Home Polecamy T-Historie Polańczyk - Wyspa Energetyków
Polańczyk - Wyspa Energetyków
Napisany przez Piotr Dziepak, z 22-11-2009 12:52
Średnia ocena użytkownika    (0 głos)
Opinie 3312    
Ulubione 34

czyli Sylwester w Środku Lata.

Zaczęło się przypadkiem...
jak nie raz już przy wódeczce...tym razem także zadziałał Jaśnie Wielmożny Pan Przypadek. Był grudzień, Mikołaj 2008. Skład dobrze znany, miejsce jak zwykle o tej porze roku...Muczne - Wilcza Jama. W tym roku też się udało spędzić starych przyjaciół pod jeden dach z dala od domów, pracy, kłopotów, wyścigów, rachunków i cywilizacji. Mamy, bowiem taki zwyczaj, że raz w roku spotykamy się na „naszej wigilii” gdzieś w Bieszczadach. Raz już kolejny padło na Wilczą Jamę, jakoś nam to miejsce przypadło do serca i jednogłośnie wyznaczyliśmy je ponownie na doroczny zjazd. Na przestrzeni lat bywało różnie, czasem ktoś nie mógł, czasem inne obowiązki, czasem chore dzieci, że ruszyć się z domu niepodobna. Nie mniej zawsze jakoś się zjeżdżaliśmy. Tym razem też nie było inaczej. Ludziska dopisali. Jedni z dziećmi inni bez. Mnie się udało tak jakoś poukładać sprawy, że dotarłem. Naszą główną kolację, jak zwykle przygotowała przecudowna Pani Ania (właścicielka przybytku Wilcza Jama). Trochę dziczyzny, trochę swojskich wędlin no i oczywiście wędzony pstrąg z własnej hodowli, genialna potrawa, której nigdy nie może zabraknąć.
Mikołaj Bodzio
Był 6 grudzień, był więc Mikołaj w „systemie szklonym” – czyli każdy dla każdego. Wiesz co dajesz a nie wiesz co dostaniesz. Mikołaj Bodzio obdarował dzieciaki i dorosłych. Były pacierze i pytania o grzeczność, obietnice poprawy....wesołość pełna. Trzeba przyznać, że Bodzio ma talent „mikołajowy” . Dzieci z wypiekami na twarzy oglądają prezenty w tym moja Weronika. -Tato! Tato! film dostałam...od Mikołaja -Jaki? -Lejdis .Jeszcze nie oglądałam... -I lepiej żeby tak zostało. Howgh. Ja film widziałem. Na kolana mnie nie powalił, ale kilka scen całkiem całkiem na czele z imprezą sylwestrową w środku lata. Zawsze gdzieś pośród grudniowej imprezy narzekaliśmy, że szkoda, że raz w roku, że nigdy w pogodę nie udało się trafić,( bo miał być kulig a zawsze lało lub śniegu za mało lub kierownik ciągnika przepadł gdzieś po wypłacie i nikt go od tygodnia nie widział), że dobrze by było, że może kiedyś... Po kilku głębszych (przemyśleniach oczywiście), „sprzedaję” pomysł...A może by tak jak w Lejdis ... w środku lata w miejscu dowolnym?! „Mintajowi” dwa razy nie trzeba powtarzać, złapał pomysł w locie . Kto jak kto ale „Jądruś” jest najlepszym organizatorem takich zlotów i chwała mu za to!
Sylwester w środku lata...rewelacja
Zaraz po nowym roku dostałem pierwszego e-mail z pytaniem kto się pisze. Wiadomo okres wakacyjny każdy planuje zwykle dużo wcześniej , sam zaklepałem przełom lipca i sierpnia, mając cichą nadzieje że nic się nie wysypie. Nie wysypało się szczęśliwie, skład zacny, oj będzie się działo. W Solinie, Polańczyku, Jaworze byłem wiele razy, nigdy jednak nie zaniosło mnie na „energetyka” pomimo wielu zaproszeń na łajbę, na okoliczność długich i niedługich weekendów, wypadów, wakacji i innych spontanów w znanym od piaskownicy składzie. Jakoś tak wyszło. Życie ...po prostu, życie.
Prom pyr pyr...
Wiedziałem tylko tyle. Polańczyk . Koło kościoła w dół w lewo, na prom, dalej prosto i jesteś. Dzięki, takim oto, namiarom nawigacyjnym dotarłem wczesnym piątkowym popołudniem do wąskiego przesmyku między wyspą a resztą świata. Prom... iście zjawiskowy, żywe muzeum sztuki użytkowej, uwięziony w cieśninie stalowy kawał historii żeglugi śródlądowej - pamiętający czasy towarzysza Wiesława. Mój syn Kacper pyta... -A jak my się dostaniemy na drugi brzeg? -No promem – odpowiadam -A gdzie ten prom? -No tu. Odparłem. Wskazując przed siebie za szybę. -A samochód tu zostawiamy? -Nie. Płyniemy samochodem. -Ale czad!... Naprawdę? Zapytał Kacper. Ciągle niedowierzając możliwościom pławnym odpoczywającego przy brzegu promu. Po uiszczeniu dalece negocjowalnej opłaty pyrkającym „cudem techniki” sprawnie przedostaliśmy się na drugi brzeg. Samo w sobie warte wiele więcej niż symboliczna opłata za fracht.
