Krwawa przygoda przed ZEA...Różne rzeczy już w życiu testowałam, ale tego jeszcze nie przerabiałam! Moja prawa dziennikarska, wielofunkcyjna ręka po niefortunnym pęknięciu szklanKee doznała ran ciętych, kłutych i szarpanych... Zajęcia z przysposobienia obronnego z czasów liceum znalazły swoje zastosowanie w praktyce. Wizyta na SORze, opatrunKee, zakładanie szwów, unieruchomienie dłoni i od teraz przymusowy testing jedno- a w zasadzie leworęczności...Zobaczymy, jak człowiek umie odnaleźć się w tej nowej nieprzewidywalnej roli i odwrócić swoje przyzwyczajenia i działania "na lewą" stronę. No cóż. Totalny niefart i ubezwłasnowolnienie na minimum dwa tygodnie. I to tuż przed wylotem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ale z podróży nie zrezygnuję, no way! A wyjazd może mieć wiele różnych barw ;) P.S. Zawsze starajcie się widzieć tę jaśniejszą stronę rzeczywistości ;) I nie ma że boli. Polecam Wam lekturę Arona Ralstona "127 godzin" o przygodach młodego alpinisty albo ekranizację tej książKee pod tym samym tytułem. U hu ha...Odpaliliście wczoraj i dziś swoje wehikuły? Nosy Wam nie przemarzły? A stopy do podłoża nie przywarły? W weekend testowaliśmy pewien model temperaturowo-temperamentowy pod tytułem „Przeszywający mróz kontra rozgrzewająca aktywność na beskidzkich stokach”. Bo przecież nic tak nie podnosi adrenalinKee w zimie jak szussss na nartach. Testing na Jaworzynie Krynickiej i w Tyliczu wypadł… No właśnie jak? Przekonajcie się sami! ;) Rozgrzewającej lektury w ten zimowy wieczór... Wyczekiwana inauguracja...
...Zima bez śniegu i szusowania jest jak lato bez słońca i plażowania. Współistnienie tych elementów jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu ;) Śnieg i minusowe temperatury dopisały! ArmatKee poszły w ruch i dopełniły dzieła. Kalendarz wiecznych spraw poluzował się i wyczekiwana inauguracja sezonu narciarskiego wreszcie nadejszła (chociaż i tak późno jak nigdy!) Mania szusowania zerwała mnie z łóżka sobotnią bardzo wczesną porą i pogoniła na lubelskie stoKee - Chrzanów i Batorz. Ale niedosyt czuję, bo apetyt na narciarskie wariactwa mi się wyostrzył i sokolim wzrokiem wypatruję już przyszłego weekendu, bo T-plany są ambitne. Nie zdejmuję nart z nóg, tak będę śmigać po "trasach codzienności". Wszystko by gotową być i głód białego szaleństwa okiełznać ;)
Idealnego odkrywanie...Dzień za dniem przynosi nowe wydarzenia i połyka kolejne setKee kilometrów. Przecinam Polskę niczym piłka w rękach szczypiornisty przecina powietrze kierując się do bramKee. W plątaninie leśnych duktów, sielskich osad, pośród zimowych odśnieżonych i odsolonych tras kluczę i docieram do celu. A przy elektryzujących dźwiękach chilloutowej muzyKee piszę dla Was kolejną T-relację z kolejnej ex T-podróży, kolejną tripo-historię kreślę klawiszami klawiatury. Przenosimy się dziś do „miasta idealnego” i będziemy zwiedzać Zamość w styczniowej aurze. Poznawać tajemnice, które czekają na pełne poznanie... Bo "nie-odgadnione" nie istnieje ;) Nowe Nowości bez tendencyjności ;)Nowy Rok... Nowe postanowienia. Nowe wyzwania. Nowe inspiracje. Nowe atrakcje. Nowe wojaże. Nowe auto-korytarze. Nowe wrażenia. Nowe słów-klecenia. Nowe tchnienia ;) Nowy dzień za nowym dniem wskakuje na scenę dobowych wydarzeń. Już pierwsza dekada stycznia za nami, a ja śmigam tu i tam i jeszcze nie zdążyłam sobie usiąść w tej gonitwie działań i myśli. Czas leci nieubłaganie i nie możemy go zatrzymać, ale przede wszystkim nie możemy go marnować! Konsumujmy go we właściwy i przyjemny ;) nam sposób. Ubarwiajmy każdą nową godzinę, minutę, sekundę, bo Nowe to "coś" tajemniczo frapującego i zaskakującego... Nowe inspiruje, bo kryje w sobie niespodziankę. Dlatego niech zawsze wszystko wokół Was będzie nowe i świeże ;) A ja zabieram Was dziś do... sekcji Galerie na nowe foto-podróże. Zajrzymy do klimatycznego Krakowa i do wrocławskich Krasnoludków. Pojeździmy jeepem po kanaryjskiej Fuerteventurze i jednośladem dotrzemy na koniec Polski. Zaszyjemy się w sielskości i ciszy Beskidu Niskiego. Melodyjnie przemaszerujemy po szwajcarskim Montreux podczas Jazz Festiwalu i zwiedzimy szwajcarską stolicę - Berno. Odwiedzimy też ojczyznę słodkości firmy Nestle w Vevey nad Jeziorem Genewskim. Będzie smakowicie, atrakcyjnie i wesoło. I zawsze "na nowo". |









