| Napisany przez Kinga Gnaś, z 22-09-2009 17:12 |
| Średnia ocena użytkownika |
(0 głos) |
|
| Opinie |
1120  |
|
|
|
Klub Aloha na ulicy Miodowej na krakowskim Kazimierzu był meeting-pointem dla tutejszych morsów i gości z Kędzierzyna-Koźla, którzy zamykali sezon 2008/2009. Miłośnicy krioterapii (w tym świeżynki Beti i Aga) oraz my trzy „przyszłe-niedoszłe” morsy imprezowaliśmy na całego w iście hawajskim stylu. Brodziliśmy nogami (bosymi lub obuwionymi;) jak kto wolał! po mięciutkim piasku, doświadczając przy tym tunezyjsko-egipskiego deja vu. Wspomnienia wakacyjnych chwil powracały jak australijsKee bumerang. Żeby memories były jeszcze bardziej odczuwalne, wdziasłyśmy z Betką nasze fikuśne kapelusiKee, podobne do tych mierzonych w szwajcarskim Chur. Tak, tak, lans na całego! A co sobie będziemy żałować ;D Muszę przyznać, że Klub Aloha to lokal bardzo klimatyczny, ale równie malutKee. Jednak dla nikogo ta mała przestrzeń nie stanowiła problemu! Zabawa przednia, atmo gorąca, drinKee wyszukane! Zdaniem Betinki drinos Pink, czyli piffko, sok grejpfrutowy i grenadina to mixtura godna polecenia! Ja jako non-alcoholic driver musiałam się obejść smakiem. Uzupełniałam więc płyny różnobarwnymi kompozycjami sokowymi, bardzo zmakowitymi zresztą. Kolejny atut impressKee w Aloha to DJ, który rewelacyjnie zapodawał rytmy – wielki szacun! Takich grajków powinien mieć każdy lokal. Nieschodzący „banan z ust”, czyli gigant smile to atrybut wiecznie uśmiechniętych morsowych ludków. Od nich możemy uczyć się życiowego entuzjazmu i radzenia sobie w każdych nawet arcylodowatych warunkach!
|