| Mazurski chillout jachtowy |
Mazury czekały na mnie, a ja na nie aż połowę mojego istnienia… Stanowczo zbyt długo! Jednak błogosławieni cierpliwi, albowiem dane im będzie to, czego pragną ;) Chciałam powrócić do Krainy Tysiąca Jezior i owo „chcenie” się spełniło! Fantastyczne wakacyjne momenty z dzieciństwa w tych ciekawych i pełnych uroku miejscach nie wymazały się z pamięci. Dawne obrazy mazurskich krajobrazów i wspomnienia beztroskich chwil pozostały żywe. Teraz, po latach nadszedł czas, by zweryfikować swe różnobarwne retrospekcje i dopełnić dotychczasowy mazursKee relax przygodą zwaną żaglami! ;) Kapitan z patentem żeglarskim był, załoga się szybko skompletowała, chęci gnały do przodu, nie pozostało więc nic innego jak wyczarterować jacht i płynąć q słońcu i przygodzie! Sierpniowy long weekend był idealnym terminem na urlopowo-wakacyjny start. Mimo że eskapada wiodła prawie przez całą Polskę (bo z Krakowa do Węgorzewa), a Corsiaka zapakowaliśmy pod sam dach, to było bardzo komfortowo i bezproblemowo, zarówno w autq jak i na drodze. Suma sumarum, patrząc na natężenie sobotniego ruchu, stan polskich dróg, roboty i obładowanie naszego wehikułu, to szybciorem dotarliśmy do Węgorzewa, pokonując jakieś 600 kmów. Właśnie tu, na mecie, nasza krakowsko-śląska czwórka w składzie Maniello, Bart, Krzyniek i ja, zgarnęła sympatycznego Grzegorza z Gdyni. Owszem, rozrzut geograficzny uczestników rejsu spory, jednak najważniejsze są chęci i wspólny cel ;) W węgorzewskim porcie czekała już na nas mityczna Helena (na szczęście nie Trojańska), czyli wyczarterowany jacht Tango 730 – to on teraz będzie nam domem, sterem i okrętem! ;) Rozpoczęliśmy akcję „opróżnianie Corsiaka i przenoszenie gratów na pokład”. Efekt 4S osiągnięty, czyli wszystko „szło stosunkowo szybko i sprawnie” ;D Już na wejściu, cała misja przeładunkowa przyniosła nam nowe ksywKee, od teraz jesteśmy z Marzenką - Matką i Fuhrerin ;D Przydomki nadane przez Grzegorza przypadły nam do gustu i od czasu do czasu funkcjonowały w żeglarskim żargonie. Po rozlokowaniu wszystkich zabawek w jaskółkach i bakistach mogliśmy oddać się relaxowi, wychylając złocistego puchara na pokładzie. Mhmmm… Ahoj żeglarska przygodo!Z niedzielnym przedpołudniem wyruszamy w mazurski rejs ;) Wypływamy z portu w Węgorzewie, „silnikując” rzeką Węgorapą i Kanałem Węgorzewskim, by po chwili wkroczyć na bezkresne wody Jeziora Mamry i zasmakować przygody prowadzącej na największe polskie jezioro, Jezioro Śniardwy. Żeglowanie odkrywa przed nami swoje tajemnice, a my nasyceni „wizją morskich podbojów” zgłębiamy arkany wiedzy teoretycznej i wdrażamy ją w życie. Kapitan wydaje komendy, raz po raz słychać „prawy szota fok wybierz”, „lewy szota fok luz”, „zwrot przez rufę”, „postawić fok”, „opuścić miecz”, rzucić kotwicę, chronić burtę i inne takie fachowe sformułowania padają za plecami. Z każdym ćwiczeniem nasz „żeglarsKee repertuar czynnościowy” powiększa się, podobnie zresztą wzrasta rozpoznawalność nutek żeglarskiej muzyKee. W portach biesiadujemy ochoczo w iście szantowym klimacie, zrywając struny głosowe i depcząc niejeden parkiet. A na wodzie? Total chillout połączony z szumem wiatru, bryzgiem fal i muskaniem promieniami słońca