Domek góralski random i jedyna knajpa
Pierwszych uczestników zobaczyłem już w ogródku jedynej, jak się okazało, knajpki na wyspie. Popijali piwko zdaje się nie pierwsze i stanowczo nie ostatnie dnia tego. Szybko i sprawnie zalogowaliśmy się na pięterku spadzisto - dachowego domku. Pośród zawiłości alejek, sosnowego lasu i szablonowego podobieństwa wszystkich domków usiłowałem ustalić trasę z parkingu...knajpy bardziej, do mojego domku, aby pośród nocy niechcący nie okazać się raczej nieproszonym gościem w domku cudzym. Nie udało się. Pozostał azymut ...”mniej więcej” i zachowanie zdolności „czajenia bazy”. Z doświadczenia wiem że na uczestników raczej nie ma co liczyć, w kwestii trzeźwości....nazwijmy to umysłu. Wszak nie przyjechaliśmy tu na „oazę”. Niech nikt nie pomyśli że ze mnie jakiś zdegenerowany fan imprez jedynie wiadomych. Piękne okoliczności przyrody, twarze znajome, środek lata, weekendzik fajowy. Kilka aluminiowych puszeczek uległo destrukcji. Kilka szklanych butelek z zakrętką opatrzoną właściwą banderolą też. Ale nie pomyśl szanowna testerko, równie szanowny testerze, że był to cel jedyny i zasadniczy. Starczy napisać, że nabyta drogą kupna „Finka” 0,7l spokojnie przeleżała nietknięta na dnie bagażnika. Resztę piwek podarowałem KO-wcowi. Dnia kolejnego, w sobotę, miały się odbyć nasz letni Lejdisowy sylwester. Wszystko było gotowe. I jak to na sylwestra nie mogło zabraknąć tańców, hulanek, sztucznych ogni, szampana i wszelkich atrybutów wiążących się z tymże. Na popołudniowe godziny nasz niestrudzony Kaowiec (kulturalno-oświatowy vide: REJS) w postaci Mintaja, zaplanował rejs po jeziorze.
Łódka czyli o problemach z WC
Oj! Pozmieniało się na jeziorze. Pamiętam jeszcze czasy, gdy łódki nad Soliną można było policzyć na posiadanych palcach. A teraz? Niemal jak w Monte Carlo. Każda zatoka, przystań, płaski brzeg szczelnie wypełniony wszelkiego rodzaju sprzętem do żeglowania służącym lub takim, do którego napędu służą własne mięśnie. Człowiek ma wrażenie jakby wszyscy na Podkarpaciu zapałali miłością do żagli, a każdy biznes/men/woman przyjął za wskaźnik statusu własnego i firmy posiadanie łajby zwodowanej na Solinie. W sumie, kto bogatemu zabroni. Wygląda jednak bajecznie, gdy w pogodny, niezbyt wietrzny dzień pływa wiara „wteiwewte” nucąc szanty, w składach znacznie przekraczających dopuszczalną ilość zaokrętowanych. Lepsze to niż siedzenie przy kopcącym grillu, wycie nieśmiertelnych przebojów piosenki biesiadnej z „Hej sokoły...” na czele. Jest kultura, jest „szacun” jest to „coś” co łączy ludzi o tych samych „szajbach”. Nikt nikomu w kurs nie włazi, wszyscy się pozdrawiają nawzajem, wymieniają uwagi, podpowiadają gdzie wieje, a gdzie flauta. Słowem jeden wielki zbiór kumpli nieznanych z imienia i nazwiska. Gdzie te czasy, gdy ten kawałek Polski zamieszkiwali jedynie miejscowi drwale, wypalacze węgla i inni wyjęci spod prawa recydywiści - na bakier z prawem, władzą ludową lub płaceniem alimentów. Ja, Kapi, Wera, „Klonik”, „Mintaj” płyniemy nieśpiesznie, bo dmucha słabo i podziwiamy to piękne zjawisko „Solina pod żaglami”. Pogoda idealna. Niebo czyste, zefirek, samo południe i przyroda soczysta. Dzielnie wypełniamy polecenia kapitana „Mintaja”, który nagle spoważniał, zmienił tembr głosu i tonem wilka morskiego wydawał wszystkim polecenia w jakimś języku mnie bliżej nieznanym. Kurde fajnie mieć taką łódkę.! Nie dziwię się tym wszystkim biznes...Zajefajnie jest. No prawie.... bo się wszystkim sikać zachciało. Jak na złość nigdzie przystani a wiatr ledwie żaglami porusza. Panowie mają ułatwione zadanie zaś Panie ...istna komedia. Koniec końców stanęło na tym, że starym żeglarskim sposobem na linie podpiętej do rufy, jak na smyczy do jeziora a tam ....wiadomo ...no prawdziwy water clozet. Szkoda, że aparaty zostały na kei. Szczęśliwie dobrnęliśmy do brzegu.
