| Wyprawa Łysica i Łysa Góra |
Być po raz n-ty w Kielcowie i nie splądrować nowej, nieznanej jeszcze okolicy? Nie ma takiej możliwości! Tym razem testersKee zapęd pogonił mnie w Góry Świętokrzyskie. Niedzielny pomysł na letkie wrześniowy hiking rozpoczęłyśmy z Młodą od Łysicy, a zakończyłyśmy na Łysej Górze. Na dzień dobry zaopatrzyłyśmy się w mapkę w pobliskim Tesco i świadome możliwości traso-kombinacyjnych ruszyłyśmy q siostrzanej przygodzie. Ciekawych miejsc jest tu pod dostatkiem! Po co jechać główną ruchliwą drogą skoro można poplądrować punkty odsunięte od krajowej szosy? Mijamy więc lotnisko w Masłowie i przez Ciekoty, w których młodzieńcze lata spędzał Stefan Żeromski, docieramy do Świętej Katarzyny. Czerwony szlak rozpoczyna się przy XV-wiecznym Klasztorze Bernardynek i szybko wkracza na teren Puszczy Jodłowej strzeżonej przez postawnego rangera (strażnik leśny rodem z filmów o Chucku Norrisie ;) Na wstępie uiszczamy symboliczną opłatę za wkroczenie na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego i już pełnoprawnie możemy dreptać q Łysicy. Pomnik Stefana Żeromskiego, źródełko, drewniana kapliczka. Cisza, spokój, beztroska. Zieleń lasu i błękit nieba. Konary drzew i pojedyncze ostre skały tworzące czerwono-szlakowy chodnik. Jednak przyjemny spacer nie trwa długo, bo i wysokość nie jest jakaś oszałamiająca. Gołoborza przed nami, więc edu-wspomnienia z zajęć z geologii ogólnej z I roku studiów na AGHu ożywają ;) Dwa kroKee i za chwilę jesteśmy na szczycie. Szczytowanie na Łysicy Szaleńcze 612 m n.p.m. padło! Królowa Gór Świętokrzyskich zdobyta! Drugie śniadanko w wydaniu Activia & ciasteczka zbożowe Lu znacznie lepiej smakuje w plenerze. Studiowanie mapy udowadnia, że (teoretycznie) czerwonym szlakiem możemy dotrzeć aż do Łysej Góry, ale my pasujemy z taką dłuższą wędrówką, bo musimy wracać do wehikułu i gonić dalej! Jednak co się odwlecze, to… ;) W niespełna pół godziny znajdujemy się w punkcie startu i czas na następną przygodę. Teraz pora na centrum satelitarne w Psarach. Gdy widzę czerwono-biały znak drogowy, przypominają mi się słowa staruszka z Puszczy Augustowskiej – „tam, gdzie nie wolno wjechać, trzeba wjechać” ;D Podążając ideowo za mottem doświadczonego życiem jegomościa, wjeżdżamy mimo zakazu… I co widzimy? Ogromniaste talerze i znaKee Telekomunikacji Polskiej. Rzut oka na okolicę i zwijamy się zanim ktoś nas zwinie ;D Przepiękna panorama na Góry Świętokrzyskiego towarzyszy nam w drodze powrotnej do Bodzentyna. Owszem, jadąc w kierunku Nowej Słupi, miejscowość Bodzentyn można ominąć, ale my tego nie czynimy, bo i po co? Przecież Testerska relacja z podróży pełna być musi! A ciekawych miejsc odpuszczać nie wolno! Bodzentyn...W Bodzentynie zwiedzić można dwa rynki, jeden parkowy, zapewne starszy i drugi brukowo-przystankowy, tak stylowo-inaczej ;) Gdy doskwiera głód, można wprawdzie poczekać do godziny 14, kiedy to otwierają się lokale serwujące jadło, głównie w stylu fast food, ale my pięknie podziękujemy za takową konsumpcję. Warto też przejść w stronę kościoła św. Stanisława, by obfotografować omszałe ruiny zamku skąpane w słońcu i błękicie nieba. Miło przysiąść na murach i pomyśleć, że jest niedziela i nie trzeba się nigdzie spieszyć… Z Bodzentyna kierujemy się czarnoszlakowo-rowerową Drogą Kokanińską q Nowej Słupi, a stąd już niebieskoszlakową Drogą Królewską na Łysą Górę (595 m n.p.m.). Parkingowy nie przepuści przecież żadnego auta, ale o dziwo sam porusza się z prędkością światła mimo słusznej masy. Wszystkich kieruje na olbrzymi parking iskrzący