Home Relacje Asfaltową nitką Ponidzie i weekend wielopunktowy
Asfaltową nitką Ponidzie i weekend wielopunktowy
Napisany przez Kinga Gnaś, z 26-05-2009 00:00
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Opinie 505    
Ulubione 22

Wszystko zaczęło się już w czwartek. Eskapada na południe ubarwiona fantastycznymi panoramami Pogórza Wielickiego, a potem view na górKee - kochane Tatry, rzecz jasna. Zanim jeszcze dobiłam do portu, czyli do Zakopanego, musiałam odbyć letKee hiking Doliną Kościeliską. Obowiązkowo też „zahaczenie” o Słowację – skoro jest się tak blisko ;) A tamtejsza kuchnia kusi regionalizmem i kręci nozdrza zapachem afrodyzjakowej cesnakovej! Chociaż oscypek z boczkiem i żurawiną w Stek Chałupie też był najs! Nie zabrakło oczywiście dramatycznie zatłoczonych i skomercjalizowanych do cna Krupówek oraz fantastycznej inaczej Gubałówki… Nie ma to jak dostać się kolejką górską na szczyt ;/ Rehabilitacją były widoKee ośnieżonych Tatr i apetyczna góralska kuchnia. Piątkowo-nocny powrót z konfe firmowej trochę tak „na okrętkę”, bo przez Mszanę, Limanową, Trzcianę, Gdów i Wieliczkę do Kraka i do tego w okropnych warunkach atmo. Oberwanie chmury?! Na mieszkanq szybkie przepakowanko i „czas iść spać, a nie marudzić”, jak rymuje Grammatik, bo w sobotę rano kolejne przygody ;) Zgarniam Betkę o poranq i Testersów objazdóffka q domowi memu zaczyna się w najlepsze! Pocżatkowy odcinek zaplanowanej trasKee to Proszowice – Kazimierza Wielka – Wiślica, było malowniczo. Pierwszy przystanek nastąpił w miejscowości Chotel Czerwony, czyżby celowo opatrzonej błędem ortograficznym? Spotkany jegomość (chyba ksiądz?) otworzył nam wrota tamtejszej świątyni i w jej murach… porównywał swoją Corsę C do mej Corsy D. Oryginalnie! A miała być religijna kontemplacja… Geologiczny aspekt Chotelu Czerwonego wyrażał się niewątpliwie w obecności gipsów, które stanowiły podłoże wiekowego kościoła i przybierały przy tym interesujące kształty - „jaskółcze ogony”. Wprawdzie Xiądz ruszył za nami, ale Ople nasze podążyły w zupełnie innym kierunku. Jednak chyba „wszystkie dorogi prowadzą do… Buska-Zdroju”, bo wyprzedziłam xiędza na 776. No cóż, chyba będzie mi to odpuszczone? Przekraczanie prędkości też bez pokuty jakiejś szczególnej poproszę ;D W samym Busku dreptałyśmy z Betką po parq zdrojowym, napychając się ciszą, zielenią i świeżym powietrzem, kręciłyśmy się po uliczkach tu i tam, pociumkałyśmy smakowitych ciast regionalnych. Wprawdzie biernie, ale jednak! uczestniczyłyśmy w corocznej imprezie Spotkania z Folklorem. Po prostu zabrakło nam odpowiednich kreacji. Czytaj, nie było kapelusików, żeby wyjść na scenę i zacząć show taneczno-wokalny. Degustowałyśmy tamtejsze wody mineralne i nawet się w nie zaopatrzyłyśmy, w takim dużym sklepie przy samym uzdrowisku, szklane butelKee sprytnie ukryłyśmy pod fotelami Corsiaka ;P