Rejs
...tylko po to żeby kolejny rejs zacząć. Tym razem ze śrubą, mrukiem diesla i siedziskiem wygodnym. Bez trzymania linek, uważania na bom i WC (cokolwiek to znaczy w tym konkretnym przypadku). Rejs wycieczkowy klasik. Letnie popołudnie, góry, lasy...fresz luft ...ehh – żyć nie umierać. To jeden z takich momentów kiedy rozmawiać się nie chce. Milkną z czasem nawet szepty. Wszyscy się gdzieś wpatrują zamyśleni. Pływanie ma jakąś magię w sobie i nie ma co się dziwić żeglarzom, że ich ciągnie na wodę. Nawet taki mały akwen ma jakąś trudną do określenia moc, która sprawia, że przyciąga, że chcesz częściej, więcej i zawsze chcesz wrócić. Może to spokój, chłodna, mokra, dynamiczna równowaga. Płynny horyzontalizm, niezbędny ale i groźny. Woda. Nie wiem dlaczego, ale znam to uczucie, które ciągnie do rzeki, jeziora, morza innej sadzawki.
Kill the DJ!
Popływaliśmy. Grzecznie podziękowaliśmy kapitanowi, zasuszonemu, niemłodemu brodaczowi o mocnych okularach. Nie-miejscowy raczej. Jego akcent zdradzał raczej pochodzenie podwarszawskie lub wielkopolskie. Ciekawe, czym sobie człek w przeszłości nagrabił lub, komu coś dłużny, że aż tu wylądował w jesieni życia swego? A może tylko nakaz pracy dostał jak to w PRL bywało i tak już został na amen. Nakazu pracy na pewno nie dostał nasz zamówiony DJ. Osobnik był to miejscowy do szpiku kości. Tutejszy do bólu. Swojski nad wyraz. Przaśny międzygalaktycznie. Prosty i wyrazisty jak niemiecka autostrada. Sam trudniąc się Djskim-procederem lat kilka, nie byłem w stanie pojąć jak można nie mieć w swoich zbiorach Jacsona, Beatlesów, Stonsów, Elvisa, o U2 tudzież innych Lady Pankach i Perfektach nie wspominając. Stałem słuchałem i nie mogłem wyjść z podziwu ile to „niszowej” muzyki w ostatnich latach musiało mnie ominąć. Ile to hitów umknęło mojej uwadze, wydawało mi się, że jestem na bieżąco, słucham właściwych stacji radiowych i płyty kupuję we właściwych sklepach. Widać mają tu jakieś inne radia a półki w sklepach musiałem zwiedzać kompletnie złe. Wierzcie mi na kilka kolejno emitowanych „hitów” nie znałem ani jednego. Zawsze uważałem, że mam słuch muzyczny i dźwięki zapadają mi w pamięć. Zawsze myślałem o sobie jako o gościu który muzykę lubi, a jeśli lubi to słucha, a jeśli słucha to zna to i owo – nawet z tytułu i wykonawcy. Tego letnio-sylwestrowego wieczoru całe moje pojęcie o muzyce i wiedzy o niej legło w gruzach. Może czas już na mnie?. Może dręczyłem ludzi tyle lat swoim kosmicznym muzycznym widzimisie? Może mordowałem czyjeś poczucie rytmu i gust nutą która (odpuść mi Boże) zabijała tak samo jak zamordowano mnie dzisiaj? Trudno może żyję w jakiejś błogiej muzycznej nieświadomości, nieuleczalnej estetycznej matni własnych upodobań? Postanowiłem przeprowadzić konsultacje społeczne. Jak się okazało nie jestem jedyny. Dzięki Bogu było nas więcej myślących podobnie, są jednak szanse, że jestem normalny. Cóż trzeba było się znieczulić. Jakoś powoli się udało. W końcu wszyscy tańczyli wprawiając w osłupienie innych sezonowych mieszkańców wyspy, strojami rzymian, pokazem sztucznych ogni o 12.00, noworocznymi życzeniami w lata środku i toastami „szczęśliwego nowego roku...” wznoszonymi nieśmiertelnym winem musującym marki „Sowietskoje Igrisnoje”.
Nowa świecka tradycja?

