Za-smęcenie dźwięków
Słucham właśnie „nowej-starej” piosenKee Kayah „Testosteron” i odnoszę wrażenie, że to swoista reinkarnacja i muzyko-kombinacja z dawnych czasów... Kiedyś „Testosteron” miał w sobie tyle energii, poweru, a dziś jest poniekąd „smętnie nuconą przyćmioną melodyją”. Czy to ma związek z wyczerpywaniem pokładów tego męskiego hormonu? Czy wiąże się sytuacją, o której śpiewała Danuta Rinn, „gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, mmm, orły, sokoły, herosy? Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów, gdzie te chłopy!?” A może nie trzeba sięgać aż tak głęboko i wystarczy poszukać tylko muzycznej genezy w sile wielkich gwiazd? Może takie „ukojenie” ostrzejszych i bardziej energicznych brzmień jest dziś na topie? Ongiś przecież Metallica została „wyciszona i uspokojona” przez grupę Apocalyptica. Największe przeboje rockmenów zostały wówczas potraktowane muzyko-poważnie przez wirtuozów grających na instrumentach smyczkowych. Aż się chciało słuchać takiej alternatywy wykonania muzycznych hitów Wielkich Metallicowych Mistrzów! ;) Pozytywnego zasłuchania w cokolwiek, co lubicie









