| SmaKee Italii |
Wspaniała pasta, prawdziwa pizza, smaczne panini, aromatyczna kawa i oczywiście fenomenalne wino. Oto tylko skromny fragment wielkiej księgi opatrzonej tytułem „Włoskie SmaKee”. A przecież to jedne z moich ulubionych smaków! Jeśli nawet nie ulubione?! Muszę sobie odpowiedzieć na to pytanie w głębi zgłodniałej duszy mej. Zatem zajadam. Testuję. Delektuję się. Jestem w siódmym niebie! ;) Rozkuszuję się i roz-Italienizowuję bez reszty! Pasta i basta!Na Włochów mówi się „makaroniarze”, ale mi to złośliwo-pochodne określenie wcale nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie! Podkreśla to, co we Włoszech jest najlepsze! Bo pasta i basta! ;)
Pizza – każda innaWłochy to bez dwóch zdań ojczyzna pizzy. Postanowiliśmy z Kamem przetestować Italię w tej materii. Podczas naszego Testerskiego Tournee po Italii spróbowaliśmy dwóch zupełnie różnych pizz – takiej prawdziwej włoskiej pizzy przygotowywanej przez autochtonicznego Włocha w Mediolanie i takiej allochtonicznej, bo przyrządzanej przez Turka w Turynie. Obie mimo swej znacznej odmienności, były bardzo apetyczne. Cienkie ciasto, tak jak lubię. Chrupiące na swój sposób. Ciągnący się w nieskończoność ser mozzarella. Świeży sos pomidorowy. Bazylia i oregano. Bueno! Panini w wielu odsłonachA słyszeliście o panini? Mozaika „włoskich kanapek” zaskakiwała mnie z każdym dniem coraz bardziej. Moją ulubioną okazała się kanapka z szynką, rukolą, pomidorkiem koktajlowym i żółtym serem podawana na ciepło, podgrzana w specjalnym piecu, którą w oka mgnieniu skonsumowałam podczas T-wędrówKee po Mediolanie. Kulinarna ekstaza! Niebo w gębie! Raj dla kubków smakowych gwarantowało też panini z sezamem, omletem ze szpinakiem, żółtym serem i pomidorem. Mniami! I nie wahałam się zapłacić za nie aż 5 euro, bo apetyczności nigdy dość! Włoska czekoladaWe Włoszech nie liczyliśmy na „dietę-cud”, bo prostu szliśmy za głosem serca a nie rozumu. Postanowiliśmy kalorycznie;) zaszaleć w Turynie i w ojczyźnie czekolady próbowaliśmy z Kamem oryginalnych włoskich pralinek w takim prawdziwym włoskim czekolado-butiku oblanym od podłogi aż po sufit czekoladową poezją.... PralinKee miały niebiańsKee smak i nieziemską cenę… 70 euro za kilogram ;) Cena luksusu jest czasem wysoka. Za wysoka. Ale przecież luksus smakuje, więc i dlatego swoje kosztować musi. Tak to sobie przynajmniej tłumaczyliśmy, patrząc jak przy każdym teście, wymownie kurczy nam się objętość portfela. Raz się żyje! Po pysznych degustacjach na Testerskim Czekoladowym Podium znalazły się trzy pralinKee. Pierwsze miejsce zajęła symetryczna mleczna czekoladka zwieńczona karmelizowanym orzechem laskowym. Druga była ciemna, deserowa czekoladka również ozdobiona orzechem laskowym, ale już takim naturalnym. A trzecie miejsce zdobyła deserowa czekoladka z prawdziwym, takim niebiańsko aromatycznym płatkiem róży. Smak turyńskich czekoladek rozpływał się w ustach, a nie w dłoni. I to bynajmniej nie jest żaden reklamowy spot pewnych kolorowych orzeszków, które lecą bądź nie lecą w kulKee. To nie fikcja, to fakty, jak głosi pewna stacja radiowa mająca swoją siedzibę dość wysoko ponad pewnym królewskim polskim miastem. Prawda jest taka, że nasze Testerskie Podniebienia zostały czekoladowo zniewolone w Turynie ;) a jakby tego słodkiego testowania było nam mało, to zaserwowałam sobie jeszcze gorącą czekoladę i croissanta z dżemem brzoskwiniowym. Słodka rozpusta! Konsumpcja na świeżym powietrzu przy kameralnym stoliczku pod podcieniami nieopodal zacnego turyńskiego placu pośród rodowitych Włochów, którzy zaczytując się namiętnie w aktualnej prasie,
Deserowa amnezja Jeśli Włochy, to obowiązkowo prawdziwa włoska gelateria. I koniecznie lody w każdej ilości i o każdym smaku! Lody winogronowe i czekoladowe zajadane ochoczo w portowej Genui Krzysztofa Kolumba były dla mnie synonimem pyszności! Nie umiem o nich napisać nic więcej poza tym, że były niesamowite i ich smak zapamiętam na długo… Podobnie jak fantastyczne autentyczne tiramisu zajadane w restauracyjnym ogródku nad jeziorem Lago di Como. A może tak pieczone kasztany?
