| Tadeusz kładzie na kolana |
Dziś postanowiłam być mężczyzną… Postanowiłam wcielić się w rolę Wojciecha Nowickiego piszącego dla piątkowego dodatku do „Gazety Wyborczej” – „Co jest grane” i wyrazić swoje kulinarne T-poglądy kłębiące się w duszy mej po wizycie w restauracji „Tadeusz” położonej w samym sercu miasteczka Proszowice na (wciąż remontowanej) trasie Kraków – Busko Zdrój. Pojawiające się przy drodze reklamy oznajmiają o istnieniu takiego lokum, ale gdzie on jest pyta się mój „pusty żołądek”? Otóż restauracja wyrasta przy głównej drodze, ale schowana jest w drugiej linii budynków, co utrudnia jej identyfikację. Chwila poszukiwań i mamy, co chcieliśmy. I już na wejściu przyznam, że trud znalezienia lokalu naprawdę się opłaca. Najpierw oczy, a potem podniebienie znajdują swe ukojenie… Ale po kolei! Wkraczam do akcji.Wnętrze super – kamień, cegła, drewno, skóra, trochę metalu. Tak jak lubię! Elegancko i stylowo, a przy tym nowocześnie, przestronnie i lekko. Ciemne kwadratowe stoły i wysokie krzesła plus jasne nakrycia stołu dla kontrastu. Świeże kwiaty dla klimatu i niezbędne przyprawy, serwetKee dla łatwiejszego „doprawiania” sobie rzeczywistości. Czerwone skórzane sofKee i pufKee plus niskie szklane ławy. Restauracja przenika się w swej konstrukcji z kawiarnianym stylem i świetnie się te dwie przestrzenne funkcje komponują. Menu-dylematy Dostaję srebrną księgę – kartę dań. Świetnie skonstruowane menu! Ciekawe kompozycje dań. Ceny bardziej niż przystępne! Jedyny niuans – jest tyle pyszności, że niełatwo się zdecydować, na co tak naprawdę ma się ochotę… Wszystko dokoła wróży świetny smak i już na papierze wygląda kusząco, a co dopiero w oczach wyobraźni, a potem na talerzu… Rozmarzyłam się ;) Cóż przetestować? Z jednej strony chciałam pójść w stronę „klasyKee”, ale z drugiej uznałam, że należy spróbować polecanego „dania dnia”, wszak takie kulinarne propozycje mogą (lepiej lub gorzej) świadczyć o umiejętnościach (mniejszych lub większych) samego kucharza. Środowe danie dnia to pomidorówka, rumsztyk i szarlotka, no i pasuje! Smaczna pomidorówka, wyrazista w smaku, prawdziwie pomarańczowa no i makaron penne, tak jak lubię i sama czasem serwuję w kątach swych kuchennych. Mniam! Ryzykuję tym stwierdzeniem bardzo wiele, ale „Tadeuszowa pomidorówka” śmiało może konkurować ze smakiem najlepszej pomidorówKee świata, czyli pomi w wykonaniu babci Jasi (ta to jest dopiero niebo w gębie!). Danie numer dwa lądujemy na mym stoliku – rumsztyk z cebulką, pieczarkami i pomidorem zapieczony z żółtym serem. Dodatkowo w zestawie delikatne ziemniaczKee. Dwie surówKee, z marchewKee i białej kapusty dopełniają całości drugiego dania. Rumsztyków z zasady nie lubię, ale ten był wyjątkowo dobry, delikatny, apetyczny. Aż strach pomyśleć, jak smakują te „preferowane” przeze mnie dania, dania, które już na samym początku zyskały moją wzroko-uwagę podczas śledzenia menu . Ale okazję do zdegustowania kolejnych specjałów zostawiam sobie na next time… Muzyka łagodzi obyczaje Delikatne dźwięKee dobrej polskiej muzyko-klasyKee wprowadzają w odprężający nastrój. Po wytężonym dniu należy się chwila wytchnienia. W lokalu rozbrzmiewa Myslovitz, Anita Lipnicka, Edyta Bartosiewicz, Czesław Niemen, Martyna Jakubowicz. Poczciwa polska nuta! Ale jeszcze jakiś „kuchenny dzwięk” wkrada się w eter… Słychać, że tłuczek do mięs poszedł w ruch, bo pan ze stolika obok zamówił schabowego ;) A zatem świeżość przyrządzanych potraw w „Tadeuszu” gwarantowana, co wyraźnie potwierdza hałas dobiegający w kuchni, subtelnie przenikający dzwięKee muzyKee. Się ładnie zjadło, to w nagrodę czas na deser. Przysłowiową wisienką na torcie jest szarlotka z kruszonką i cukrem pudrem i oczywiście herbatka Dilmah z cytrynką. Najpierw mam skojarzenia z domem, ale po pierwszym kęsie pojawiają się konotacje z… Ikeą. Naprawdę coś wspólnego ze szwedzkim deserem odnajduję w kolejnych kawałkach „Tadeuszowego” jabłecznika. Muszę się temu baczniej przyjrzeć. Wszystko, co dobre… Cóż mam powiedzieć? Jestem usatysfakcjonowana tym spontanicznym testem i piszę się na więcej! Jestem Testersko i jedzeniowo spełniona i z energią wracam do zewnętrznego życia ;) DzięKee tak apetycznej kuchni i wspaniałemu klimatowi jest szansa, że wreszcie, q uciesze wielu istot, odzyskam apetyt. Hm… muszę go odzyskać skoro postanowiłam przetestować całą kartę. I na koniec zdradzę Wam coś… Dość dawno żaden lokal nie zrobił na mnie tak pozytywnego wrażenia od wejścia przez jedzeniowe za-siedzenie się po wyjście, a ja bardzo lubię jadać poza domem i dość cyniczne oko sobie wyrobiłam. Dlatego tym bardziej polecam Wam za-poznać się z Tadeuszem w Proszowicach, a gwarantuję, że będzie to apetyczna znajomość. Smaczne-go! Copyright by Keenya
|
(0 głos)