 Dalej nitką ponidzia

Komu w drogę, temu czas! Następne punkty na trasie czekają, więc nie ma to tamto, trzeba jechać dalej! Drogą nr 73 pocięłyśmy q Stopnicy, a stamtąd przez Kargów do Szydłowa, miasta otoczonego XIV-wiecznymi murami. Wszystko to sprawka króla Kazimierza Wielkiego, miał gest pan i władca średniowieczny! Wolnym krokiem przemaszerowałyśmy wzdłuż ciekawie położonego kościoła, a przecinając po skosie Rynek, dotarłyśmy na zamek. Odniosłam dziwne wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał, ale brakowało mi rycerza w lśniącej zbroi, by przekonać samą siebie, że jesteśmy siedem wieków do tyłu… Wędrówka wzdłuż murów i przez jedyną ocalałą bramę przedostałyśmy się na drugą stronę drogi, by móc przyjrzeć się z bliska piaskowcom odsłaniającym się nieopodal. Takie nasze geologiczne odchylenie od normy ;) Kurozwęki, czyli zestaw urokliwy pałacyk i stada bizonów, są nam znane, więc podążyłyśmy dwuśladem mym do Staszowa. Błyskawiczne zwiedzanie miasteczka polegało tylko na spacerq wokół Ratusza stojącego na środku Rynku. Dlaczego takie ekspresowe tempo w Staszowie? bo trzeba gonić do Bogorii, a stamtąd na zamek Krzysztopór w Ujeździe. To musi zobaczyć każdy! Fenomenalna budowla o gigantycznych rozmiarach dominuje w krajobrazie! Genialnie wygląda z lotu ptaka. Wzniesiona na bazie… kalendarza – 4 baszty (na wzór 4 pór roku), 52 pokoje (tygodnie), 365 okien (dni w roku). O rodzie Ossolińskich można tu usłyszeć nie jedną historię, ale trzeba mieć trochę więcej time’u. Testersi mają przed sobą jeszcze jeden ważny punkt na trasie – Sandomierz. To chyba jedno z moich ulubionych mniejszych miasteczek w Polsce, niezwykle klimatyczne! Urokliwa zabytkowa Starówka, wysoko położone Collegium Gostomianum i zamek, podziemne labirynty czy wąwozy lessowe zachęcają do wędrówek. Skusiłyśmy się nie tylko na tamtejsze znakomite lody gałkowe, ale też na obwarzanKee, bo to podobno „regionalny specjał z kieleckiego”, tak nam przynajmniej oznajmił sprzedawca. Te większe buły wyglądały niczym zasuszone kajzerki przewieszone przez sznurek jak korale. Wytwarza się je podobno z samej mąki i jajek – dla mnie nie miały smaku. O niebo lepsze i ładniejsze były takie mniejsze obwarzanKee, robione podobnie, ale na bazie miodu. Nie ma to jak jednak jak lubelskie cebularze ;D Od Sando mogłyśmy już jechać bez zatrzymywania się. Kierunek ranczo, szybKee obiados na łonie natury – prawdziwy strogonow made by Dad, a nie jakiś fatalny wadowicki bogracz… Aż chce się dokładkę, ale miejsce w żoładq być musi, bo w końcu jedziemy do Dzierzkowic na święto Trzech Króli. Ziomkowe klimaty otoczone aromatem grilla nadzorowanego przez Domello - bezcenne ;) Szczegółów zdradzić nie mogę, ale godny uwagi jest niezwykle oryginalny męski zwyczaj zwany „wyjście na bobra”… Było wesoło ;D

