Zako-power
Czwartkowy zawodowo-szkoleniowy wyjazd do Zakopanego już następnego dnia nabrał cech wypadu relaxowo-testerskiego, bo trzeba łączyć wszystkie elementy w jedną spójną całość! ;) Ciekawe miejsca Zakopanego czekały na eksplorację:) Zaczęło się iście góralsko, bo od biesiady w Stek Chałupie na Krupówkach. ChłopocKee żwawo przygrywały na smyckach, ale z nastaniem „ciszy nocnej” (godzina 22:00) w rolę wodzireja wcielił się „zatrzymany w czasie” pan Ryszard z lokalu „Europejska”. Klimat tego obiektu każe uwierzyć, że PRL powrócił, a Elvis jednak żyje! Przetestujcie to sami! ;P Gorączka czwartkowej nocy zaowocowała piątkiem, który dawał nowe możliwości spędzenia czasu. Białka Tatrzańska i narty + deska na Bani i Kotelnicy albo Bukowina Tatrzańska i słynne termy. Poproszę bramkę numer jeden ;) Bo po to się jest w górach, by szlifować boazerię i parapet ;D
W podobnym „majsterkowi-aktywnościowym” tonie upłynęła sobota. Szusowanie w Witowie i Kościelisku zwieńczył nocny spacer z Butorowego przez Szymoszkową na Gubałówkę. Za sprawą spadających gwiazd doznaliśmy z Kamem tur-olśnienia, bo chcieliśmy zaatakować w niedzielę Tatry Zachodnie. Ale plany pokrzyżowała pogoda i zamiast planowanego zdobycia Kasprowego był spontaniczny hiking na Halę Kondratową na herbatkę, która znacznie lepiej smakuje na wysokości 1333 m n.p.m. aniżeli na „nizinnych” Krupówkach. A teraz już nowy tydzień się rozkręca. Ruszam w miasto, bo pora na przetestowanie krakowskich lodowisk ;)









