| Z kopyta kulig rwie... |
W tym roku Królowa Śniegu i jej jakże serdeczna psiapsiółka Mroźna Zima dają o sobie znać! Dziewczyny nie pozostawiają żadnych złudzeń, kto tu i teraz „pogodowo” rządzi Polską! Zaśnieżone, skute lodem drogi, tunele utworzone z gigantycznych zasp, kilkumetrowe zwały śniegu, sople nieprzyzwoitych rozmiarów, nieodśnieżone chodniKee, auta grzęznące w śniegu czy akumulatory odmawiające posłuszeństwa to już standard polskiej rzeczywistości. Aż ciśnie się na usta hasło „Biało wszędzie!” Tak właśnie wygląda zima A.D. 2010, ale… nie załamujmy rąk, po prostu skorzystajmy z jej uroków. Niech kuligów czas ogarnia nas! ;) Move Ur bodyZamiast siedzieć w czterech ścianach i utyskiwać, patrząc gorączkowo na termometr w oczekiwaniu na poprawę warunków atmosferycznych, warto wychylić nos za drzwi i zaczerpnąć trochę rześkiego powietrza. Zimowe aktywności mają bowiem zbawienny wpływ na naszą obniżoną odporność, na zagubioną gdzieś kondycję… (o czym trąbią wszystkie gazety). Obok wyskoków na narty i deskę czy rysowania lodowiska ostrzem łyżew warto pokusić się o przetestowanie przyjemnostKee zwanej kulig! Gdy słyszę to słowo, to od razu pojawia mi się uśmiech na budyniu! Serce roście! A jeszcze jak są to kuligi połączone z ogniskiem, pieczoną kiełbaską i biesiadnymi rytmami?! Hmmm… miodzio! O co kaman ;)Przejażdżka drewnianymi ogromnymi saniami smakuje wybornie. Siedzi się na prwadziwych pęczkach słomy, która wcale nie kłuje w pupę ;) Istnieją dwie jednostKee napędowe dla takich oto sań. Siłą pociągową może być zwierze zwane pospolicie koń lub określane mniej elegancko jako chabeta. To wersja zdecydowanie bardziej ekologiczna, pozostająca w zgodzie z matką naturą i oddająca prawdziwy klimat kuligów. Dla istot bardziej wybrednych, preferujących bardziej zmechanizowane życie, idealnym rozwiązaniem okazuje się zwyczajny wiejsKee ciągnik. No cóż, daleko idąca globalizacja i mechanizacja dotknęła już i tę sferę życia… Zatem mamy już sprzęt, mamy radosną, zgraną ekipę, więc na co czekać - ruszamy! ;) Pęd powietrza smaga po twarzy. Śnieg prószy w oczy. Mróz potrafi czasem nieźle zaszczypać w nos i ściąć policzKee. Dlatego jeszcze przed całą przygodą dobrze jest posmarować pyszczek kremem ochronnym z filtrem. Rozgrzewka od środkaA żeby nie wyziębić organizmu, warto przed startem zaopatrzyć się w „coś” rozgrzewającego i bynajmniej nie jest to koc czy pled… Nie chodzi też o bieliznę termiczną czy ciepłą odzież. Najlepsza na tę okoliczność jest babcina lub dziadkowa nalewka ;D sączona prosto w piersiówKee. Mogą być też bogatsze w % bezbarwne trunKee. Każdemu wedle upodobań ;) Gnamy przez pola, łąKee, drogi, lasy, gnamy do miejsca, w którym będziemy biesiadować. Już czuć w powietrzu zapach ogniskowego dymu, którym przesiąkną wszystkie ubrania. Już czuć smak kiełbasKee pieczonej nad ogniskiem. Już czuć apetyczność karczku i boczku zrumienionych na grillu. Już czuć jak smakuje podpieczony na chrupko chlebek. Już czuć grillowanego oscypka (przetransportowanego spod samiuśkich Tater, z Zakopanego, hey!) Smakowite specjały! Konsumowane na świeżym powietrzu są jeszcze lepsze! Radość i śmiech uczestników rozchodzi się po okolicy, odbija od drzew. Rumiane twarze wysmagane wiatrem i rozgrzane od wewnątrz ;) inaugurują śpiewy. Gra muzyka z zewnętrznego głośnika. Ale nie brakuje też wirtuozerii biesiadnych nut wygrywanych na gitarowych strunach. Dowcipy sypią się z rękawa jak płatKee śniegu z nieba. Echo niesie po okolicy głośne „hahaha”. Rubaszny męsKee śmiech rozbrzmiewa na wiele głosów. Pamiętam z zajęć z muzyKee z podstawówKee, że takie zjawisko nazywa się polifonia ;) DzwonKee polifoniczne rodem z komórek ;D Głośne, wesołe dialogi nie milkną. Leśna zwierzyna wie, że „obcy” wkroczyli na jej teren. Ale żadne dziki, sarny czy jelenie nie atakują nas. Na szczęście! Beztroska trwa w najlepsze! „Ale wkoło jest wesoło…” chce się krzyczeć za Lady Pank. I nie chce się wracać! A dlaczego? Bo cooligi są cool! ;P Copyright by Keenya
|
(0 głos)










