Wiruso-nokaut
...i nagle wyszedł z ukrycia, wyskoczył zza rogu, niczym "przyczajony tygrys, ukryty smok" rzucił się na mnie zupełnie niespodziewanie, zaatakował jak Pudzian Erica Escha i powalił na desKee... łóżka. Choram! Zupełnie nie wiadomo skąd i dlaczego! Będę więc dziś "uskuteczniać skuteczne" kurowanie się i testowanie przymusowej bierności, ale ją też uczynię twórczą, bo nawet bierność może być kreatywna ;)
A wczoraj było tak multinarodowo i kulturowo w kosmopolitycznym grodzie Kraka... W samo południe amerykańsKee lokal-legenda, który rozkwitł dzięKee gitarze Erica Claptona, a potem worek instrumentów i sentymentów rozwiązał się i wysypał na cały świat. Po wizycie w mitycznym Hard Rock Cafe przyszła pora na polskie domowe jadło, a potem na włoskie menu w klimatycznej restauracji Mamma Mia. Wieczór zainaugurowały nagradzane (raz po raz) złociste trunKee w CK Browar. A wspomnienia Testerskiego Londyńskiego Tournee snute nad kuflem Strongbow'a w irlandzkim pubie Bull Pub zakmnęły sobotę i wraz z niepożądanym wirusem wskoczyły w niedzielę...








