| Napisany przez Kinga Gnaś, z 07-05-2009 00:00 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
586  |
|
|
|
Nie było problemem podniesienie się z wygodnego łóżka po udanej pierwszomajowej bieszczadzkiej biesiadzie w lokalu o tajemniczej nazwie „Matragona”. Wizja turystycznej eskapady zawsze jest dobrą zachętą ;D A kiedy człowiek wybiera się w podróż „q źródłom”…Sanu, to motywuje się jeszcze bardziej ;) Trudności sprawiało jednak przystosowanie się do niehumanitarnej temperatury 6 stopni, zważywszy, że ostatnimi czasy słońce prażyło dość mocno…
Zwarci i gotowi wybraliśmy się z Ustrzyk przez miejscowości Stuposiany, Muczne i Tarnawę Niżną do nieistniejącej już osady Bukowiec. Droga kręta z każdym kilometrem stawała się coraz węższa. Na parkingu, ku naszej ogromnej uciesze, tylko jedno auto i to na lubelskich blachach – szacun dla ziomków ;P Żwawo maszerowaliśmy żółto-niebieskim szlakiem (na mapach opisywany jest jako ścieżka przyrodniczo-historyczna w Dolinie Górnego Sanu „Bóbr”). Skończył się asfalt, więc skończyła się nużąca dreptanina! Pierwszy przystanek uczyniliśmy na zniszczonym cmentarzu w Beniowej, gdzie po ogromnej cerkwi zostały już tylko fundamenty. Niebieski szlak prowadził nas wzdłuż Sanu poprzez las aż do schronu Bieszczadziego Parku Narodowego nad Negrylowem. Szarość dnia zeza ma… Takie mgliste rytmy wybrzmiewały w mej duszy, ale pozytywne wibracje nie szły w zapomnienie ;) Góry to góry i tu jest mój klimat! Pokonawszy górkę Czysty Wierch 831 m n.p.m. dotarliśmy do zrujnowanego dworu Stroińskich, o którego istnieniu informowała już tylko piwnica i znak zakazujący wstępu do niej. Próbowaliśmy się w czuć w historyczne realia i wyobrazić sobie, jak to miejsce kiedyś wyglądało. Fantazja nas poniosła i przeżyliśmy swoisty „powrót do przeszłośći” ;D Nieopodal ukraińśkiej miejscowości Sianky znajduje się grób hrabiny Klary i Franciszka Stroińskich. Widać, że pamięć o małżonkach jest wciąż żywa, o czym świadczą znicze i kwiaty przynoszone tu przez turystów. Stosunkowo niedaleko ulokwany jest doskonały punkt widokowy na Sianky wzbogacony dodatkowo w tablicę informacyjną typu „co gdzie jest”. Takie „turystyczne gadżety” powinny być stawiane częściej, bo pozwalają świadomie! podziwiać panoramę ;P Niespełna 10 minut wędrówKee i jesteśmy u źródeł Sanu! Niepozorny strumyczek wypływa u stóp granicy Polski i Ukrainy. Dobrze, że nie toczą się o niego takie boje jak walki o miedzę filmowych bohaterów - Kargula i Pawlaka ;D SłupKee graniczne w tonacji biało-czerwonej i niebiesko-żółtej doskonale komponują się z zielenią lasu i przezroczystością Sanu. Pora więc na pamiątkowe zdjęcia i zwiększenie szybkości przepływu wód powierzchniowych – Domello reguluje koryto rzeki ;P Śmiejemy się pełną gębą, gdy przypomina nam się „wkręcenie” miastowych turystów spotkanych na szlaq. Żartowaliśmy sobie z nich, że źródło wygląda jak rurka z kranem, gdzie woda robi „kap, kap, kap…” Ludzka naiwność nie zna granic! Niska temperatura powietrza, zimny wiatr i przewrotne dowcipy zabrały nam trochę sił, więc soczystymi pomarańczami i Jeżykami kokosowymi uzupełniamy wydatek kaloryczny. Spotkani przez nas dwaj jegomoście ze Straży Granicznej udzielili nam kilku cennych wskazówek, gdzie się warto wybrać next time, bo sugerowane miejsca są mniej oblegane przez turystów, ale częściej przez niedźwiadKee. Wybaczcie, ale nie podzielę się to wiedzą ;D Jednak może kiedyś spikniemy się na takowym zacisznym bieszczadzkim szlaq…?
|