 Dzień następny

Tata jak zawsze wymiata kulinarnie! Pyszne niedzielne śniadanko i zanim będzie obiadkowy krem z borowików i spaghetti ruszam z obiema sis (tą rodzoną i tą syjamską) w dzierzkowickie wąwozy! A wraz z nami 11 poimprezowych istot, wymagających rozruszania ciała i rozbudzenia ducha albo odwrotnie – jak kto woli ;) Malowniczo i aktywnie, z wąwozów przy Ludmiłówce po długim spacerwq wkraczamy do tych nieopodal Zastawia. Plądruje się je aż miło! Plener tworzą lessy i lasy liściaste oraz skałKee, w których znalazłyśmy z Betinką ślady skamieniałości – muszle ślimaków! Kiedyś było tu morze! Dorabiamy geologiczną teorię do otoczenia ;P Dobre humory dopisują wszystkim. Dodatkowej radochy i adrenalinKee dostarcza „lina”, czyli coś na kształt huśtawKee – wzmacniana lina i patyk jako poddupne siedzisko ;D I jazda! Powoli każdy się przełamywał i stwierdzał, że też chce spróbować dzierzkowickiego extreme! Pobliskie łąki doprowadziły nas do ruin nieistniejącego już dziś grodziska średniowiecznego. Jako żądne skamieniałości geolożKee przeszperałyśmy i ten teren – pusto… Pożegnanko z ziomkami i na obiad go, bo żołądek dziwne dźwięki wydaje, a później spacerów ciąg dalszy – na tapecie Chruślanki Józefowskie i okoliczne stawy i łąki. A wieczorem udajemy się na obiecaną przejażdżkę Nissanem Navarą, 2.5TD, 180 KM. Bydle… nie ubliżając mu! Idealny do jazdy w terenie, po wertepach, kałużach, łąkach, etc. Kamillo zabiera nas na Bęczyn, by pokazać żeremie bobrowe. CwaniaKee z zębami z przodu dokumentnie niszczą przybrzeżne drzewa, za wszelką cenę chcą zbudować zaporę. Ślady ich działalności są zatrważające. Przedzieramy się przez łąki na Terpentynę. Zapada szybka decyzja – jedziemy na dobre lody! Obieramy kierunek Kraśnik i restauracja Music Caffe, obowiązkowo pizza na „dzień dobry”, a raczej na „dobry wieczór”. Śmiechowo-bobrowo się zachowujemy, zwracając zapewne uwagę innych istot, ale co tam ;D Od teraz Navara nazywa się „Ząb Bobra”… Poniedziałek stał pod znakiem eskapady do kolejnego Trójstyku ;) To już trzecia tego typu wyprawa Kee&Kama, teraz wybór padł na zbieg granic Polski, Ukrainy i Białorusi. Wystartowaliśmy w samo południe q Lublinowi i dalej przez Łęczną, Cyców i Urszulin (siedziba Poleskiego Parku Narodowego) do Włodawy. DzięKee „Zębowi Bobra” – Navarze, możemy przedrzeć się za wieś Orchówek w okolice ujęcia wody. Mini car zostawiony nad brzegiem Bugu na łące, a my zwarci i gotowi Trójstykowcy pedałujemy q 3w1 ;D Cisza, spokój, piękne krajobrazy – błogostan kojący zmysły! Od czasu do czasu sielankę przerywa złośliwy komar/komarzyca żądny naszej turystycznej krwi. Bagniste tereny dały się we znaki zwłaszcza w momencie, gdy przemierzaliśmy teren metodą „na barana”. Wówczas prawy but Domello został w krainie błota. Hihi! Przemarsz w skarpetkach podobno do przyjemnych i najczystszych nie należał ;D ale było śmiesznie! Słonko sprzyjało, wdrapaliśmy się na ambonę myśliwską, looknęliśmy na okolicę i wracamy do Włodawy, a potem nad Jezioro Białe do Okuninki. W końcu trzeba dotrzeć do najbardziej rozpoznawalnego miejsca na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Za sterami auta-giganta zasiadłam teraz ja! Idzie to to ;D Ma moc, napęd na 4 koła idealnie sprawdza się w terenie, taki letkie off-road se czynimy ;) A po asfalcie jedzie się już zupełnie inaczej, zaskakuje manewrowanie - skręt kierownicą daleki od tego w Corsiaku... Obiadkos nad Białym i dla spalenia kalorii spaceros wzdłuż brzegu. Nie chce nam się wracać! Bujamy się więc tu i tam po wertepach, leśnych drogach, łąkach, polach. Złapała nas Straż Graniczna – tradycyjnie, jak w Bieszczadach rutynowa kontrola. Miło sobie z panem Strażnikiem pogawędziliśmy, ale „do widzenia”, bo my jeszcze chcemy pobrudzić „Zęba Bobra” ;D Przedzieramy się zielonym szlakiem rowerowym przez Lasy Sobiborskie, nieopodal dawnego hitlerowskiego obozu zagłady. Dla Navary nie ma póki co miejsc nie do pokonania i dobrze! Usatysfakcjonowani „lecimy na przełaj” przez Żdzarkę do miejscowości Wytyczno i dalej już znaną traską do Dzierzkowic, bo rano już wzywa work & Kraków. Kolejny dzień w tra(n)sie ;D Zobacz galerię z samochodowej trasy ponidziem

