| Napisany przez Kinga Gnaś-Sawczuk, z 10-03-2011 11:36 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
1086  |
|
|
|
Mimo że nie jesteście dzieciakami. Mimo że nie macie kilku czy kilkunastu lat. Mimo że już dawno zapomnieliście lekcje biologii i geografii. Mimo to. Mimo tamto. Po prostu złamcie konwenanse! Zburzcie stereotypy i pójdźcie w Nasze Skorpiońskie Zwariowane Testerskie Ślady. Ruszcie na niecodzienną wycieczkę do… zoo ;) My dwie, Keenya & Betinka, odnalazłyśmy w sobie dziecięce zachcianKee i w ostatnią zimową słoneczną niedzielę lutego podreptałyśmy sobie do krakowskiego zoo i było mocno zoo-logicznie!
Pomysł, jak i wszystkie nasze Testerskie ZajaffKee, zrodził się bardzo spontanicznie, bo pierwotnie miałyśmy tylko pospacerować sobie po krakowskich Błoniach i w okolicy Kopca Kościuszki, a koniec końców znalazłyśmy się zaledwie 25 minut od Kopca Piłsudskiego… I tak oto, zupełnie niezamierzenie, lecz wesoło, wylądowałyśmy spacerowo-nordic walkingowo w zimowej scenerii Lasku Wolskiego na wysokości przeszło 300 m n.p.m.. Świadome praw i obowiązków… Testerskich przekroczyłyśmy bramę krakowskiego zoo i się zaczęło! ;) Małpi rozum
Przez przeszło 1,5 godzinKee plądrowałyśmy ów zoologiczny świat. I gdyby nie pokaźne pokłady śniegu, dokuczliwy mróz i ochota na włoską kuchnię, to dreptałybyśmy tam znacznie dłużej. Na dzień dobry Nasz TestersKee wzrok przykuły klatKee z małymi stworami małpko-podobnymi. Jako pierwsza szczerzyła się do nas ruda lwiatka złota, a tamaryna białoczuba i tamaryna cesarska zajadały pociesznie poporcjowane owoce i orzeszKee, skacząc radośnie z jednej gałęzi na drugą i udając, że wcale nie zwracają uwagi na zwiedzających. Potem rozbroił nas widok surykatek, które stały jak zaczarowane albo żywcem ściągnięte ze spotu reklamowego pewnej czekolady. Doznałyśmy inspiracji apetycznych i posiliłyśmy się inną czekoladą, ciemną i gorzką w 99%, a bo podobno takie właśnie są najzdrowsze. Ptasi Świat Kolejne klatKee ze zwierzakami przeniosły nas do Świata Ptaków, który zdominowały dumne pawie, które w liczbie pięciu sztuk stłoczono w jednej klatce… Niehumanitarnie! Znacznie więcej przestrzeni życiowej otrzymał bażant diamentowy czy uszak siwy. Ciekawe czym sobie na to zasłużyły. Drapieżcy z orłem na czele mieli już zdecydowanie więcej przywilejów, wszak oni umieją walczyć o swoje i wyszarpać to, co im się należy pazurami. Własna klatka na własny użytek. Sowy, puchacze czy puszczyki też nie powinny narzekać na warunki mieszkaniowe. Jedynie ich sąsiedzi mogą uskarżać się na permanentny hałas… Uhuu… Uhuuu. Z pazurem ;) Betinkę zafascynowały klatKee z gatunkami z rodziny kotowatych – karakal ze stojącymi uszami, cętkowany serwal i wzorkowaty ocelot. Moją uwagę zdobyły zwierzaKee z pazurem, a zwłaszcza tygrysy amurskie dumnie wylegujące się na rozgrzanych od zimowego słońca skałach.
Uparcie próbowały przegryźć albo przerwać łapami twardą siatkę i zapoznać się z otoczeniem… Grunt, że im się ta sztuka nie udała, bo spotkanie takie wcale do przyjemniejszych by nie należało. Nie wiedzieć czemu król lew nie pojawił się na horyzoncie. Chyba on ma dekalog własnych królewskich przykazań… Bajkowo… Ale za to pazur pokazała też hiena pręgowata. Bo wilk grzywiasty był jakiś ospały i wyglądał bardziej jak lis i to taki lis z zaawansowaną anoreksją. Jakiś dziwnie wychudzony o nogach przypominających szczudła i jakiś dziwnie dekadencki – czyżby wpadł w depresję? Owszem był wilk i to nie jeden, ale zająca nie uświadczyłyśmy. Czyżby w czyn zostały wcielone słowa pewnej bajKee „Lu pagadi zajec”? ;D Shreka też nie znalazłyśmy, ale był jego wierny towarzysz – osioł. Tylko jakoś dziwnie znacznie mniej rozmowny. Przewrotne przygody W osłupienie wprawił nas za to widok… wielbłąda, który na śniegu sprawiał wrażenie mocno zaczarowanego. Może myślał, że nasz polsKee śnieg to biały piasek pustyni… Zdziwiło nas też zwierzę zwane milu o niesamowitym porożu – dla mnie wyglądało ono na zamszowe ;) Niestety nie udało nam się go dotknąć i przekonać z jakiego materiału jest tak naprawdę wykonane, mimo że oswojone milu podchodziły bardzo blisko ogrodzenia. A milu to nic innego jak ciekawa krzyżówka jelenia, kozy, krowy i konia. Taka genetyczna modyfikacja 4w1 ;) Jeszcze bardziej towarzyskie było stadko zwierzaków o nazwie arui. To taka rudawa koza, nawet bardziej cep z rogami i pokaźną brodą. Przewrotność losu nie zna granic!
Jednak nie wszystkie zwierzaKee występują w zoo zimową porą. Czasem same się chowają, a czasem pracownicy zoo sami je chowają przed turystami. Nie doszło więc do Testerskiego spotkania z wydrą, uszatkami ani też gorylem, szympansem, a to małpy jedne ;D Jednak mimo wszystko byłyśmy z Betinką usatysfakcjonowane Zoo-logiczną Zimową Wędrówką. Głód motywował nas skutecznie do powrotu do ludzkiej cywilizacji... ŻołądKee domagały się ciepłej strawy, więc ochoczo przetestowałyśmy apetyczny krem z kukurydzy z grzankami ziołowymi i wyrafinowany krem z dyni, a potem szukałyśmy ”ukrytego w mieście krzyku”, przemierzając ulice Krakowa i Niepołomic w towarzystwie rytmicznych dźwięków i rymowanych słów. A teraz… „jest już późno, czas iść spać, nie marudzić”! Copyright by Keenya
|