| Napisany przez Kinga Gnaś, z 06-05-2009 00:00 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
519  |
|
|
|
Coraz mniej turystów na szlakach, coraz więcej przestrzeni i ciszy tylko dla nas, coraz więcej wolnych miejsc do odpoczywania. Tak można było mówić jeszcze dwa tygodnie temu, gdy byliśmy z Kamillo w Ustrzykach, ale nie w long weekend… Teraz słowa te nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie było chyba w całej ojczyźnie naszej ani jednego takiego miejsca, które nie przeżywałoby dramatycznego oblężenia podczas majowego longera?! No nie inaczej było na bieszczadzkich szlakach, a zwłaszcza na Połoninach. Jednak świadomi takiego stanu rzeczy wybraliśmy tę traskę na pierwszy dzień wojaży naszych – lepiej teraz poczuć ludziościsk, a potem rozkoszować się magią mniej popularnych traktów ;D
Urzeczona ciszą, spokojem i wyjątkowością bezkresnej bieszczadzkiej krainy postanowiłam tu wrócić w majowy long weekend zamiast jechać w Pieniny i na Słowację. Niecny plan powiódł się! Nie minęły dwa tygodnie i znów stąpałam se radośnie po tych terenach. Szczerze powiedziawszy, to nigdy nie przypuszczałam, że będę miała aż taką ochotę na bieszczadzKee klimat, który zawsze wydawał mi się jakiś takiś „nizinny”… Najważniejsze, że zaniżona ocena, tego jakże odmiennego od całej reszty zakątką Polski, pękła niczym bańka mydlana ;D Ponownie umówiliśmy się z Sąsiadem Mym w Dębicy, w ostatni dzień miesiąca kwietnia i znaną już trasą pognaliśmy na S kraju. Najpierw okolice Jasła i obowiązkowo, zgodnie z tradycją Zajazd „Pod Skałą” i spełnienie mojej kulinarnej zachcianKee – rybka! Na talerzu okazale prezentował się duet łososia i sandacza w koperkowym sosie + jarzyny gotowane ;) Bueno! Zaspokojone żołądKee nasze mogły udać się w dalszą drogę, przez Nowy Żmigród, Duklę i dołem przez Komańczę ku Cisnej. W Wetlinie też już roiło się od samochodów i dwunożnych istot, w Ustrzykach Górnych przwitał nas deszcz… Stwierdziliśmy jednogłośnie, że nie będziemy rozkładać namiotu w taką aurę – bezsens! Toteż błyskawicznie wyszukaliśmy sobie lokum w domkach PTTK i dreptając radośnie po mokrej trawie, przerzucaliśmy rzeczy z Lagunowego bagażnika do pokoju nr 4 w domq nr 2 ;D Wieczór spędziliśmy przy Leżajsku i z mapą w dłoni w klimatycznym bieszczadzkim lokalu Zajazd „Pod Caryńską”. Bieszczadzki Park Narodowy...
Po apetycznym pierwszomajowym śniadanq udaliśmy się na przystanek autobusowy, gdzie busiarze zwietrzyli interes i już czyhali na turystów. Fakt faktem, byli szybsi niż tutejszy PKS, więc skorzystaliśmy z ich usług - ze względu na oszczędność czasu. Za punkt startowy naszego hikingu obraliśmy Stare Sioło za Wetliną, kawałeczek po asfalcie między domami, potem po polnej drodze aż po punkt kasowy Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Żółty szlak prowadził przez las, widać było jak niektórzy „świąteczni turyści” wymiękali przy podejściu na Przełęcz Orłowicza 1093 m n.p.m. Na rozstaju dróg postanowiliśmy odbić w lewo i czerwonoszlakowo zaatakować szczyt o wdźięcznej nazwie Smerek. Wiało niemiłosiernie! Aż fryz rozwiewało i trawy pokładało, ale dzielnie dopedałowaliśmy na wysokość 1222 m n.p.m. Rzut oka na panoramę na miejscowość o tej samej nazwie – Smerek i na Wetlinę, i szybka cofka na Przełęcz Orłowicza, no i znów pod wiatr…ehhh! Ale kurciałka Bergsona Supratex się sprawdza doskonale ;D Wkroczyliśmy na Połoninę Wetlińską i ocierając się o człowieków dzielnie szliśmy przed siebie, przystając raz po raz na jakąś fotkę i tkwiąc na czerwonym świetle z powodu człeko-zatoru… Mimo korków i silnego lodowatego wiatru szybciorem dotarliśmy do schroniska PTTK Chatka Puchatka. Nazwa rodem z Disneylandu, a tłumy jak w Mc Donald’sie po cheesburgera! Komercjalizacyjny dramat i ogromny przekrój społeczeństwa! Mieliśmy niezły ubaw, patrząc na te weekendowe obrazKee ;P Najbardziej rozbroiła mnie pani w kozakach! Takich w sam raz do spaceru po Krupówkach zimą. Gratulujemy niecodziennej wyobraźni! Posileni soczystymi pomarańczami zeszliśmy (miejscami po schodach – wrrr!) do miejscowości Brzegi Górne, skąd wystartowaliśmy na Połoninę Caryńską. Nie ma czasu do stracenia – górKee czekają! Traska przez las bardzo przyjemna, raz wąwóz, raz strumyk, a innym razem dość strome podejście. Widoki z Połoniny fantastyczne! Jak na nasz gust, to panorama jeszcze ciekawsza i „pełniejsza” niż z Wetlińskiej - sami porównajcie, oglądając picsy w Galerii. Z prawej Mała i Wielka Rawka, z lewej Par Krajobrazowy Doliny Sanu, a na wprost Królowa Bieszczad – Tarnica ;) Piękniście! Kolejny plus to mniejsze hordy turystów, mniejsza dawka „ międzyludzkiego ocierania się” i mniejszy wiatr. Zejście trochę jakby monotonne, lesiście i momentami nawet po schodach, a tego nie lubimy! Za szybko osiągnęliśmy metę w Ustrzykach, ale nagroda gwarantowana – wymarzona przez moje podniebienie kwaśnica na baraninie. Coś mi się wydaje, że niedługo oskarżą nas, że łamiemy konwencję na szlakach, bo przemieszczamy się znacznie szybciej niż przewidują (by nie powiedzieć „nakazują”) szlakowskazy ;D Ale co tam! Chodzi o największy stopień przyjemności, a w górach szczęśliwi czasu nie liczą!
|