspie. Ciasno, gorąco, duszno...ale piasek faktycznie złoty...no bardziej srebrnawy...w wodzie unoszą się drobinki (miki jak sadzę) robi wrażenie i zostaje na skórze po wylezieniu z morza. Zaokęrtowano nas ponownie tym razem już krótki rejsik i 2 godziny na zwiedzanie miasta. Mało stanowczo za mało bo tak naprawdę czasu starczyło na zjedzenie czegoś w pierwszej napotkanej restauracyjce nie będącej fast foodem i przelezienie kilku ulic. Kelner obrazony na cały świat włada głównie greckim więc samo zamówienie czegoś z poprawką na ustalenie czegoś jadalnego dla dzieci (wyjątkowo męczace zajęcie) w dodatku rozdzielenie wszystkiego na 3 zmiksowane przy stolikach rodziny...masakra. Za to miejscowe piwko ...mniam.

Jest folklor na szczęście!

Po dłuższym czasie i minieciu drugiego piwka podano nawet dokładnie to co zamawialiśmy. Kelner wściekły, nawet bez znajomości miejscowego narzecza można było stwierdzić co mówił, dzwoniąc do swojej jak i się później okazało szefowej. Za to mussaka i sałatka grecka, niewiedzieć czemu nazywana przez miejscowych kreteńską, pycha! Obżarci ledwo dotoczyliśmy się do portu na wskazaną godzinę, jeszcze tylko zapas piwka na drogę powrotną, kilka fotek przepięknych uliczek i portu i spokojnym leszczem wracamy na kontynent. Spełnieni, opaleni, zmęczeni w blasku zachodzącego nad górami słońca przybiliśmy do portu gdzie cierpliwie czekał ten sam autobus.

Ach ta Riwiera Olimpijska...

Cóż Riwiera Olimpijska nie bez, jak mu tam Kozery...Jest i Olimp (foto)wielkość poteguje bliskość morza...robi wrażenie, jest też oczywiście opcja na wejście ...hmmm tyle że trudno ekipę jakoś było zerbać. Był plan na Zosie Samosię bieremy auto z rent-e-karu, jedziemy dokąd się da i potem na butach...zacny plan, ale samemu jakoś było mi nie sporo. Ktoś tam, za dużą flachę wina kupił, ktoś tam nie spał nocy część bo disco ważniejsze (ruski DJ). Dla innych leżenie na plaży fajniejsze...Cóż trzeba się było wkomponować jakoś, wszak wypoczynek a nie praca syzyfowa. Więc poleżeliśmy w spokoju w przerwach między kartami „zboczonymi” (foto), żarciem, lekkim pijaństwem, odwiedzinami handlujących byle czym obywateli Bangladeszu, siatkówka plażową a piłką wodną w basenie.

Przejęcie piłki przez zasiedzenie...

Piłkę wodną uprawialiśmy najczęściej to też zasadniczo została nam ona przypisana na własność zarówno jako najwytrwalszym graczom a także jako organizatorom permanentnych rozgrywek międzynarodowych, bez kontuzji się nie obyło, do dziś boli mnie gdzieś w okolicy obojczyka. Straty w ludziach muszą być i honoru drużyny narodowej trzeba bronić. Tydzień jednak mija nieubłaganie a nieśmiała myśl, może by tak tydzień jeszcze, nie znajduje u Rozsądku poklasku....za dwa dni się szkoła zaczyna...ja jak ja, no ale riebionki moje nowe rozdanie gimnazjum i koniec zabawy w szkołę bo klasa już 4.

Przemyślenia...

Stary i głupi już jestem. Sam sobie wkręcam czasem skutecznie, że kiedyś jeszcze. Wiem przecież że, drugi raz tam już nie pojadę więc Meteory jak i Olimp diabli wzięli na dobre, pozostaje tylko pomarzyć, że kiedyś jeszcze, wszak wiem już gdzie, jak i za ile. Kompromis powie ktoś? Może. Świadomy wybór raczej przy założeniu że święty spokój droższy niż góra złota, to bardziej. Sęk jednak w tym, że jest co pamiętać i chyba o to chodzi przy okazji podróży wszelkiej, bo niby mały lecz ogromny, zmienny i ciekawy ten świat nawet bez domieszki adrenaliny. Szkada tylko Olimpu i Skiatos zwłaszcza Skiatos! Przynajmniej wiem bez zbędnych prób, gdzie mógłbym w ciemno zamieszkać definitywnie lub prawie, opuszczając krainę lodowatego morza i kotleta schabowego. No dobra będę wpadał gdzieś w okolicy świąt któryśtam, bo na pewno nie na świeta bo ich nie lubię i mam ku temu swoje uzasadnione powody.

