| Inna Planeta. Grubego Andrzeja pamięci rapsod. |
Czyli o tym jak blisko mogą być gwiezdne wrota.Są rzeczy które się nie zmieniają a raczej lepiej żeby się nie zmieniały nigdy...a jednak. Do dziś pamętam uczucie jakie towarzyszyło mi, jak po trudach wielkich, dotarłem na miejsce. Były to to czasy które pamiętają jedynie najstarsi górale czyli mniej więcej w czasach gdy powstawał węgiel lub sól ziemi...w czasach kiedy oreintacja w terenie oznaczała większą ilość połączeń neuronalnych niźli jakość sprzętu GPS i dostępny zasięg.Tego miejsca próźno szukać na mapach a jak się po latach okazało nawet najnowsza nawigacja też się pogubiła, pewnie z powodu zawracających fal lub ze strachu przed psami niewłaściwą częścią ciała wodę pijącymi, tudzież przedstawicielami tego samego gatunku tyle że, szczekającymi jakby... od tyłu. Wspomnienie...Dojechawszy nad ranem zastanawiałem się czy to aby jeszcze ten sam kraj, ten sam kontynent, czy aby ta sama planeta na której podróż czasu onego rozpocząłem. NIe mogłem dłuższą chwilę wyjść z podziwu, co można nazwać ośrodkiem wypoczynkowym. Pamiętam jak dziś... musiałem się napić.| A wszystko to przez moich dwóch kumpli którzy mnie tam trochę na siłę zawlekli pod pretekstem ryb łowienia, cokolwiek to znaczy, bowiem na ów czas nie posiadałem nawet jednej sztuki sprzętu niezbednego do tegoż procederu. Zasadiczo po wielu latach i mnogości wizyt w tym zapomnianym przez allaha i partię miejscu niewiele się zmieniło. Jak mawia stare indiańskie przysłowie: w wędkarstwie nie chodzi o to żeby ryb nałowić tylko żeby je łowić. Tej zasadzie będąc wierny walnie przyczyniam się do korozji haczyków, świerzości żyłki i zejściu piwka w najbliższym oddalonym o 4 km jazdy przez las sklepie, zwanym Zemsko Plaza słynącym z prostych acz kopliwych trunków, których nie wiedzieć czemu pani sklepowa nie miała ochoty nam podać, twierdząc że to razcej nie dla nas....a co to jacyś gorsi jesteśmy??? "Ośrodek" Od tamtego czasu słowo ośrodek nabrało dla mnie zupełnie innego, nazwijmy to,nadprzestrzennego wymiaru.Wymiar ów trwa do dziś i zasadniczo oznacza coś czego nie widząc na własne oczy nie da się określić żadnymi słowami. No skoro nawet najnowsze satelity sobie nie radzą trzeba podać jakieś koordynaty. Z Kraka autobaną na Breslau, Kąty Wrocławskie, dalej na Nową Sól – Międzyrzecz – Skwierzynę...ale nie za daleko bo wczesniej przy znaku Bledzewo w lewo a potem już prosto Zemsko za sklepem w lewo w dół potem w prawo przez las ....dalej przes las ..w lesie w prawo koło dębu...jak młodnik sosnowy w prawo ...w prawo do parowu.... w prawo między sosnami lekko w lewo koło „łabądka” i jesteś...Zalew Bledzewski jak w pysk strzelił! Ośrodek....cóż kilka starych nadwozi tzw osinobusów jakaś chłodnia ze „Stara” drewutnia z plandeką, walająca się kanapa...krzywy pomost i takie tam. Jak w domu. Ten widok mam w komórce i często o nim myślę jak mi źle. To drodzy moi jest miejsce magiczne, trochę niczyje trochę nasze w tym i moje. Miejsce za którym się tęskni, czasem śni. Miejsce do którego ciagnie Cię tak że stajesz na głowie żeby móc tam ponownie pojechać...strzelić chociaż na kilka dni to wszystko, żeby zapomnieć wyrwac się, żeby naładowac tzw akumulatory...nomen omen jedyne źródło energii elektrycznej ...no ok jeszcze baterie w komórce i latarce, niech będzie. Absolutny unplugged