| Polańczyk - Wyspa Energetyków |
czyli Sylwester w Środku Lata. Zaczęło się przypadkiem...jak nie raz już przy wódeczce...tym razem także zadziałał Jaśnie Wielmożny Pan Przypadek. Był grudzień, Mikołaj 2008. Skład dobrze znany, miejsce jak zwykle o tej porze roku...Muczne - Wilcza Jama. W tym roku też się udało spędzić starych przyjaciół pod jeden dach z dala od domów, pracy, kłopotów, wyścigów, rachunków i cywilizacji. Mamy, bowiem taki zwyczaj, że raz w roku spotykamy się na „naszej wigilii” gdzieś w Bieszczadach. Raz już kolejny padło na Wilczą Jamę, jakoś nam to miejsce przypadło do serca i jednogłośnie wyznaczyliśmy je ponownie na doroczny zjazd. Na przestrzeni lat bywało różnie, czasem ktoś nie mógł, czasem inne obowiązki, czasem chore dzieci, że ruszyć się z domu niepodobna. Nie mniej zawsze jakoś się zjeżdżaliśmy. Tym razem też nie było inaczej. Ludziska dopisali. Jedni z dziećmi inni bez. Mnie się udało tak jakoś poukładać sprawy, że dotarłem. Naszą główną kolację, jak zwykle przygotowała przecudowna Pani Ania (właścicielka przybytku Wilcza Jama). Trochę dziczyzny, trochę swojskich wędlin no i oczywiście wędzony pstrąg z własnej hodowli, genialna potrawa, której nigdy nie może zabraknąć.Mikołaj BodzioBył 6 grudzień, był więc Mikołaj w „systemie szklonym” – czyli każdy dla każdego. Wiesz co dajesz a nie wiesz co dostaniesz. Mikołaj Bodzio obdarował dzieciaki i dorosłych. Były pacierze i pytania o grzeczność, obietnice poprawy....wesołość pełna. Trzeba przyznać, że Bodzio ma talent „mikołajowy” . Dzieci z wypiekami na twarzy oglądają prezenty w tym moja Weronika. -Tato! Tato! film dostałam...od Mikołaja -Jaki? -Lejdis .Jeszcze nie oglądałam... -I lepiej żeby tak zostało. Howgh. Ja film widziałem. Na kolana mnie nie powalił, ale kilka scen całkiem całkiem na czele z imprezą sylwestrową w środku lata. Zawsze gdzieś pośród grudniowej imprezy narzekaliśmy, że szkoda, że raz w roku, że nigdy w pogodę nie udało się trafić,( bo miał być kulig a zawsze lało lub śniegu za mało lub kierownik ciągnika przepadł gdzieś po wypłacie i nikt go od tygodnia nie widział), że dobrze by było, że może kiedyś... Po kilku głębszych (przemyśleniach oczywiście), „sprzedaję” pomysł...A może by tak jak w Lejdis ... w środku lata w miejscu dowolnym?! „Mintajowi” dwa razy nie trzeba powtarzać, złapał pomysł w locie . Kto jak kto ale „Jądruś” jest najlepszym organizatorem takich zlotów i chwała mu za to!Sylwester w środku lata...rewelacjaZaraz po nowym roku dostałem pierwszego e-mail z pytaniem kto się pisze. Wiadomo okres wakacyjny każdy planuje zwykle dużo wcześniej , sam zaklepałem przełom lipca i sierpnia, mając cichą nadzieje że nic się nie wysypie. Nie wysypało się szczęśliwie, skład zacny, oj będzie się działo. W Solinie, Polańczyku, Jaworze byłem wiele razy, nigdy jednak nie zaniosło mnie na „energetyka” pomimo wielu zaproszeń na łajbę, na okoliczność długich i niedługich weekendów, wypadów, wakacji i innych spontanów w znanym od piaskownicy składzie. Jakoś tak wyszło. Życie ...po prostu, życie.Prom pyr pyr...Domek góralski random i jedyna knajpaPierwszych uczestników zobaczyłem już w ogródku jedynej, jak się okazało, knajpki na wyspie. Popijali piwko zdaje się nie pierwsze i stanowczo nie ostatnie dnia tego. Szybko i sprawnie zalogowaliśmy się na pięterku spadzisto - dachowego domku. Pośród zawiłości alejek, sosnowego lasu i szablonowego podobieństwa wszystkich domków usiłowałem ustalić trasę z parkingu...knajpy bardziej, do mojego domku, aby pośród nocy niechcący nie okazać się raczej nieproszonym gościem w domku cudzym. Nie udało się. Pozostał azymut ...”mniej więcej” i zachowanie zdolności „czajenia bazy”. Z doświadczenia wiem