Opublikowane w : Ciekawe miejsca, Relacje z podróży
Słowa kluczowe : Grecja
Dodaj opinię Ulubione Poleć znajomemu Czytaj więcej
Naszą witrynę przegląda teraz 17 gości 
Nowości

Smak arabskiej Afryki

Niespodzianki lubi chyba każdy! A nagrody już na pewno każdy! Toteż afrykańskie klimaty miały być dla naszych trzech kobiecych „absolwenckich dusz” ukoronowaniem edukacyjnych zmagań! Podczas kolejnego, tym razem stricte babskiego

Wolność Połonin ;)

Coraz mniej turystów na szlakach, coraz więcej przestrzeni i ciszy tylko dla nas, coraz więcej wolnych miejsc do odpoczywania. Tak można było mówić jeszcze dwa tygodnie temu, gdy byliśmy z

BieszczadzKee spokój

Nigdy nie traktowałam Bieszczad tudzież Bieszczadów poważnie… Przyznaję się bez bicia! Zawsze wydawały mi się takie „nizinne” i stosunkowo mało pociągające. Zdecydowanie bardziej rajcowały mnie skaliste szczyty, delikatnie muskające nieboskłon

Jez. Duszatyńskie

Trzeciego dnia bieszczadzkiego majowego longera postanowiliśmy dość szybko opuścić Ustrzyki Górne, by nie przeciskać się w dzikim tłumie człowieków i ich wehikułów wijących się po tutejszych serpentynach. Obraliśmy kierunek Komańcza

Q źródłom Sanu

Q źródłom Sanu

BratysławsKee żar

Testowanie i tripowanie trwa w najlepsze – podróżniczy żywioł zbiera żniwo ;D Wakacje są nie tylko dla uczniaków i studentów czy też ciał pedagogicznych! Urlop należy się wszystkim! Dlatego też

Havrania Skała

Korki na Zakopiance to już standard! Przekonał się o tym chyba każdy! Nie ważne, jaki jest dzień, która godzina wybiła, i tak zawsze trafi się na jakieś roboty drogowe, na

USA w pigułce

Usa w pigułce

Elbow Falls

Jeśli lubisz mocne doznania i piękne krajobrazy, to nie mogłeś lepiej trafić! ;D Lektura tego artykułu pomoże Ci przenieść się w zupełnie inny wymiar! Do świata, gdzie nie liczy się

NadDUNAJskie stolice

Yolok podkiwanok! Meine Damen und Herren! Herzlich willkommen! Ako se mate? Brzmi dziwnie? Toż to piękne powitania w języku Węgrów, Austriaków i Słowaków ;D czyli narodów, które bliżej poznamy dzięKee

Innsbruck na weekend

Z przyjemnością podzielę się z Wami moimi wrażeniami z pobytu w uroczym miejscu, położonym w samym sercu gór Nordkette – Innsbrucku. Wyjazd do austriackiego miasteczka miał charakter ściśle biznesowy, jednak

Finezyjne nazwy

Na mapie naszej ojczyzny nie brakuje iście finezyjnych i niekonwencjonalnych nazw. Co powiecie na ciekawo-brzmiące miejscowości Skajzgiry, Świnoroje, Cimochy, Bindziuga? ;) Chcielibyście tam mieszkać? A jak Wam się widzą zielone

Pączkowanie...

Dzień wolny od codziennych obowiązków natury zawodowo-prywatnej to w mym słowniku „dzień pełen podróży i testów”! Życzę i Wam, byście myśleli tymi samymi kategoriami, bo wojaże dają niesamowitą wolność, ogromną

Wszędzie zima...

Zobacz galerięDla Testersów nie ma rzeczy niemożliwych! My musimy wszystkiego spróbować! W końcu jesteśmy Testersami z krwi i kości! Musimy czuć smak przygody muskający dusze nasze i doświadczać mocnych uderzeń

http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/920856Tunezja.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/483793ludzio__cisk.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/919575bieszczadzkee_spok__j.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/189363chryszczata.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/308550__r__d__a_Sanu.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/493179bratys__awa.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/332846havrania.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/680667usa.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/121106elbow_falls.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/887339nadDunajskie.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/169369innsbruck.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/993557swornegacie.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/461373roztocze.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/551313zima.jpg
  • 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
-strefa

             | 
-estersi Online
Brak
PrzeTestowane Punkty
GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN
ContentMap by Turismo.eu

Małopolska i Ponidzie

News image

 Często to, co mamy pod nosem, jest nam obce i dalekie… Często jesteśmy jak Pan Hilary i tak jak on nie zauważył własnych okularów, tak my nie widzimy interesujących m...

Krywań - słowacka odsłona T

News image

Tydzień w tydzień Tatry i to słowackie...pobijamy rekordy wysokości;) zaliczamy Dach Polsko - Słowacki. Duuużo szczytowań jeszcze zostało, ale wszystko się zrobi. Tym razem padło na symbol Tatr Słowackich -...

Kartograficzna wyspa Pag

News image

Genialnym miejscem na realizację kartograficznych praktyk terenowych dla studentów geologii z krakowskiego AGH okazała się chorwacka wyspa Pag. Miejsce idealne, wymarzone na wakacje – lazur Adriatyku, kamienista plaża pr...

Babia Góra - zimowy extreme

News image

Babia extreme - Inauguracja górskiego sezonu 2009. Styczeń, półdniowy wyjazd do Zawoi, warunki złe, zagrożenie lawinowe, mgła i opad śniegu nie wróżą łatwego wyjścia pomimo tego, że z przełęczy Krowiarki ...

Niedzielny Zurych - Eugen 2

News image

Szybko podjęta decyzja o uczestnictwie w Europejskim Zlocie Geologów - Szwajcaria 2008. Dojazd trzeba było sobie zorganizować. Padło na autokar relacji Kraków - Zurych (Bermuda travel) Z Krakowa wyjeżdżamy w...

Bratysławski żar

News image

W rytmie walca wiedeńskiego i w strugach żaru lejącego się z nieba przemierzamy urokliwą, aczkolwiek wciąż jeszcze niedocenianą Bratysławę. Dlaczego turyści nieświadomie zamykają się na słowacką stolicę? Może dlatego, ż...

Więcej w: Galerie z podróży

-
+
3