Deficytowy towar…Słodkie chwile były, teraz pora na mniej wyrafinowane informacje, ale za to bardzo praktyczne. We Włoszech praktycznie ;) nie ma takich klasycznych europejskich, ba polskich „spożywczaków”, do których tak mocno każdy obywatel RP przywykł i w których można by nabyć produkty „pierwszej jedzeniowej potrzeby” czy płyny celem uzupełnienia elektrolitów. Jedzeniowych sklepów jest tu jak na lekarstwo, dlatego ciężko uświadczyć jakąś przegryzkę w przysłowiowym „osiedlaku”. Lepiej zadbać o swój żołądek samemu i mieć coś na ząb przy sobie. Pamiętajcie też, że w porze lunchu wszystkie propozycje kanapkowe (głównie panini) skoncentrowane w barach, kafeteriach i innych gastro-obiektach znikają w trzy sekundy. Włosi mają apetyt! Naprawdę trzeba się spieszyć, żeby zjeść „polskie drugie śniadanie”. Bynajmniej my właśnie tak traktowaliśmy owe włoskie kanapKee, które autochtoni dumnie zajadali jako lunch… To gdzie jest obiad, ja się pytam? Odpowiedź brzmi… w porze kolacji. Totalny misz masz czasowo-jedzeniowy. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, gdy uwielbia się włoską kuchnię. Alternatywa… Ja wiem, że nie wszyscy są fanami makaronów czy zwolennikami innych wytworów włoskiej kuchni. Spokojnie, macie też inne możliwości. Na przykład prawdziwe chińskie specjały mogą okazać się interesującą alternatywą dla typowej włoskiej kuchni. Makaron Chao mei z kurczakiem, kiełkami, marchewką, cukinią, omletem może konkurować z włoskimi pastami. Zupa warzywna konsystencją przypominająca kleik, ale w smaku genialna to nie lada konkurencja dla włoskiej minestrone.
Włoskie klimaty zawsze były mi bardzo bliskie i znów ta prawda wyszła na jaw. Bo jak inaczej można by nazwać testersKee włosko-jedzeniowy odruch bezwarunkowy, gdy na pierwszy po-powrotny obiad w ojczyźnie serwuję sobie własnoręcznie przygotowaną pastę tworzoną na poły na wzór receptury podpatrzonej gdzieś na północy Italii, a na poły Testersko-wykreowanej? Włoskie T-wspomnienia wracają z każdym kęsem autorskiego penne e pomodoro e pecorino. Hmm… Przy pachnącej niezwykłą apetycznością kuchnią i nad kieliszkiem dobrego wina delektuję się Włochami. I wznoszę znamienny toast „Viva Italia”! Buon appetito everybody! ;) Copyright by Keenya
|
(0 głos)











