| Napisany przez Kinga Gnaś, z 08-05-2009 00:00 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
553  |
|
|
|
Na parkingu koło sklepo-baru cisza i spokój, żadnego auta, jak ja lubię takie obrazKee. Wkraczamy zatem na teren Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego i dreptaninę wzdłuż potoku Olchowaty uskuteczniamy, ja tym razem pedałuję z kijkami – inauguruję sezon hikingowo-nordic walkingowy A.D. 2009 ;P Wąwozowo i lesiście jest, bez człowieków i zbędnych hałasów. Błogi niedzielny spaceros okrasza świergot ptaków i delikatny świst bieszczadzkiego wiaterq. Nagle przed naszymi oczyma wyrasta czerwona tablica z napisem Rezerwat Przyrody Zwiezło, czyli dotarliśmy do pierwszego z trzech Jeziorek Duszatyńskich. Błyskawicznie! Nieopodal na wysokości 683 m n.p.m. zlokalizowane jest drugie, mniejsze jeziorko zwane Jeziorkiem Dolnym, trzecie natomiast już nie istnieje – wyschło… Tablica informacyjna dokładnie objaśnia genezę jeziorek, ich ochronę prawną, skalę i parametry kataklizmu oraz prezentuje ciekawe wiadomości, jak choćby info, że miejsce to odwiedzał czterokrotnie Karol Wojtyła wraz z grupą młodzieży. Na pamiątkę wizyt przyszłego papieża usatwiono kamień i wmurowano tablicę opatrzoną pięknym cytatem autorstwa samego Jana Pawła II. Słowa te brzmią następująco „Nie zapomnę nigdy tych jeziorek, co zaskoczyły nas po drodze, jakby dwie cysterny niezgłębionego snu.” Coś w tym stwierdzeniu jest! Jakaś magia i niepowtarzalna atmosfera tego skrytego w lesie zakątka… Jeziorka powstały w wyniku gigantycznego osuwiska, jakie dotknęło te tereny w 1907 roku na skutek roztopów i ulewnych deszczów. Gwoli informacji, osuwisko na Chryszczatej jest największe w polskich Karpatach pod względem ilości przemieszczinego materiału i drugie, po Szymbarku, pod względem powierzchni. Ku Chryszczatej...
Jestem Testersem z krwi i kości, więc nie mogłam sobie odmówić testerskiej przyjemności i musiałam zanurzyć kijKee w wodzie celem sprawdzenia dna – bardzo grząskie, dużo materii organicznej uległo przez to stulecie rozkładowi! Przeskakując przez liczne strumyKee, potoKee i wąwozy, zmierzaliśmy pod górę ku Chryszczatej. Podejście momentami ostre, ale urokliwe krajobrazowo, a kijKee zdały egzamin, idealne odciążenie mięśni łydek na rzecz bicepsów ;D Chwila zadumy na cmentarzu wojennym i grobach walczących żołnierzy i byliśmy na szczycie, na wysokości 998 m n.p.m. Zainspirowała nas tablica z oznakowaniem niebieskiego szlaku i info, że do Sanoka mamy 11 h marszu. Może innym razem ;D Zawróciliśmy na pięcie i tą samą traską udaliśmy się w drogę powrotną. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, mijały nas tabuny pseudo-turystów. Dzika horda istot z dziećmi, psami, w balerinkach, miniówkach, różówych bluzkach i męskich skarpetkach wpół łydKee. Niedzielny pokościółkowy lans?! Gdzie ci ludzie mają lustra i wyobraźnię górską?! No comments… Ciekawym zjawiskiem była też pielgrzymka wycieczkowiczów po 50-tce, która skutecznie zatorowała nam drogę. Musieliśmy więc czekać na zielone światło, bo ruch odbywał się wahadłowo… Przeludnienie nie jest tym, co lubimy w górkach i poza nimi, dlatego błyskawicznie zeszliśmy do samochodu i odjechaliśmy z przetłoczonego parkingu. Azyl znaleźliśmy nad brzegiem rzeki Osławy! Wdziałam sandałKee, dzielnie przeszłam gołą stopą ślizgającą się na omszałych kamolach na środek potoku i oddaliśmy się krioterapii. Półgodzinne brodzenie po potoq to idealna metoda regenerująca dla całego organizmu. Zagajeni przez policyjny patrol trwaliśmy sobie w takim rzeźkim stanie ważkośći ;D Jednak „wszystko, co dobre szybko się kończy”, toteż alarm w telefonie subtelnie dawał znać, że pora zbierać manatKee i podążąć ku domowi – jedno do Krakowa, drugie do Dzierzkowic. Ale jeszcze tu wrócimy! To tylko kwestia czasu ;D
|