Się działo. Trzeba powtórzyć koniecznie. Miejsce, klimat, przyjaciele wszystko. Jedyne, co należy zmienić to DJ. Temu Panu już dziękujemy. Jeśli nic innego się nie wymyśli następnym razem pogram ja. Osobiście realizując subiektywne, wykręcone muzyczne zainteresowania. A że znam większość uczestników i nie jedno się razem widziało robiło i słuchało. Są dość spore szanse, że trafię w ucho i sprawię, że „nóżka zacznie chodzić...” A może zanuci się to i owo? Zobaczymy. Byle tylko zdrowie było i w składzie podobnym a miejscu dowolnym udało się spotkać raz jeszcze. Jest pewne, że wyspa i sylwester 2009 w środku lata będzie mi się kojarzył nieodzownie z piosenką (podobno weselny hicior) „Żono moja...” Bóg mi świadkiem słyszałem pierwszy raz w życiu, ale zapamiętam na długo. Może bywałem na niewłaściwych weselach? Własnych czy nie.

Żono moja, serce moje, Nie ma takich jak my dwoje Bo ja kocham oczy Twoje Do szaleństwa, do wieczora... (je je) itd....itp...

Są miejsca i piosenki które jakoś przypadkiem się ze sobą pobrały. Jest wiele utworów, które nieodzownie przywodzą na myśl bardzo konkretne miejsca i wspomnienia. Ten już na zawsze wyspa, lato ... Ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Polańczyk – Wyspa Energetyków. Miejsce szczęśliwie odosobnione. Mekka żeglarzy śródlądowych Podkarpacia. Stanowczo lepsze miejsce na letni wypoczynek niż Polańczyk właściwy, zwłaszcza w weekendy. Nie licz na uiszczenie jakiejkolwiek opłaty kartą kredytową.

Film Lejdis (2007 reż. Tomasz Konecki) – Dawca pomysłu na Sylwestra w Środku Lata. Można obejrzeć, jeśli ktoś jeszcze nie widział. Szczególnych doznań artystycznych nie wróżę.

