| Napisany przez Kinga Gnaś-Sawczuk, z 22-09-2009 16:50 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
1166  |
|
|
|
Czy masz tak, że jak jesteś w innym kraju, to koniecznie musisz spróbować tutejszej kuchni i poczuć na podniebieniu regionalne smaki? Czy z uporem maniaka szukasz w menu schabowego z frytkami i zestawem surówek? My z Beti należymy do tej pierwszej kategorii, do istot, które zawsze muszą zakosztować lokalnych specjałów. Nie inaczej było podczas naszej marcowej wyprawy do Czech do Ostravy ;D Poprosiłyśmy przewodnika poznanego na wieży widokowej ratusza miejskiego i mówiącego bardzo ładnie po polsku ;) by polecił nam jakiś klimatyczny lokal z dobrą czeską kuchnią. Jiri zasugerował regionalną restaurację zwaną „Sielska Iizba” na ul. Janeckovej i nie był to pomysł chybiony, zwłaszcza, że obie, tak jak chciałyśmy, zakosztowałyśmy tutejszych specjałów. Beti poczuła chęć na zupę cebulową z tostami z serem podaną w ładniutkiej zielonej miseczce. Mnie zaś naszło na innego afrodyzjaka – czosnkowa z grzankami, serem, szynką i żółtkiem. Takiej multiskładnikowej jeszcze nigdy nie jadłam! Rewela ;D Świetny wstęp i pachnący podkład pod drugie danie, którym w moim przypadku był gulasz „z krowy” jak to wytłumaczyła nam pani kelnerka i housovy knedlik. Betinka raczyła podniebienie swe energiodajnymi haluszkami ze słoniną i zielonym czajem, czyli herbatką w urokliwym kubku. Moja poobiednia sjesta wyraziła się jeszcze w złocistym napoju bogów, czyli pysznym zimnym piffku Radegatt z nieregularną pianką. Pełne brzuszki nasze i uśmiechnięte buźKee to efekt dobrego amcia! Polecamy kulinarne popisy południowym sąsiadów ;D
|