trwa w najlepsze. Codziennie jesteśmy gdzieindziej, codziennie doświadczamy nowych przygód, codziennie jest niecodziennie! ;D Jest klimatycznie, jest inaczej! Żagle to świetny odmóżdżacz! Super odcinka od myślenia o otaczającej rzeczywistości, od obowiązków! Wyrzucasz zegarek, bo nie jest Ci on do szczęścia potrzebny, wyłączasz komórKee, a zwłaszcza służbówKee! Cieszysz się wolnością duszy, pięknymi krajobrazami, życzliwością innych żeglarzy, po prostu cieszysz się chwilą ;) i na nic nie zwracasz uwagi! Jesteś na wy-raju ;D Jednak jedno jest ważne i na to trzeba zwrócić uwagę. A co gorsza zupełnie nie mamy na to wpływu - na żaglach to właśnie nieprzewidywalna pogoda dyktuje warunki… Potrafi być pięknie, ciepło i słonecznie, z dobrym wiatrem umożliwiającym szybkie pływanie, ale za chwilę aura może się zmienić diametralnie. Temperatura spada momentalnie, konieczne są cieplejsze wdzianka, a najlepiej mieć jakiś windstoper pod ręką/nogą ;) Na niebie kłębią się ciemne chmury i zaczyna padać, a żeglować trzeba… Innym razem jest dość ekstremalnie, bo wiatr wieje jak szalony, jachtem rzuca na boki, bo taka jest fala, przechyły są ogromne, buja… ale i tego trzeba doświadczyć. Chociaż może niekoniecznie polecam stan pogodowy, w którym następuje rozerwanie grota (tylny żagiel, ten bliżej rufy), bo dryfowanie na silniku albo płynięcie na samym foku do zbyt przyjemnych i szybkich nie należy...Taka przygoda spotkała nas we wtorek na Jez. Jagodne, gdy płynęliśmy ze Sztynortu w stronę Mikołajek. Wieczorową porą musieliśmy więc zacumować niedaleko wioski Skorupki i spać „na dziko”. Jednak to też ma swój niewymowny urok ;) spokojna tafla jeziora, zachód słońca, gwieździste niebo, grill nad brzegiem jeziora i biesiada na rufie i dziobie do rana. Portowych imprez w Giżycku czy Mikołajkach też trzeba zasmakować, no i obowiązkowo trzeba zjeść rybkę – polecam talerz mazurskich ryb w wersji „4smaKee” szczupak, lin, płotka i sielawa. Mniami! Obowiązkowym kulinarnym specjałem są też gofry z owocami i… czerwone winko na kei sączone przy blasku gwiazd oraz zimne piffko na hamaku w Sztynorcie. Just carpe diem! ;) Mazury w pigułce czyli podsumowanieAll in all, w przeciągu ośmiu dni mazurskiego żeglowania przemierzyliśmy traskę z Węgorzewa na Jezioro Śniardwy, pokonując w sumie 17 jezior i 8 kanałów. Wystartowaliśmy od Jez. Mamry, potem było Jez. Przystań, gdzie zacumowaliśmy, by przespacerować się do pohitlerowskich bunkrów z czasów II wojny światowej, podobny obiekt do Wilczego Szańca w miejscowości Gierłoż koło Kętrzyna. Acha, pobliską wyspę Upałty można minąć z dwóch stron, by dostać się na Jez. Kirsajty, a dalej na Jez. Dargin, skąd przewężeniem pośród tataraku wpływa się do bardzo ciekawego i malowniczo położonego Sztynortu. Następny dzionek (poniedziałek) wiązał się z eskapadą do Giżycka, a traska wiodła głównie przez usiane wyspami Jez. Kisajno q Jez. Niegocin, do którego prowadzi Kanał Giżycki. Nie lada atrakcją dla żeglarzy i turystów jest obrotowy most otwierany tylko w określonych godzinach. Interesująco wygląda sznurek jachtów czekający na przepłynięcie kanału. Szukałyśmy z Marzenką yet-ski, ale nigdzie nie było wypożyczalni skuterów wodnych, więc musiałyśmy się