Opublikowane w : Ciekawe miejsca, Relacje z podróży
Słowa kluczowe : Ponidzie
Dodaj opinię Ulubione Poleć znajomemu Czytaj więcej

T-Video
Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Nowości

Słowacja w 20h

Sąsiadów mamy wielu i do każdego stosunkowo blisko, więc nie ma co rezygnować ze sposobności wizyt u Europejczyków zza miedzy. Przysłowiowy „rzut kamieniem” dzieli nas chociażby od Słowacji. Niewybaczalnym grzechem

Palma de Kraśnik

Piątkowo-wieczorny deszcz i apetyczna wino-kolacja powitała Betinkę na mej lubelskiej ziemi. Fala szalonych, nieokiełznanych upałów odpłynęła. Wraz z niedzielnym porankiem nastąpił przypływ opadów deszczu i nieprzyjemnego chłodu. Dlatego nastąpiła weryfikacja

Raj dla zmysłów - BNP

Czas na inną relację promującą Kanadę i majestat Gór Skalistych. O tych miejscach mogę mówić w nieskończoność, bo one mnie oczarowały i wciąż oczarowują! Tym razem nie będzie to opowieść

Kanado-spełnienie

Dla mnie, nieposkromionej duszy, aktywnego ADHD-owca, liczą się tylko Big ŁyKee TurystyKee! Może zabrzmi to ciut nonszalancko, ale mam już taką naturę, że nie zadowalam się małostkami! Jak już coś

Odwagę mieć...

Jedni lubią mocne kino, wartką akcję, wciągającą fabułę, mocne, a czasem nawet wręcz brutalne sceny, ciągle żywe emocje… Podczas gdy inni mają ochotę zasiąść wygodnie w kinowym fotelu na dobrej

Bobolice-Mirów

Zobacz galerięDla Testersów nie ma rzeczy niemożliwych! My musimy wszystkiego spróbować! W końcu jesteśmy Testersami z krwi i kości! Musimy czuć smak przygody muskający dusze nasze i doświadczać mocnych uderzeń

Słoneczne Skały

Zobacz galerięDla Testersów nie ma rzeczy niemożliwych! My musimy wszystkiego spróbować! W końcu jesteśmy Testersami z krwi i kości! Musimy czuć smak przygody muskający dusze nasze i doświadczać mocnych uderzeń

W labiryncie... życia

Błądziliście kiedyś w labiryncie skalnych miast? Kluczyliście, nie wiedząc jak się z tej całej plątaniny wydostać? A może szukaliście podobieństw do konkretnych postaci i wydarzeń w poszczególnych formach skalnych? Bez

Krymska przygoda

Odnoszę wrażenie, że te magiczne literki czynią ukraińsko-krymską rzeczywistość jeszcze bardziej pogmatwaną i niezrozumiałą…Wiesiu z rurki jest autorem sformułowania, które na zawsze będzie mi się kojarzyć tylko z Krymem. Chodzi

B-Day w Tropiu

Zobacz galerięDla Testersów nie ma rzeczy niemożliwych! My musimy wszystkiego spróbować! W końcu jesteśmy Testersami z krwi i kości! Musimy czuć smak przygody muskający dusze nasze i doświadczać mocnych uderzeń

Zejść z lawiną...