różnobarwnie od niezliczonej ilości czterokołowców. KijKee hikingowe zostawiam w Aurisce, bo raczej się nie przydadzą. SzybKee spacerek wzdłuż drewnianych stacji Drogi Krzyżowej i już jesteśmy na górze. Na Łysej GórzeTrochę Kamoli, konarów i stopni schodów. Najśmieszniejsze w tej całej wędrówce było podpatrywanie iście niedzielnego ubioru turystów. Ja rozumiem, że na górze jest klasztor, ale... Kobiety mnie zaskakiwały z każdym krokiem! Królowały bluzKee, żakiety, spódnice i eleganckie torebKee. Były legginsy i tuniKee, baletKee, japonKee i nawet szpilKee się znalazły. Szok! Nie zabrakło garniturów, wyprasowanych koszul, mokasynów, kapeluszy… Totalna rewia mody! Można się nauczyć „górskiego stylu”! Długo nie mogłam otrząsnąć się z odzieżowego szoku, jakiego doznałam podczas tego spacerq… A może to ja i Sańka byłyśmy ubrane niewłaściwie? Nie wiem, zgubiłam się w tym zapatrzeniu na niedzielnych turystów. Jedno jest pewne, wszyscy napotkani Homo sapiens mieli stroje niezwykle oryginalne, jakby wstali od niedzielnego obiadu… Istny misz masz stylistyczny! Absurdalnie proste – jak w reklamie Heyah! ;D Po wyjściu z lasu wkroczyłyśmy na polankę, ale przystanq nie będzie, bo już jesteśmy na Świętym Krzyżu ;) Niegdyś mieściło się tu Opactwo Benedyktynów, dziś zaś znajduje się Klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Wzgórze słynie z przechowywanej relikwii Drzewa Krzyża Świętego i pełne jest interesujących zabytków. Warto obejrzeć wnętrza kościoła i barokowej Kaplicy Oleśnickich. Krypta Jeremiego Wiśniowieckiego i Muzeum Misyjne z fantastycznymi eksponatami z różnych części globu też nie może być pominięte. Gastronomicznie i refleksyjnieWarto odwiedzić Jadłodajnię „Pod Aniołami”, ale trzeba uważać, by nikt z kolejki nie skradł Wam sprzed nosa kartaczy! Tak szybko znikają! Nas dwie to niestety spotkało i musiałyśmy wybrać z menu inną pozycję, ale równie smaczną. OKee, to teraz krótko przedstawię Wam nasze odczucia na temat Świętego Krzyża - malownicza sceneria, piękna panorama i ciekawa architektura. Udane trio! Warto więc się przespacerować ;) Jednak geologiczna pasja ciągnie mnie jakoś bardziej na gołoborza! Wkraczamy na metalowy taras widokowy i podziwiamy rozległą panoramę na województwo świętokrzyskie. Nie brakuje tablic informacyjnych – przydatny element infrastruktury turystycznej! Godny pochwały! Doświadczam geologicznych inspiracji, patrząc na gołoborza ;) Powstały one w epoce plejstoceńskiej w procesie mechanicznego wietrzenia piaskowca kwarcytowego (kambryjska skała osadowa). Czyli mówiąc normalnie, skała pękała na skutek zmian temperatury i innych warunków atmo. Moc matki natury nie zna granic! Ale już pogański wał kultowy utworzony z gołoborzy powstał z udziałem człowieka. Natura zrobiłaby to zupełnie inaczej, mniej regularnie poukładałaby fragmenty skał ;) Taka moja dygresja, zrozumcie geologa z wykształcenia. A z czego jeszcze słynie Święty Krzyż? Otóż z sabatów czarownic, które przylatywały na górę na miotle i odprawiały tu swe tajemnicze gusła. Dziś też kilka czarownic można było odnaleźć w tłumie ;D Jak widać, tradycja jest ciągle żywa! Z uśmiechami na ustach mijamy Radiowo Telefoniczne Centrum Nadawcze Kielce-Święty Krzyż i kierujemy się do autka, by po apetycznych włoskich lodach skonsumowanych ochoczo w Nowej Słupi zatankować Auriskę i pogonić do Kielc. A tam już tylko pasywny chillout wieczorny! ;)) Zobacz galerię z wyprawy
|
- Łyk etnografii we Wd…
- W p(r)oeuropejskim u…
- W poszukiwaniu końca…
- Moje Greckie Wakacje…
- Ciekawe miejsca Mało…
(0 głos)