zadowolić kajakiem – też fajno! Wtorkowe przygody na długo zapiszą się w naszej pamięci, bo to właśnie tego dnia przerwało nam żagiel… Nieodzowne były więc kapoKee i cieplejsze ubrania oraz mapa, by nie stracić orientacji, gdzie jesteśmy i gdzie mamy płynąć. Znad Jez. Niegocin kierowaliśmy się na Jez. Boczne, Kanał Kula, felerne dla nas Jez. Jagodne, Jez. Szymoneckie, pokonane na silniku dwa jeziorka Jez. Szymon i Jez. Tałtowisko. Przystanią był brzeg Jez. Tałty niedaleko Skorupek, grillowo-gwiazdowo-genialnie ;) W środę pokonaliśmy krótki dystans między Skorupkami a Mikołajkami, bujając się po jednym jeziorze – Tałty, ale popołudnie i wieczór były bogate w atrakcje różnej maści. Czwartkowy cel dopłynięcia na największe polskie jezioro, czyli słynne, lecz niesławetne Jez. Śniardwy został osiągnięty mimo prawie bezwietrznej pogody. Dwa lata temu rozegrał się tu biały szkwał, prawdziwa tragedia dla wielu żeglarzy, dramat ten tylko potwierdza, że z pogodą na Mazurach nie ma żartów… Czeka nas powrót na Jez. Mikołajskie i pozytywna wizja kąpieli i spanka „na dziko” na Jez. Tałty gdzieś nieopodal miejscowości o tej samej nazwie. Co dalej? Mega słoneczny piątek to dzień jezioro-podobny do niechlubnego wtorku, ale aurowo-sprzeczny, bo grzje na maxa! Znów długi dzionek pływania, czyli tak jak być powinno ;) No i nocka w Giżycku w drugim porcie nad Jez. Niegocin, tym razem zacumowaliśmy w LOKu. Ze słonecznego piątkowego nieba nic nie pozostało, bo żar tropików zastąpiła sowita sobotnia zlewa. Męska część załogi przejęła ster i kontrolę nad żaglami, gratis dopstali stylowe parasolKee, a my jak przystało na ladies zaszyłyśmy się na dziobie i oddałyśmy beztroskiemu błogostanowi ;) Owszem, portowe sztynorcie hamaKee kusiły again, ale nie było szans na leżakowanie, bo lało niemiłosiernie. Zmuszeni do siedzenia na jachcie biesiadowaliśmy w najlepsze w ciepełq łodzi, racząc się rozmaitymi trunkami i konsumując zamówione w porcie apetyczne pizze. Kalorii nam dzisiaj dostatek – wymówką może być pogoda… Czy czwarta rano to świetna pora na filozoficzno-etyczne rozmowy? Najwyraźniej tak, patrząc na sytuację! …Powrotów nikt z nas nie lubi, więc banana na ustach nie było, ale serducha radochą tryskały i o to właśnie chodzi ;) Free Ur mind! Niedzielny dryf w dwufazowej pogodzie w wersji słońce i ciepełko versus deszcz i ziąb zakończyliśmy w Węgorzewie w porcie Keja. Nasza mityczna Helena spisała się dzielnie i co więcej, stwarzała świetną płciową równowagę, bo dzięKee niej był remis 3ladies i 3meny akcentujący równouprawnienie ;D Chociaż naszym męskim towarzyszom wszystko było wolno – mogli posprzątać jacht w środku, wyczyścić pokład, umyć gary ;D Ostatni apetyczny posiłek (własnej produkcji kulinarnej) skonsumowaliśmy na jachcie, spakowaliśmy wszystkie manele, na szczęście było ich mniej, posprzątaliśmy naszą Helenę i w rytm Tanga 730 ;P ruszyliśmy na ląd! Oczywiście, jesteśmy gotowi i baaardzo chętni na powtórkę mazurskiej przygody Jeszcze odwiedzimy to ekscytujące i ciekawe miejsce:). Kraino Tysiąca Jezior bądź pewna – wrócimy do Cię! ;)
|
- Szlakiem polskiego O…
- Niedostępny Trójstyk…
- Navarą przez Puszczę…
- Turystycznie q firmo…
- sKeeKam w Raju…Słowa…
(0 głos)