…to nie koniec hikingowej relacji z Testerskich Wyjść w Beskid Niski. Następnego dnia, czyli w drugo-majową niedzielę za cel naszej wycieczKee obraliśmy rezerwat Kornuty położony w Paśmie Magury Wątkowskiej. Owszem,

Drewniane cerkwie

Kiedy pada pytanie „góry?”, automatycznie nasuwa nam się odpowiedź „Tatry”. Owszem, ja zawsze bardzo chętnie piszę się na tatrzańskie hiking, ale nie w long weekend majowy, kiedy „dzikie tłumy”

Alpejska Szwajcaria

Zapach alpejskich łąk, sielskość wiosek, miasteczek i miast, magia górskiego klimatu, istna cisza i niczym niezmącony spokój… jakże łatwo tu o zamyślenie…o zasłuchanie we własną duszę…„Zamykam oczy, widzę przestrzeń” -

Hiking bez tłumów

Nie zawsze warto szczytować w wysokich górach… Nie zawsze jest sens wyruszać w takie góry w długi weekend, bo jaka to przyjemność być w towarzystwie rozwrzeszczanych pseudo-turystów, którzy koniecznie muszą

Gdzie czają się misiaki...

CB RADIO Sama nie wiem, czemu zakupiłam cb radio dopiero teraz, z początkiem października… Czego nie uczyniłam tego w sezonie wakacyjno-urlopowym, czyli w okresie wzmożonego nabijania kilometrów na licznik?!

http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/969747bardejov.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/544665zalew.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/185982w_majestacie_BNP.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/667253Kanado_spe__nienie.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/114620odwa__na.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/867385bobolice.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/146701skaly_sloneczne.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/680312labirynt.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/884097Krym.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/764436tropie.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/753219kornuty.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/772793__emkowszczyzna.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/741337alpy.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/428667Jawor.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/203555mobile.jpg
  • 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
-strefa

             | 
PrzeTestowane Punkty
GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN
ContentMap by Turismo.eu

Skrzyczne w Beskidzie Śląsk

News image

 Pociąg do przygody pędzi w mej turystycznej duszy! ;) Chociaż nie zwykłam jeździć kolejką górską, skusiłam się na takowe rozwiązanie ze względów czasowych i pogodowych – rozpędzonym krzesełkiem wjechaliśmy z...

Poszkoleniowa wyprawa na N-

News image

Kolejna eskapada z serii „przyjemne z pożytecznym”. Pożyteczne i ogólnorozwojowe było cyklowe spotkanie firmowe w Jachrance nad Jeziorem Zegrzyńskim. Jednak nie było on mocno turystyczne, więc nie było aż t...

Krymska przygoda

News image

Mimo że mam literkowe tatoo, to jakoś średnio przemawiają do mnie chińskie, japońskie czy innej maści skośnookie krzaczki i drzewka. Po prostu to ciężki i mocno zagmatwany język, aczkolwiek ciekawy ...

U Patronkee w Starym Sączu

News image

Wycieczka do źródeł ;) tak można nazwać wizytę u patronKee mej w Starym Sączu. Kiedyś błogosławiona, teraz już święta Kinga, czuwa nad klasztorem Sióstr Klarysek i nad swoimi imienniczkami. Z...

W Słowackim Raju

News image

 WyRaj na maxa mógł nam zapewnić tylko Raj, i to Słowacki Raj… Pomysł na drugi day tripowania był już bardziej spopularyzowaną i rozpropagowaną w turystycznym światq eskapadową wersją ;D a...

Polodowcowa Suwalszczyzna

News image

 Chęć przeżycia geologicznej przygody zawsze „pchała” mnie na Suwalszczyznę. Polodowcowe tereny, moreny, kemy, ozy – nasłuchałam się o tym na studiach. Teraz przyszedł czas, by zweryfikować wiedzę teoretyczną w praktyce!;) ...

Więcej w: Galerie z podróży

-
+
3