| Napisany przez Kinga Gnaś, z 07-09-2009 13:57 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
1202  |
|
|
|
Kolejne nutKee turystyczno-przygodowej melodii rozbrzmiewały z każdym krokiem stawianym w Słowackim Raju. Nie byliśmy ani w piekle, ani w czyśćcu, po prostu wylądowaliśmy w raju ;P Zielonym szlakiem ochoczo przemierzaliśmy wąwóz Sucha Bela, gdzie na długości 3,5 km czekało wiele atrakcji. Wspinaczka po metalowych drabinach, pokonywanie drewnianych i metalowych kładek, schodów, łańcuchów, skoKee przez koryto górskiego potoku, kamienie i zwalone drzewa pod stopami, przeciskanie się przez wąskie przejścia między skałami - to właśnie TygrysKee lubią najbardziej! ;D Pierwszy tur-korek pojawił się przy metalowych drabinach przy Misowych Wodospadach. Zator powodują oczywiście turyści, którzy obowiązkowo muszą mieć pamiątkowe zdjęcie z lejącą się z góry wodą i prowadzącymi wysoko w górę drabinami. Droga jest jednokierunkowa, więc nie ma odwrotu! Ale nie ma się czego bać, tylko los w swe ręce brać ;) Dalsza trasa wiedzie równie malowniczo i usłana jest miejscami, które udowadniają, że niesztampowe wędrówKee są znacznie ciekawsze aniżeli monotonne dreptanie przed siebie! Emocje nie będą sięgać zenitu, ale zapewne nie jedna osoba poczuje dreszczyk pozytywnych emocji i wzrost adrenalinKee we krwi! Kilka chwil dreptania i słychać szum Okienkowego Wodospadu, a nieco dalej wodna strużka informuje o istnieniu Korytowego Wodospadu. Wkraczamy w las, który wąwozowo wyprowadza nas na Suchą Belę 959 m n.p.m. Stopa staje na asfalcie, ale szybko z niego schodzi, o jak dobrze! Bo asfalto-hikingu nie zdzierżę! Zmieniamy zatem kolor z zielonego na żółty i żwawym krokiem zmierzamy q Klastorisku, przecinając po drodze punkt zwany Pod Vtacim Hrbom – cokolwiek, by to nie było ;D A tu już obowiązkowo zmarzlina, czyli lody na patyku, skonsumowana w schronisko-bufecie i rzut oka na mnogość tras w Słowackim Raju. Jednogłośnie postanawiamy, że następnym razem wypuścimy się tu na dłużej! Dalsza zmiana barw i teraz czerwonym szlakowskazem podążamy do Letanovskiego Mlyna. W grę wchodził jeszcze wariant zielony i żółty, ale bezapelacyjnie zwyciężył czerwony, gdyż pozwala na dłuższą wędrówkę Przełomem Hornadu, a o to nam przecież chodzi ;D Wkraczamy w energiczny świat ruchomych wiszących mostów, poluzowanych łańcuchów, licznych schodów, metalowych kładek przymocowanych do skał i zawieszonych nad wodami górskiej rzeki ;) Robi się coraz ciekawiej i barwniej ;P Szlak wije się wraz z Hornadem, a my z nim. Raz woda jest z prawej, raz z lewej strony. Według mapy mieliśmy się tak „zamieniać stronami” przez 2h15minut, ale w rzeczywistości znów okazaliśmy się szybsi. Za szybcy, za wściekli?! ;D Extremalne przygody to mój żywioł, dlatego nie mogę się doczekać kolejnej active eskapady! Najlepiej w siostrzano-sąsiedzkim towarzystwie!
|