Jezioro Solińskie – małe bieszczadzkie morze Letnia stolica Podkarpacia. To tu skoncentrowała się na przestrzeni ostatnich lat bieszczadzka cywilizacja i komercja. Prawdziwych Bieszczad szukaj jednak gdzie indziej. Największą zaporę w Polsce warto zobaczyć. Unikać szczytu sezonu i długich weekendów.

Piosenka „Żono Moja” - Wielki przebój zespołu Masters...polecam

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
 

Resztę pozostawiam bez komentarza...mogę się nie znać.

Tow. Wiesław – dla młodszych testersów - Wiesław Gomułka I sekretarz KCPZPR w latach 1956-1970

KO-wiec – określenie człowieka odpowiedzialnego za wychowanie kulturalno-oświatowe. Zwykle absolwent kierunku Pedagogika Kulturalno Oświatowa. Przyjęte do potocznego języka po sukcesie filmu „Rejs” Marka Piwowskiego (1971)

„Łódka” Finladnia – Jak kto lubi. Czasem warto a nawet trzeba się napić. Na okoliczność świętowania czegokolwiek lub wpadania przy okazji na pomysły sylwestra w środku lata....

Opublikowane w : Polecamy, T-Historie
Dodaj opinię Ulubione Poleć znajomemu Czytaj więcej

Zmieniony ( wtorek, 01 grudnia 2009 13:57 )


Naszą witrynę przegląda teraz 16 gości 
Nowości

Pieniny w pigułce

Kwietniowo-majowo-long weekendowy czas skupił się na przetestowaniu Pienin. Poznaniu tego, czego jeszcze Testerskie Oko nie widziało ani Testerska Stopa nie dotknęła. Porównaniu zmian, jakie zaszły w dobrze znanych miejscach i

Energiczna eko-Szwajcaria

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty! ;) Świat się budzi do życia z zimowego snu. Promienie słońca wdzierają się w każdy zakamarek wytęsknionej wiosennej rzeczywistości. Odbijają się od ośnieżonych jeszcze

Rymów konstrukcje

  Postaw na kuchni wydarzeń dzień i noc. Dodaj szczyptę marzeń, bo one mają moc. Gotuj w wywarze wrażeń i uśmiechniętych wydarzeń. Odcedź smutKee i problemy, bo tego nie jemy. Na

atak na Turbacz

Do Testerskiego Ataku na Turbacz było już wiele podejść, ale żadnego nie udało się zrealizować, bo zawsze coś lub ktoś stawało nam na przeszkodzie… Ale tym razem głośno krzyknęliśmy „Nie!”

Pzrez Emiraty aż po Oman

Po Polsce, Europie, Ameryce Północnej i Afryce przyszedł czas na kolejny kontynent – Azję. Na testing Bliskiego Wschodu i Półwyspu Arabskiego celowo wybraliśmy luty i jak się okazało była to

Klimatyczne Bergamo

Zobacz galerięDla Testersów nie ma rzeczy niemożliwych! My musimy wszystkiego spróbować! W końcu jesteśmy Testersami z krwi i kości! Musimy czuć smak przygody muskający dusze nasze i doświadczać mocnych uderzeń

Wylądować w Londynie

Londyn – tam każdy już był, teraz jest albo zaraz będzie... Mekka Polaków i nie tylko rodaków. Różnobarwana kosmopolityczna stolica Wielkiej Brytanii. Miasto, które nigdy nie śpi. Miasto, które wciąż

Skacząc po Tatrach

To była jedna z tych pierwszych pro-Testerskich wypraw, po dziś dzień jeszcze nie zrelacjonowana… Może dla niektórych wyda się ta historia mało ambitna, ale postanowiliśmy „społecznie” odwiedzić jedno z wielu

Światowo...