jak pamiętny koncert Nirvany który lata temu widziałem w MTV kiedy jeszcze nikomu się nie śniło że kiedyś może być polska wersja MTV. Niby bez fajerwerków, rozwalania gitar itd. ale wszyscy przyznają genialny...z niedoskonałościami technicznymi ale genialny w swojej prostocie inności tym że można doskonale inaczej.Do dziś brzmi mi w uszach „The man who saved the world”. Dokładnie jak z naszą Skwierzyną (tak to miejsce nazywamy bowiem nie posiada nazwy własnej ani geograficznej nie mniej wszyscy wiedzą o co chodzi) prostota do bólu, inność bezapelacyjna,zupełnie inny wymiar czasoprzestrzeni, pełny surwiwal, cywilzacyjna i kosmetyczna masakra, inna planeta. To tu możesz uratować.... tyle że sam siebie przed światem i siebie przed samym sobą. Kawałek Polski...o którym więdzą tylko wtajemniczeni do którego nie ma szlaków, dróg, o którym nie pisze żaden przewodnik. Kawałek świata który można nienawidzić ale znaczy to tylko tyle że nie godnym było się tam znaleźć. Ja zakochałem się od razu i tak mi zostało i wiem że dopóki zycia mi starczy będe tam wracał, pomimo... a może tym bardziej, że zabrakło nam Andrzeja który definitywnie dał dyla na górę, i chociaż ostrzegał to i tak będzie go brakowało...bardzo. Nic nie jest wieczne, wszystko się zmienia. W naukach przyrodniczych ładnie nazywa się to zjawisko równowagą dynamiczną, czyli niby tak samo a jednak nigdy nie jest tak samo i my za każdym razem jesteśmy niby Ci sami „chłopaki z Krakowa” a jednak inni mniej lub bardziej. Wiele razy byłem tam sam nie zdając sobie sprawy z tego że miejsce taki może być i dla innych czymś podobnym jak dla mnie. Sam nie wiem może podświadomie chroniłem to jak tajemnicę, tajne przejście swego rodzaju gwiezdne wrota do innego wymiaru. Ale nie można być samolubnym... wtajemniczyłem dzieci i o jakież było moje zdziwienie gdy się spodobało.... i to jak! Bez prądu?! (to determinuje bardzo wiele rzeczy, tak naprawdę nigdy się nie dowiesz dopóki nie doświadczysz), bieżącej wody, porcelany, zasięgu? Durny ja! A dlaczego miało się nie podobać skoro to moja krew z krwi i kość z kości. Mam nadzieję wyrośnie kolejne pokolenie po nas, podobnie jak mam nadzieję wyrośnie kolejny lokalny filozof, kustosz kawałka lasu, opowidacz sprośnych kawałów, utalentowany żeźnik i przyjaciel w jednym. Pomimo że nigdy już nie będzie tak samo,... wspomnimy Cię Andrzejku bądz pewny nie raz i gardła nam nie zaschną na tą okoliczność napewno. Zalew B Jeśli masz dość! Życie Cie męczy, wszyscy wkurzają praca niezadawala lub spotyka jakikolwiek inny kataklizm to najlepsze wyjście pakój się i dawaj....namairy powyżej, nie marnuj czasu, szkoda życia na głupoty. O dziwo nie potrzeba ani dużej kasy, ani rakiety, ani nawet paszportu inna planeta może być zupełnie niedaleko w miejscu o którym nawet by Ci się nie przyśniło, na wyciągnięcie ręki, trzeba tam tylko ruszyć 4 litery. To wystarczy i to jak wystarczy!. Gdybym miał do wyboru Zalew B. lub inny kosmiczy ośrodek bez wahania wybieram .........(to miejsce bez konkretnej nazwy) bo bardziej inaczej a jednocześnie dobrze być nie może. To przystań, tajna kryjówka, ostateczna broń, kozetka psychologiczna, ładowarka...nie zamienię na inne. Nigdy! Zalew Bledzewski – sztuczny zbiornik na rzece Obra powstały w latach 30 ubiegłego wieku, na SW od Skwierzyny, woj. lubuskie
|
(0 głos)