że na uczestników raczej nie ma co liczyć, w kwestii trzeźwości....nazwijmy to umysłu. Wszak nie przyjechaliśmy tu na „oazę”. Niech nikt nie pomyśli że ze mnie jakiś zdegenerowany fan imprez jedynie wiadomych. Piękne okoliczności przyrody, twarze znajome, środek lata, weekendzik fajowy. Kilka aluminiowych puszeczek uległo destrukcji. Kilka szklanych butelek z zakrętką opatrzoną właściwą banderolą też. Ale nie pomyśl szanowna testerko, równie szanowny testerze, że był to cel jedyny i zasadniczy. Starczy napisać, że nabyta drogą kupna „Finka” 0,7l spokojnie przeleżała nietknięta na dnie bagażnika. Resztę piwek podarowałem KO-wcowi. Dnia kolejnego, w sobotę, miały się odbyć nasz letni Lejdisowy sylwester. Wszystko było gotowe. I jak to na sylwestra nie mogło zabraknąć tańców, hulanek, sztucznych ogni, szampana i wszelkich atrybutów wiążących się z tymże. Na popołudniowe godziny nasz niestrudzony Kaowiec (kulturalno-oświatowy vide: REJS) w postaci Mintaja, zaplanował rejs po jeziorze.Łódka czyli o problemach z WCRejs...tylko po to żeby kolejny rejs zacząć. Tym razem ze śrubą, mrukiem diesla i siedziskiem wygodnym. Bez trzymania linek, uważania na bom i WC (cokolwiek to znaczy w tym konkretnym przypadku). Rejs wycieczkowy klasik. Letnie popołudnie, góry, lasy...fresz luft ...ehh – żyć nie umierać. To jeden z takich momentów kiedy rozmawiać się nie chce. Milkną z czasem nawet szepty. Wszyscy się gdzieś wpatrują zamyśleni. Pływanie ma jakąś magię w sobie i nie ma co się dziwić żeglarzom, że ich ciągnie na wodę. Nawet taki mały akwen ma jakąś trudną do określenia moc, która sprawia, że przyciąga, że chcesz częściej, więcej i zawsze chcesz wrócić. Może to spokój, chłodna, mokra, dynamiczna równowaga. Płynny horyzontalizm, niezbędny ale i groźny. Woda. Nie wiem dlaczego, ale znam to uczucie, które ciągnie do rzeki, jeziora, morza innej sadzawki.Kill the DJ!Nowa świecka tradycja?
Żono moja, serce moje, Nie ma takich jak my dwoje Bo ja kocham oczy Twoje Do szaleństwa, do wieczora... (je je) itd....itp... Są miejsca i piosenki które jakoś przypadkiem się ze sobą pobrały. Jest wiele utworów, które nieodzownie przywodzą na myśl bardzo konkretne miejsca i wspomnienia. Ten już na zawsze wyspa, lato ... Ale to temat na zupełnie inną opowieść. Polańczyk – Wyspa Energetyków. Miejsce szczęśliwie odosobnione. Mekka żeglarzy śródlądowych Podkarpacia. Stanowczo lepsze miejsce na letni wypoczynek niż Polańczyk właściwy, zwłaszcza w weekendy. Nie licz na uiszczenie jakiejkolwiek opłaty kartą kredytową. Film Lejdis (2007 reż. Tomasz Konecki) – Dawca pomysłu na Sylwestra w Środku Lata. Można obejrzeć, jeśli ktoś jeszcze nie widział. Szczególnych doznań artystycznych nie wróżę. Jezioro Solińskie – małe bieszczadzkie morze Letnia stolica Podkarpacia. To tu skoncentrowała się na przestrzeni ostatnich lat bieszczadzka cywilizacja i komercja. Prawdziwych Bieszczad szukaj jednak gdzie indziej. Największą zaporę w Polsce warto zobaczyć. Unikać szczytu sezonu i długich weekendów. Piosenka „Żono Moja” - Wielki przebój zespołu Masters...polecam
Resztę pozostawiam bez komentarza...mogę się nie znać. Tow. Wiesław – dla młodszych testersów - Wiesław Gomułka I sekretarz KCPZPR w latach 1956-1970 KO-wiec – określenie człowieka odpowiedzialnego za wychowanie kulturalno-oświatowe. Zwykle absolwent kierunku Pedagogika Kulturalno Oświatowa. Przyjęte do potocznego języka po sukcesie filmu „Rejs” Marka Piwowskiego (1971) „Łódka” Finladnia – Jak kto lubi. Czasem warto a nawet trzeba się napić. Na okoliczność świętowania czegokolwiek lub wpadania przy okazji na pomysły sylwestra w środku lata....
|
Zmieniony ( wtorek, 01 grudnia 2009 13:57 )
(0 głos)