Paleta najciekawszych tras samochodowych świata mieni się barwnymi kolorami. Który „odcień” zasługuje na największą uwagę? Trudno ocenić. Wszystkie miejsca są na swój sposób „naj”. Spróbujmy przetestować niektóre z nich i

Dubaj - królestwo "naj"

Jeszcze 20 lat temu była tu istna pustynia i tylko gdzieniegdzie (niczym osamotnione akacje czy zmęczone “piaskowym życiem” wielbłądy) wyrastały pojedyncze budynki znacznie od siebie oddalone, a ludzie trudnili się

Szusss na Jaworzynie

Prawdziwa zima w natarciu! Biało, mroźnie i słonecznie! I oto właśnie chodzi! A gdy do tego „zimowego ich troje” dorzuci się szusowanie na nartach w doborowym towarzystwie, to powstaje naprawdę

Fotojogging

Czy można połączyć kilka możliwości na raz? Czy można zbulimizować frajdę? Czy można połączyć przyjemne z pożytecznym? Oczywiście! Takim rozwiązaniem jest… fotojogging, czyli nauka fotografowania wzbogacona o

Komunikacyjne figle

Zazwyczaj budzę się troszkę później niż z chwilą, gdy szóstka wybije z przodu na cyferblacie budzika mego... Zazwyczaj też korzystam ze swojego japońskiego wehikułu i obce są mi „zawodowe przejażdżKee”

Zamość = miasto idealne

Uwielbiam działać w rytmie turystycznego podniecenia. Pragnienie podróżowania nie pozwala mi usiedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Ja muszę działać, przemieszczać się, mocno żyć i aktywną być. Muszę dawać upust szalonym

Trójstykowa Pigułka 6w1

Czasem mamy „dzikie pragnienie” zrobienia czegoś niebanalnego, nietuzinkowego! Czasem drzemie w nas chęć bycia pionierami, odkrywcami, zdobywcami! Czasem słowo „trochę” to dla nas za mało! I chcemy mieć „wszystko”! Macie

http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/234888Pieniny_w_pigu__ce.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/811812Volt_g____wne.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/477892T_poetycko_fota.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/584691Turbacz.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/282332ZEA_Oman.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/796414bergamo.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/435828Tower_noc__.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/985157skacz__c_przez_Kozi__.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/913193Chevrolet_Camaro.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/524531DUBAJ_NAJ_prawa.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/464164Jaworzyna_i_Tylicz.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/353404Fotojogging.jpg http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/555179T_refleksje.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/797938Zamo_____arti.JPG http://www.testersi.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/108354Tr__jstykowy_Finisz.JPG
  • 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
-strefa

             | 
PrzeTestowane Punkty
GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN GREEN
ContentMap by Turismo.eu

Wycieczki i podróże



Po-powodziowe Kłodzko

News image

Niechlubna lipcowa powódź w 1997 roku odcisnęła tutaj swoje piętno. Jej złowieszczą siłę i niszczycielską moc widać po dziś dzień. Ale najważniejsze, że wszyscy mieszkańcy podnieśli się po tej t...

NadDunajskie stolice

News image

 Yolok podkiwanok! Meine Damen und Herren! Herzlich willkommen! Ako se mate? Brzmi dziwnie? Toż to piękne powitania w języku Węgrów, Austriaków i Słowaków ;D czyli narodów, które bliżej poznamy d...

Londyńskie Trio Muzealne

News image

 Są takie muzea, które naprawdę warto odwiedzić. Do kanonu tych „obowiązków muzealnych” śmiało można zaliczyć trzy londyńskie muzea zlokalizowane jedno obok drugiego, czyli Natural History Museum, Science Museum i Victoria ...

Urodzinowa Kopa Kondracka

News image

Piątek 24 październik "18tka" Betinki;) Niekonwencjonalna celebracja urodzin na wysokości ponad 2000 m n.p.m. Taką atrakcję zafundowali koleżance Keenya i Mati współtripowicze. Szybka akcja załatwiania wolnego w pracy i j...

Anioły i Demony w Lanckoron

News image

 Gdzie diabeł nie może, tam Testersów pośle ;P Testerskie Dusze opanowują raczej Anioły niż Demony, dlatego musieliśmy się znaleźć w bardzo klimatycznej Lanckoronie na iście anielskim święcie. Grudniowy jarmark „Anioł ...

StoKee Beskidów

News image

Najpierw śmigaliśmy w Koninkach, ale mocno zlodzony stok nie był dla nas łakomym kąskiem, więc szybko ewakuowaliśmy się na kolejną narto-stradę. Drugim przystankiem był „schodowy stok” w Lubomierzu. Ale t...

Więcej w: Galerie z podróży

-
+
3